98

Też się zastanawiacie nad tym, skąd te kolejki przy kasach na dworcach PKP? Mamy odpowiedź

Niezmiennie zadziwia mnie widok długich kolejek przy kasach na dworcach PKP, kiedy wchodzę na nie z biletem w smartfonie. Ostatni raz zmuszony byłem stać w jednej z nich kilka lat temu na dworcu w Łodzi, kiedy to spóźniłem się na FliksBusa, a do odjazdu pociągu było już niewiele czasu.

Zawsze przy tym zastanawiam się czy to powszechne zjawisko, czy tylko ja trafiam na takie widoki. Wczoraj, przy okazji komunikatu Urzędu Transportu Kolejowego informującego o planach uruchomienie przez czeski RegioJet połączenia kolejowego Kraków Główny – Warszawa Wschodnia odnalazłem dane, które rozjaśniły moją wiedzę w tym zakresie. To twarde dane sprzedażowe, nie żadne badanie.

Aktualnie, niemal na każde połączenie kolejowe, czy to w przewozach regionalnych czy na przewozy pociągami InterCity, możemy kupić bilet przez internet.

Kupimy tak bilet dla siebie, dla członków rodziny, bez zniżki czy ze zniżką, do tej pory nie spotkałem się z jakimiś ograniczeniami w tym zakresie. Wiem natomiast, że problemem może być jednorazowy zakup biletu na trasach łączonych, czyli z przesiadkami, ale to też nie może stanowić aż takiej skali, jaką widać w danych Urzędu Transportu Kolejowego.

Dane są zbierane od 2016 roku i według nich zdecydowana większość biletów, które kupujemy na pociągi PKP, sprzedawana jest bezpośrednio przy kasach dworcowych. Z roku na rok rośnie wprawdzie sprzedaż przez internet czy aplikacje mobilne, ale jest to jeszcze znikoma część całej sprzedaży.

dr inż. Ignacy Góra, Prezes Urzędu Transportu Kolejowego:

Przybywa osób korzystających z nowoczesnych technologii przy zakupie biletu. W 2016 r. przez internet sprzedano tylko nieco ponad 5% biletów, w ubiegłym roku niemal trzy razy więcej. Te dane powinny motywować przedsiębiorstwa kolejowe do ciągłej poprawy jakości aplikacji i internetowych systemów dystrybucji biletów – tak by były one intuicyjne i przyjazne dla użytkowników

Jak to się przekłada na dokładne liczby? Otóż w 2019 roku przy kasach dworcowych sprzedano aż 46,5% wszystkich biletów, a za kanał internetowy i aplikacje mobilne odpowiadało jedynie 14,3% sprzedaży – to mniejszy odsetek niż kupno biletu bezpośrednio u konduktora w pociągu – 16,2%.

rok 2019/2018
kanał dystrybucji 2016 2017 2018 2019 zmiana
stacjonarne kasy biletowe 56,00% 54,20% 51,20% 46,50% -4,7 p.p.
obsługa pokładowa
(drużyny konduktorskie)
16,10% 14,50% 15,00% 16,20% +1,2 p.p.
aplikacje oraz internetowe systemy sprzedaży 5,40% 7,70% 10,70% 14,30% +3,6 p.p.
automaty stacjonarne
(na stacjach pasażerskich)
6,00% 6,80% 7,40% 6,60% -0,8 p.p.
automaty mobilne
(w pojazdach)
0,40% 1,00% 1,00% 0,60% -0,4 p.p.
pozostałe 16,10% 15,70% 14,80% 15,80% +1,0 p.p.

 

Patrząc na te liczby zastanawiałem się jeszcze, iż może rzeczywiście dużym problemem jest jeszcze zakup biletów ulgowych, coby niejako tłumaczyło taki stan rzeczy, więc sprawdziłem dla przykładu Koleje Śląskie, gdzie odsetek sprzedaży takich biletów jest największy – aż 86%.

Okazało się, że i tu możemy bez problemu zakupić różne bilety, z różnymi zniżkami przy jednej transakcji. Na drugim miejscu mamy Łódzką Kolei Aglomeracyjną i podobnie jest opcja zakupu kilku różnych biletów.

Do tego dochodzi jeszcze wygodniejsza opcja zakupu biletów przez aplikacje mobilne typu Bilkom, Koleo, mPay czy SkyCash i robi się nam naprawdę sporo możliwości, które niwelują konieczność stania w tych kolejkach przy dworcowych kasach. Rozważałem tu też opcję taką, że pasażerowie wolą mieć jednak w ręku papierowy bilet i szybsze okazywanie go podczas kontroli w pociągu, ale nadal widzę tu przewagę biletu w smartfonie, którego nie tak łatwo zgubić jak bilet papierowy, a i dostęp do sieci nie jest tu ograniczeniem, możemy go przecież zapisać w pamięci telefonu.

Źródło: UTK.
Stock Image from Depositphotos.