10

Oglądałem pierwszy odcinek The Grand Tour. Dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem!

The Grand Tour jest wspaniały, epicki i zrealizowany z rozmachem, który nierzadko towarzyszył też Top Gearowi. Nie znaczy to jednak, że jest idealny. Czego zabrakło?

Clarkson, May i Hammond znowu sprawili, że śmiałem się do rozpuku. I to już po kilkunastu minutach od rozpoczęcia oglądania – a z każdym kolejnym kwadransem salw śmiechu tylko przybywało. Uwielbiałem ich humor z Top Gear i to samo otrzymałem w The Grand Tour. Dosłownie to samo, bo choć formuła jest nieco inna to wszystko sprowadza się do identycznych zagrań i sztuczek. Wróciły zatem sprawdzone rozwiązania: mamy studio z udziałem publiczności, mamy własny tor testowy dla samochodów, mamy spotkania z celebrytami. A wszystko to przeplata się z motywem przewodnim, którym w pierwszym odcinku są supersamochody z silnikami hybrydowymi: Porsche 918, Ferrari LaFerrari i McLaren P1. Czy mogło być coś bardziej topowego na premierowy odcinek? Ryk silników, wyścigi na długiej prostej, profesjonalni kierowcy i mierzenie czasów oraz prędkości. Miłośnicy motoryzacji będą usatysfakcjonowani. Fani Top Gear będą w siódmym niebie. Natomiast sympatycy Clarksona, Maya i Hammonda zapragną natychmiast zobaczyć kolejny odcinek.

60 minut upłynęło zaskakująco szybko, a ja nie mogłem wyjść z podziwu ile ciągle energii potrafi z siebie wykrzesać tych trzech (powiedzmy sobie szczerze) starszych panów. Dosadny, często wulgarny i kontrowersyjny humor fanów Top Gear z pewnością nie zdziwi – miałem wrażenie, że było go tutaj nawet więcej niż w pierwowzorze. Piękne ujęcia, mistrzowska praca kamery i ciesząca wzrok realizacja też nie stanowią żadnej niespodzianki – właściwie trudno mi powiedzieć, czy pod tym względem Grand Tour wyprzedza produkcję BBC. Chyba jeszcze trochę na to za wcześnie. Czego jednak zabrakło?

Widać, że prowadzący nowe show Amazona nie są jeszcze w 100 proc. naturalni i oswojeni ze zmianami. Być może wynika to też trochę z ostrożności – nowy producent z pewnością nie chciałby dawać BBC powodów do wszczynania procesów sądowych. Miejscami można było wyczuć odrobinę sztuczności. Szczególnie dało się to dostrzec podczas sceny z celebrytami. Z drugiej strony razić może też wtórność. Ja wiem, że wszyscy (w tym ja sam) przecież dokładnie na to czekali, ale czy dublowanie pewnych rozwiązań w szerszej perspektywie nie okaże się dla The Grand Tour szkodliwe? Oczywiście tutaj mogę tylko spekulować, bo pierwszy odcinek nie ujawnił wszystkich asów w rękawie, jakie przygotował Amazon i genialne trio.

Usłyszałem dziś, że The Grand Tour jest zbyt mocno „zamerykanizowany”. Nie zgodzę się. Trudno właściwie oczekiwać od pierwszego odcinka czegokolwiek innego, biorąc pod uwagę, że osadzono go w Kalifornii (co nie przeszkodziło prowadzącym w testowaniu samochodów na torze w Portugalii). Każdy kolejny będzie się rozgrywał w innej części globu, czego rezultatem jest specjalnie przygotowane mobilne studio w formie wielkiego namiotu. W drugim odcinku zostanie ono przeniesione do Johannesburga.

Szacuje się, że Amazon zainwestował w sumie 250 mln dolarów w nowy program z trójką z Top Geara. The Grand Tour szybko powinien się zwrócić, bo program notuje rekordowe wyniki. Inwestycja w The Grand Tour już zaczyna się zwracać. Piątkowa premiera programu była największą w całej historii istnienia usługi Amazon Prime Video. Choć firma nie podaje szczegółowych wyników oglądalności, ujawniła, że przed ekranami usiadły miliony widzów. Dzień premiery The Grand Tour był drugim najpopularniejszym pod względem liczby zalogowanych osób do usługi Amazon Prime. Pierwsze miejsce w dalszym ciągu należy do Prime Day – dnia świątecznych wyprzedaży na Amazonie.

Oczywiście nie wiemy, jakie to ma/będzie miało przełożenie na liczbę subskrybentów Amazon Prime. Można się jednak spodziewać wymiernych rezultatów. Zresztą wystarczy spojrzeć na to, jak show oceniają użytkownicy IMDb, gdzie średnia ocen wynosi 9,6 (ponad 10 tys. głosów). Na Amazonie program ma 4,9/5, a na Rotten Tomatoes – 97 proc.

Sam oceniam pierwszy odcinek The Grand Tour pozytywnie. Czuć tutaj ducha Top Gear niemal na każdym kroku. Clarkson i reszta poszli o krok dalej, ale zdają sobie doskonale sprawę, że ciągle będą oceniani przez pryzmat poprzedniego programu (co dla produkcji Amazona może być bardzo krzywdzące). Dlatego też robią to, co potrafią najlepiej i kolejny raz ogląda się to znakomicie. Widać jednak, że twórcy programu nie szukają tutaj własnego, unikatowego charakteru, co jest zarazem próbą uczynienia z The Grand Tour duchowego następcy Top Geara (i ma to sens; swoją drogą zwróćcie uwagę na inicjały: GT i TG). W dłuższej perspektywie takie podejście może zaprocentować, ale może się też zemścić.