tesla model s
93

Przejechał Teslą 400 000 km. Po kieszeni uderzyła wymiana tylko jednego elementu

Kilkaset tysięcy kilometrów przejechanych bez częstych wizyt u mechanika? Marzenie każdego kierowcy - na ten element ludzie często zwracają uwagę poszukując nowego samochodu. Pytania o koszty użytkowania, w tym o koszty napraw i wymiany części, pojawiają się oczywiście przy okazji promowania samochodów elektrycznych oraz hybrydowych: klienci chcą wiedzieć, czy dopłacając do elektryka oszczędzą w późniejszych latach czy też narażą się na jeszcze większe koszty. Na razie odpowiedź jest problematyczna. Ale z Finlandii płyną wieści, które mogą napawać optymizmem właścicieli takich maszyn. Zwłaszcza tych tworzonych przez firmę Elona Muska.

Tesla przestaje być nowością, wzbudzać wielkie zdziwienie i ciekawość. Przyzwyczaili się do niej ludzie w Kalifornii oraz w pozostałych stanach USA, szok minął w Europie Zachodniej, niebawem i w Polsce przestaniemy mówić o pojazdach tej firmy niczym o rzadkich ptakach. Wciąż jednak przecierają one pewne szlaki i na pierwszy plan są wyciągane doniesienia na ich temat. Przykładem wieści z Luksemburga i Finlandii.

warsztat samochodowy

Zacznijmy od Luksemburga. Tamtejsza policja poinformowała, że wprowadzi do służby dwa egzemplarze Tesla Model S. Co ciekawe, będą one służyć do patrolowania ulic, a nie jako np. auta oficjeli czy śledczych – niektórych pewnie to zaskoczy, jeśli weźmie się pod uwagę, że pojazd ma ograniczony zasięg w porównaniu z autami z silnikami spalinowymi. Przypomnę jednak, że mowa o Luksemburgu, kraju niewielkim (by nie napisać mikro) i raczej spokojnym. Dlaczego akurat Tesla? Urzędnicy przekonują, że to element transformacji zmierzającej do korzystania z zielonej energii, redukcji emisji zanieczyszczeń. Ktoś mógłby jednak stwierdzić, że te dwa auta niewiele zmieniają w skali kraju (to prawda, lecz plany są szersze), a Tesla w policji jest po prostu drogą zabawą. Niczym samochody marki Bugatti, którymi jeżdżą policjanci w Dubaju. Zwyczajne wyrzucanie w błoto pieniędzy podatników, bo można to załatwić taniej. I tu pojawia się zagwozdka.

Wspomniane już doniesienia z Finlandii dotyczą taksówki, którą kierowca w ciągu trzech lat pokonał 400 tysięcy kilometrów. To także Tesla Model S. Zrobiło się o niej głośno m.in. ze względu na wizyty w serwisie i kłopoty z autem, konkretnie ich niewielką liczbę. Samochód doczekał się jednej poważnej naprawy/wymiany – mowa o akumulatorze. Właściwie wymieniono też silnik, ale po pierwsze, nie na koszt właściciela (obowiązuje gwarancja), a po drugie, był on sprawny. I w teorii mógłby jeszcze długo służyć, bo zaprojektowany jest z myślą o naprawdę dużych odległościach. Mówił o tym m.in. Elon Musk, mówią i znawcy tematu: samochody elektryczne zużywają się wolniej.

tesla

Taksówkarz musiał jednak zapłacić za nowy akumulator. Ile? Oto zagadka. Zadałem internetom pytanie o koszt wymiany akumulatora w autach amerykańskiej firmy i jestem w kropce. Odpowiedzi bardzo się od siebie różnią, chociaż dotyczą tych samych modeli aut i baterii. Jedni piszą o kilkunastu tysiącach dolarów, inni o kilkudziesięciu, jedni przekonują, że to połowa ceny auta, drudzy zapewniają, że mniej niż 1/4. Skomplikowana kwestia, ale jedno jest pewne: to sroga inwestycja, mówimy o minimum 50 tys. złotych. Skoro jednak nie płacono za inne naprawy i w tym czasie przejechano 400 000 km, to może koszt nie jest porażający?

Biorąc pod uwagę koszty paliwa i ewentualnych napraw, może się okazać, że radiowóz marki Tesla nie jest fanaberią i wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Trzeba mieć przy tym na uwadze, że rozwój Gigafactory i stawianie kolejnych fabryk tego typu prowadzi do spadku cen akumulatorów. Za kolejną baterię wspomniany Fin powinien zapłacić mniej (o ile nadal będzie jeździł tym autem). Gdy koszty tego komponentu spadną, a naprawa nadal nie będzie pożerać wielkich środków, elektryk może się okazać nie tylko modny i mniej szkodliwy (przynajmniej w środowisku miejskim), ale też sensowny z ekonomicznego punktu widzenia.

gigafactory

Na razie trudno odpowiedzieć na pytanie o opłacalność, bo segment dopiero się rozkręca, a sprawa jest bardzo płynna. Patrzymy na cenę Tesla Model 3 i porównujemy to z cenami podobnych aut spalinowych, lecz nie będzie łatwo wskazać, który pojazd ma większy sens, bo nie mamy danych z użytkowania tego pierwszego. Bez tego porównania są chrome. Za dekadę powinno to wyglądać inaczej, dzisiaj trzeba liczyć na doniesienia od taksówkarza czy policji…