22

Co ma plecak na laptopa za 900 złotych, czego nie mają inne plecaki?

Nikt nie chce, żeby jego nowy laptop, tablet czy inna droga elektronika uległa uszkodzeniu podczas transportu. A tymczasem bywa tak, że inwestujemy konkretne pieniądze w sprzęt, ale oszczędzamy na torbach czy plecakach, w których nasze urządzenia będą spędzały relatywnie sporo czasu. Czy jednak warto w taki wypadku popadać w skrajności?

Trudno nazwać plecak Thule Crossover 2 skrajnością. Cena 869 złotych dla wielu osób będzie z całą pewnością dużą przesadą. Nie zapominajmy jednak, że na rynku jest cała masa droższych (ale też oczywiście tańszych, dużo tańszych) plecaków. Nie ukrywam, że dotąd nie miałem do czynienia z akcesoriami z tej półki, bo zwyczajnie nie miałem takiej potrzeby. Zastanawia mnie zatem, co takiego ma ten plecak, co skłoniłoby mnie do wydania na niego takich pieniędzy.

Od kilku tygodni swoją elektronikę nosiłem właśnie w tym modelu. Do pracy mam niedaleko, więc chodzę pieszo 25-30 minut. Co drugi weekend jeżdżę jednak na zajęcia, a to już nieco dalsza, trwająca ok. godzinę wyprawa, w trakcie której muszę kilkukrotnie się przesiadać i często przeciskać w tłumie ludzi. Nierzadko w takiej sytuacji obawiam się, czy mój laptop i cała reszta sprzętu (czytnik ebooków, myszka) zwyczajnie się nie zgniecie.

Od razu odpowiem na pytanie, które nasuwa się samo – czy kiedykolwiek w taki sposób udało mi się coś zniszczyć? Niestety tak. Może nie było to widowiskowe pęknięcie komputera na pół czy wygięcie iPhone’a rodem z kanałów niektórych youtuberów. Niestety dwukrotnie doszło do uszkodzenia matrycy – za pierwszym razem wina była moja, bo przesadziłem z ilością rzeczy, które pakowałem. Innym razem winne były okoliczności. Jak widać zatem da się.





Ok, czy jednak taki plecak Thule mnie jest w stanie przed czymkolwiek ochronić? Przede wszystkim trzeba tutaj zwrócić uwagę na kwestię jego pojemności. Na rynku znajdują się dwie wersje: 20-litrowa oraz 30-litrowa. Ja testuję ten mniejszy i muszę przyznać, że odpowiada doskonale na moje potrzeby. „W plenerze” używam Zenbooka UX390, który ma zaledwie 12,5-calową matrycę. Do tego dochodzi oczywiście przejściówka (laptop ma tylko jedno złącze USB-C), myszka (Microsoft Surface Arc Mouse – również bardzo kompaktowe urządzenie), zasilacz, powerbank 11 mAh. Czasem wrzucam jeszcze Kindle’a w pokrowcu, albo notes. Rzadziej ląduje tutaj iPad Pro 11. Trochę trudno w to uwierzyć, ale 20-litrowy Thule z powodzeniem mieści wszystkie te urządzenia, a jeszcze zostaje sporo miejsca na kolejne przedmioty – m.in. kieszonka na okulary.

Łącznie do dyspozycji mamy aż 4 przegrody. Największa jest przeznaczona na laptopa. Teoretycznie przystosowano ją do 14-calowych komputerów. Z powodzeniem jednak pomieści 15-calowego Macbooka Pro (2018). Jestem przekonany, ze wejdą tutaj także inne 15-calowe sprzęty, gdzie matryce wyposażono w cienkie ramki, a obudowy odpowiednio „spłaszczono”. Kieszeń tę odpowiednio wzmocniono, aby nasz sprzęt nie uległ uszkodzeniu. Wewnątrz znajdziemy też odseparowane miejsce na np. teczkę z dokumentami.

Druga, najpojemniejsza przegroda pomieści naprawdę sporo przedmiotów. Mamy tutaj trzy osobne kieszenie (w tym maleńką na suwak), z czego jedną dodatkowo wyściełano. Ja trzymam tutaj szczególnie wrażliwe na uszkodzenia sprzęty, jak na przykład 11-calowy tablet (a producent mówił, że tylko 10,1-calowe wchodzą…). Pewnym problemem jest na pewno fakt, że suwaków nie rozsuniemy do samego dołu, a więc maksymalne rozchylenie przegrody jest stosunkowo niewielkie. Tym samym, mając tutaj dużo rzeczy, odnalezienie tych najpotrzebniejszych staje się koszmarem.

Dalej mamy specjalną przegródkę SafeZone, która, jak podaje producent, byłą formowana „na gorąca”. Pozwoliło to zatem utrzymać stały kształt. To idealne miejsce na np. okulary przeciwsłoneczne. Znajduje się tutaj również mała kieszonka na suwak, w której możemy umieścić bilety.

Frontalna przegroda cierpi na ten sam problem, co środkowa – nie rozsuniemy suwaków do samego końca, a więc uzyskanie dostępu do dolnych partii jest kłopotliwe. Niemniej jest to jedna z najczęściej używanych przegród. Mamy tutaj dwie małe kieszenie, w których ja umieszczam powerbank i myszkę. Niżej, pomiędzy nimi ukryto haczyk na klucze. Nie zabrakło też sporej liczby wsuwek na rysiki, długopisy, pendrive’y itp.

Na tym możliwości Crossovera 2 się nie kończą. Dwie dodatkowe kieszenie umieszczono po bokach plecaka. Jedna została przeznaczona na termos lub butelkę z wodą. Druga została specjalnie przystosowana do blokowania fal radiowych, co ma czynić ją doskonałym miejscem na przechowywanie paszportu lub innych elektronicznych dokumentów. Niemniej dość duża ekspozycja sprawia, że miałbym obawy przed umieszczaniem tutaj tak ważnych dokumentów – znacznie lepiej czuję się, gdy są głęboko schowane między innymi przedmiotami – tak by dostęp do nich był stosunkowo utrudniony.

Thule Crossover 2 prezentuje się naprawdę solidnie. Całość wykonano z mocnego, grubego materiału. Niestety ma to swoją cenę, bo plecak jest bardzo sztywny i odchylanie przegród jest mocno utrudnione – trzeba w to włożyć trochę siły. Pozytywne wrażenie robią też zamki – są bardzo duże, wręcz masywne. Sprawiają wrażenie takich, które mogłyby wytrzymać długie lata. Tego oczywiście nie miałem możliwości zweryfikować.

Jeżeli szukacie niewielkiego plecaka codziennego, w którym elektroniczne gadżety będą stosunkowo bezpieczne, Crossover 2 jest bardzo dobrym wyborem. Warto zwrócić też uwagę na samą stylistykę plecaka, która stara się nieco dopasować do biznesu (na pewno nie dotyczy to zielonej wersji, którą opisuję – ta nie pasuje do niczego…). Z nóg zwala oczywiście cena, o czym już wspomniałem. Ale w przypadku tej marki nie jest to raczej zaskoczeniem – sami musicie ocenić, czy jesteście gotowi wyłożyć na nią takie pieniądze. Ja mimo wszystko polecałbym polować na promocje – w cenie 500-600 złotych będzie to znakomity strzał. Niemniej jestem przekonany, że decydując się na tak drogi plecak, otrzymujemy rozwiązanie na długie lata, któremu można śmiało zaufać. Mam tylko nadzieję, że nie jest to ocena na wyrost.