47

Opinie i rekomendacje z Internetu? Dziękuję, postoję

Pisałem wczoraj o kolejnej odsłonie wojny, jaką Amazon wypowiedział fałszywym recenzjom. Tym razem pojawił się pozew wymierzony w autorów opłaconych opinii. Sprawa będzie obserwowana i to nie tylko przez firmy prowadzące biznes podobny do Amazona – może zainteresować naciągaczy, z którymi próbuje się walczyć, może też przykuć uwagę klientów. Nie dotyczy to wyłącznie USA – […]

Pisałem wczoraj o kolejnej odsłonie wojny, jaką Amazon wypowiedział fałszywym recenzjom. Tym razem pojawił się pozew wymierzony w autorów opłaconych opinii. Sprawa będzie obserwowana i to nie tylko przez firmy prowadzące biznes podobny do Amazona – może zainteresować naciągaczy, z którymi próbuje się walczyć, może też przykuć uwagę klientów. Nie dotyczy to wyłącznie USA – problem jest globalny. A przy tym możliwe, że nierozwiązywalny.

Pozew Amazona

Przypomnę krótko, co zrobił Amazon: firma wniosła pozew przeciwko osobom, które na stronach internetowego sklepu umieszczały recenzje i oceniały produkty za pieniądze. Co ciekawe, na razie są to anonimowe osoby, ale Amazon podjął współpracę z firmą, która umożliwiała wystawianie takich ocen za pieniądze, możliwe, że w ten sposób namierzy konkretnych ludzi. Jeżeli współpraca będzie przebiegać opornie, Amazon postraszy pewnie pozwami rzeczoną firmę. Prawdopodobnie już to zrobił. Prędzej czy później nazwiska wypłyną, a korporacja Bezosa postara się o to, by „recenzenci za dolary” zostali ukarani. I by było o tym głośno.

To ma być pokaz, sygnał dla innych. Podobne rzeczy oglądaliśmy już w przypadku piractwa: jednostki otrzymywały srogie kary za korzystanie z treści w sposób nielegalny, za ich rozpowszechnianie – to miało odstraszyć innych. Dlaczego korporacji zależy na rozwiązaniu problemu a przynajmniej jego poważnym ograniczeniu? Bo stworzony przez nią system rekomendacji to pieniądze. Jeśli producenci towarów i klienci będą z narzędzia niezadowoleni, jeśli stwierdzą, że to niewiele wart śmietnik, to mogą nawet odstąpić od zakupów w Amazonie. Podkreślę przy tym, że temat nie dotyczy tylko Amazona.

Globalne zjawisko z brodą

Nie jest tak, że fałszywe recenzje pojawiają się tylko w Amazonie czy tylko na amerykańskim rynku i jest to świeży problem. Nieuczciwe formy reklamy towarzyszą sprzedaży pewnie od zarania dziejów. Kiedyś obwoźny handlarz miał wspólnika, który pojawiał się w tłumie i zachwalał płyn na porost włosów oraz ból zębów przekonując, że włosy ma bujne, a zęby zdrowe, dzisiaj ludzie robią to po prostu w Sieci. I niekoniecznie na zlecenie jednej firmy. Za pieniądze zachwalają (lub oczerniają, gdy płaci konkurencja) produkt/usługę/firmę na forach internetowych, w portalach, w mediach społecznościowych, w porównywarkach cen. Pewnie to znacie.

Ja znam, nawet bardzo dobrze. Sporo czasu pracowałem z porównywarkami cen i godzinami czytałem komentarze, długo obserwowałem też poczynania firmy, która dostarczała recenzje i komentarze za pieniądze. Skala problemu jest u nas spora. Przynajmniej była kiedyś, gdy miałem z tym bliższy kontakt. Ale czy dzisiaj jest inaczej? Nie sądzę – wchodzę na stronę porównywarki, na konkretny produkt i na pierwszy rzut oka mogę wskazać przynajmniej kilka opłaconych komentarzy. Te są tworzone naprawdę nieudolnie, u każdego powinny zapalać czerwoną lampkę. Są jednak i takie, które trudno wychwycić, bo autor się postarał. Ma bestia talent i doświadczenie w tej robocie…

trollowanie

Czy komuś to przeszkadza?

Takie pytanie usłyszałem kiedyś w rozmowie na temat omawianego procederu. Rozmówca stwierdził, że nikomu to nie szkodzi, a ktoś ma szansę zarobić. Rzeczywiście tak jest? Czy naprawdę nie powinno nam przeszkadzać, że w miejscu do tego nieprzeznaczonym powstaje śmietnik? Jaką wartość mogą mieć dla mnie opinie w porównywarkach cen, pozytywne recenzje produktu, gdy wiem, że autor mógł nie trzymać tego sprzętu w rękach? Kupię odkurzacz na podstawie takich rekomendacji i po miesiącu stwierdzę, że to wielka pomyłka. Możliwe, że dam się naciągnąć jeszcze raz, ale trzeciego podejścia pewnie nie będzie. Przestanę szukać wsparcia w Sieci, wrócę do XX-wiecznych rozwiązań: albo rozmowa w sklepie albo proszenie o pomoc znajomych.

System recenzji i opinii, który powstał w Sieci mógł być naprawdę przydatnym narzędziem, mógł być batem na nieuczciwych, słabych producentów i odsiewaczem chłamu. Tyle teoria. Bo w praktyce okazało się, że wykorzystują go często właśnie ci nieuczciwi producenci czy sprzedawcy. Tracą uczciwa firma, sklep, klient. Czyli większość.

startup-photos (2)

Gdzie szukać rozwiązania?

Powiem szczerze, że nie wiem. Zastanawiałem się nad tym wczoraj przy okazji poczynań Amazona. Korporacja znajdzie nieuczciwych recenzentów, ci ostatni zostaną ukarani. I co? Ludzie przestaną to robić? Część pewnie się wykruszy, ale inni zadbają jeszcze bardziej o swoje bezpieczeństwo, poszukają nowych sposobów na ominięcie barier i regulaminów, dalej będą spamować. Tego problemu nie rozwiązałoby nawet usunięcie anonimowości z procesu rekomendowania. Rzesza ludzi dawałaby gwiazdki za pieniądze pod własnym nazwiskiem.

Jestem sceptyczny, gdy mowa o naprawie tego systemu, o stworzeniu narzędzia do oceniania, które nie ulegnie patologiom. A nawet gdyby udało się to zrobić, długo musiałbym się do niego przekonywać. Możliwe jednak, że jestem przedstawicielem nielicznej grupy – może większości te „lewe” recenzje nie przeszkadzają, bo wychodzą z założenia, że w masie komentarzy sporą część stanowią te prawdziwe. I jeśli jakieś opinie podzieli się przez dwa, to i tak wyjdzie się na swoje. Może w tym szaleństwie jest metoda…

O jednym trzeba pamiętać zawsze: żadne narzędzie rekomendujące, nawet to najbezpieczniejsze i najbardziej dokładne nie zastąpi rozumu. Jego wypada zawsze używać.