sąd
3

Autopilot to nie autonomiczny samochód, o czym niektórzy zdają się zapominać

Nowoczesne technologie w samochodach potrafią rozleniwić. Wszelkiej maści systemy wspomagania, dodatkowe kamerki i czujniki parkowania to dopiero początek — w końcu zbliża się era autonomicznych samochodów. A ich dobrym przedsmakiem jest funkcja autopilota, która dostępna jest m.in. w Tesli S60. Problem polega na tym, że niektórzy kierowcy mylą ją z autonomią, do której to wszystko zmierza. I pewien brytyjski kierowca już teraz musi zmagać się z konsekwencjami swoich działań.

Autopilot to nie autonomiczny samochód, po prostu

Funkcja autopilota — choć z każdym dniem radzi sobie coraz lepiej, ma być pomocą dla kierowcy, a (przynajmniej póki co) nie jego zastępstwem. Jako że do dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja, niektórzy lubią o tym zapominać i… zostawiają stery samym sobie, licząc na wsparcie sztucznej inteligencji. Tak też uczynił pewien brytyjski kierowca, który w maju zeszłego roku postanowił wygodnie rozsiąść się na siedzeniu pasażera i powierzyć wszystko automatowi. Bhavesh Patel został zauważony przez innego kierowcę, który postanowił to zgłosić. Okazało się, że jego Tesla S60 miała ustawione ograniczenie prędkości do 40 mil na godzinę i miała zawieźć go prosto do sklepu. Może i by go tam bezpiecznie dowiozła, ale nie zdążyła. Ostatecznie sprawa trafiła do sądu, którego wyrok nie jest dla mnie specjalnym zaskoczeniem.

Wyrok mógł być tylko jeden: winny

Brytyjski sąd orzekł, że Bhavesh Patel przesadził — i jest winny czynów, o które został oskarżony. Przez najbliższe półtora roku nie będzie mógł prowadzić samochodu, poza tym przyjdzie mu zapłacić 1800 funtów grzywny, 10 dni rehabilitacji i 100 godzin prac społecznych. Policja z Hertfordshire w rozmowie z BBC określiła jego zachowanie jako rażąco nieodpowiedzialne, a to co zrobił było najzwyczajniej w świecie nieodpowiedzialne. I mogło skończyć się tragicznie — bowiem moduł któremu powierzył swoje bezpieczeństwo, a przy okazji bezpieczeństwo innych na drodze, absolutnie nie był przystosowany do takich działań.

Idealny przykład braku odpowiedzialności ze strony kierowców

Dla wielu ludzi rozwiązania takie jak autopilot czy autonomiczne samochody to przesada. Budzą w nich przerażenie, co jest na swój sposób zrozumiałe — w końcu to sztucznej inteligencji będziemy powierzać życie i zdrowie nie tylko nasze, ale także naszych bliskich. O ile jednak te drugie dopiero są testowane i też potrzebują nadzoru człowieka (o czym niektórzy testerzy wydają się zapominać), o tyle autopilot to zupełnie inna bajka. I warto z niego korzystać, ale rozsądnie i odpowiedzialnie. I przykład tego brytyjskiego kierowcy idealnie obrazuje to, co najbardziej mnie na tę chwilę w tej technologii przeraża. Będąc kierowcą staram się skupić na drodze i robić co tylko w mojej mocy, by w razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa reagować jak najszybciej. Kiedy zaś nie muszę tego robić, to obserwacja wszystkiego wydaje się być… po prostu nużąca i męcząca, dlatego kolejne wieści o tym że ktoś nie zdążył zareagować ani trochę mnie nie dziwią. Ale wieść o tym że kierowca postanowił usiąść obok i odpoczywać — jak najbardziej.

Grafika: www.weisspaarz.com

Źródło