11

THQ ogłasza bankructwo. Czy to zawsze musi się przytrafiać tym dobrym?

Mimo najszczerszych chęci internautów, ogromnej sumy uzbieranej w ramach Humble Indie Bundle THQ nie zdołało przetrwać. Firma złożyła wniosek o upadłość do amerykańskiego sądu. Szkoda, że zdarza się to właśnie temu wydawcy, który prezentował swoimi projektami na ogół dość wysoki poziom. Czy to koniec wielu rewelacyjnych marek i serii gier? Niekoniecznie. Trudno oprzeć się wrażeniu, […]

Mimo najszczerszych chęci internautów, ogromnej sumy uzbieranej w ramach Humble Indie Bundle THQ nie zdołało przetrwać. Firma złożyła wniosek o upadłość do amerykańskiego sądu. Szkoda, że zdarza się to właśnie temu wydawcy, który prezentował swoimi projektami na ogół dość wysoki poziom. Czy to koniec wielu rewelacyjnych marek i serii gier? Niekoniecznie.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że zarówno ostatni Humble THQ Bundle jak i rozdawanie kluczy Steam do Metro 2033 na Facebooku były tylko pożegnaniem z graczami oraz fanami THQ. Krótki odstęp czasu, jaki dzieli te wydarzenia od ogłoszenia upadłości każe domyślać się, że wydawca już jakiś czas temu podjął stosowną decyzję, a przed jej ogłoszeniem chciał pokazać, jak się odchodzi z klasą. I pokazał.

THQ to jedna z kultowych marek świata gier komputerowych. Firma powstała w 1989 roku jako Trinity Acquisition Corporation i w latach ’90 głównie była znana jako producent… zabawek. Dopiero na okres 2000-2010 przypadł jej dynamiczny rozwój, w którym zakupiła kilka studiów developerskich (m.in. Volition w 2000, Vigil Games w 2006 oraz Midway w 2009) i stworzyła serie gier, które na stałe zapisały się w świadomości graczy. Mam tutaj na myśli takie perełki, jak Saints Row, Darksiders, Metro 2033 oraz Red Faction. Ogólnie gry wydawane pod szyldem THQ zbierały dobre recenzje (wyjątkiem był chyba Red Faction, którego trochę przekombinowano w ostatnich częściach). W posiadaniu THQ znalazła się też kultowa dla wielu miłośników bitewniaków (i nie mam tutaj na myśli bynajmniej komputerowej rozrywki) marka Warhammer 40.000.

THQ_2000_logo

Wszystko co dobre musi się jednak skończyć. Wczoraj THQ zapowiedziało sprzedaż swoich aktywów oraz złożyło wniosek o upadłość. Za całość będzie odpowiadała grupa inwestycyjna Clearlake Capital Group, która ma przejąć te podmioty. Tym samym w ręce CCG trafią posiadane aktualnie przez THQ studia działające w USA: Volition, Vigil Games, THQ Phoenix i THQ Wireless. Wszystkie aktywa wyceniono na 60 mln dolarów. Niewykluczone jednak, że jeżeli pojawi się lepsza oferta, THQ zmieni zdanie. Nie wiadomo też co stanie się z Relic Entertainment oraz THQ Montreal, które znajdują się poza krajem.

Zanim jednak pochowamy THQ w naszej świadomości, przyjdzie nam poczekać 30 dni, podczas których transakcja będzie finalizowana. Co ciekawe w okresie tym firma ma funkcjonować w 100 proc. normalnie, czyli rozwijać aktualne projekty oraz wypłacać pensje pracownikom. I teraz najważniejsze – produkcje, takie jak Metro: Last Light i Company of Heroes 2 mają ukazać się zgodnie z planem, a więc jeszcze THQ pozostawi coś po sobie na rynku.

Osobiście zaskakuje mnie optymizm prezesa THQ, Jasona Rubina, który wierzy, że w ten sposób THQ ma szansę wejść w nowy rozdział i jeszcze niejednokrotnie namieszać na rynku gier. Powiedzmy sobie bowiem szczerze – ogłoszenie upadłości wcale nie oznacza, że studia zostaną rozwiązane (o czym też świadczy ich przejęcie przez CCG), a THQ całkowicie przestanie istnieć. Niewykluczone, że grupa kapitałowa, która przejmie wydawcę, będzie pompować w niego pieniądze i jednocześnie przejmować znaczną część przychodów. jest też trzecia opcja – pojawi się nowy gracz, który zaproponuje znacznie większe pieniądze. Nie spodziewałbym się tutaj jednak EA, jak niektórzy (z trwogą zresztą) wieszczyli w różnych miejscach sieci.

Historia THQ zmusza do pewnej refleksji. Chyba każdy zgodzi się ze mną, że nie był to sztandarowy przypadek firmy, która na każdym kroku starała się skalpować graczy z pieniędzy. Nigdy nie było głośno o THQ w negatywnym tego słowa znaczeniu. Nie zbierali batów, jak Ubisoft, za restrykcyjne zabezpieczenia DRM, nie zarzucano im, jak EA, „amerykanizacji” kultowych serii gier i wydawania setek nic nie wnoszących to rozgrywki DLC. Ogólnie firma cieszyła się dobrym PR-em. I jak skończyła? Może zatem receptą na sukces w branży rozrywki wirtualnej jest bycie po drugiej stronie barykady?