14

Tak wygląda przyszłość rynku muzycznego?

Bardzo ciekawe statystyki napływają do nas ze Skandynawii, gdyż okazuje się, że nie tylko cyfrowa sprzedaż muzyki przeważa w statystykach dystrybucji na na rynku szwedzkim (63,5%), ale co ważniejsze dokładnie 89% cyfrowej sprzedaży odbywa się tam za pomocą technologii streamingu. Rzeczywiście co raz mniejszą (u)wagę przywiązujemy do całej otoczki związanej ze słuchaniem muzyki, a najistotniejszy […]

Bardzo ciekawe statystyki napływają do nas ze Skandynawii, gdyż okazuje się, że nie tylko cyfrowa sprzedaż muzyki przeważa w statystykach dystrybucji na na rynku szwedzkim (63,5%), ale co ważniejsze dokładnie 89% cyfrowej sprzedaży odbywa się tam za pomocą technologii streamingu. Rzeczywiście co raz mniejszą (u)wagę przywiązujemy do całej otoczki związanej ze słuchaniem muzyki, a najistotniejszy staje się łatwy dostęp do milionów utworów?

Niegdyś zakup albumu muzycznego wiązał się wycieczką do sklepu z płytami, lub w późniejszym czasie marketów zajmujących się sprzedażą szerokopojętego sprzętu RTV i AGD, a także artykułów multimedialnych. Jakimś rozwiązaniem było także złożenie zamówienia przez Internet i ewentualny odbiór „cedeka” w konkretnym punkcie lub przesyłka albumu do domu. To wszystko nadawało przede wszystkim wyjątkowej atmosfery towarzyszącej całej tej „przygodzie”, a przede wszystkim – w sposób namacalny mogliśmy ocenić zainwestowane pieniądze. W końcu na samym nośniku zazwyczaj się nie kończyło – okraszone ciekawą okładką albumu pudełko, wkładki i zeszyty wewnątrz albumu zawierały ciekawe fotografie i opisy dotyczące wydania, czy po prostu teksty utworów zawartych na płycie.

Naturalnie nie było to rozwiązanie pozbawione wad – byliśmy zmuszeni do zakupu pełnego albumu i zapłacenia pełnej kwoty, nawet w przypadku gdy byliśmy zainteresowani tylko pięcioma czy nawet jednym kawałkiem z płyty. Ograniczeni byliśmy także pod względem dostępności, na myśli mam także godziny otwarcia sklepu, ale także ilość dostarczonych płyt konkretnego wykonawcy. W grę wchodziły także „kaprysy” sprzedawców, którzy nie zawsze, ale często nie decydowali się na zamówienie konkretnego nagrania, o które zabiegaliśmy.

Rynek opanowany został przez sprzedaż cyfrową, gdzie do naszej dyspozycji pozostaje jedynie plik muzyczny. Prym wiodą tutaj takie sklepy jak iTunes czy Amazon mające w swoich „magazynach” ogromne składy albumów. W przypadku sklepu od Apple, towarzyszy mu cała linia produktów – odtwarzaczy iPod, które stają się pośrednim przedłużeniem jego możliwości. Jak często zaznaczano, taki sposób dystrybucji muzyki daje możliwości zakupu wybranych utworów po atrakcyjnych cenach. W przypadku zakupu pełnego albumu możliwe jest otrzymanie dodatkowych utworów lub elektronicznej książeczki, znanej z półek sklepowych. Ale to jeszcze nie koniec rozwoju, czy rzeczywiście nadchodzi era streamingu?

Okazuje się, że nie tyle co przetrzymywanie fizycznych nośników, ale także cyfrowych danych jest niewygodne. Wymaga to dbania o porządek w naszej bibliotece i w przypadku awarii sprzętu bylibyśmy zmuszeni do ponownego pobrania wszystkich plików. Niezbędna jest także synchronizacja urządzeń z komputerem lub bezpośrednio z naszym kontem (chociażby iCloud).

I tutaj właśnie pojawia się „chmura”, która za jedno kliknięcie oferuje nam dostęp do terabajtów muzyki, bez potrzeby pobierania ich na nasz dysk. Najczęściej takie usługi w swojej ofercie mają miesięczne lub roczne abonamenty, po których wykupieniu otrzymujemy możliwość odsłuchiwania muzyki bezpośrednio z sieci – na naszych komputerach, tabletach i smartfonach. W większych miastach problemem nie jest nawet prędkość łącza ponieważ łączność 3G jest dostępna niemalże na całym ich obszarze i słuchanie muzyki za pomocą np. Deezera na spacerze jest bezproblemowe.

To jednak pokazuje jak mało istotne staje się dla nas w jaki sposób docieramy do ulubionych kawałków. Przecież oprócz e-maila przesłanego na nasz adres po przelewie, nie otrzymujemy nic. Co prawda można na okres trwania „umowy” pobrać wybrane przez nas albumy czy utwory, by móc odtwarzać je bez dostępu do sieci, ale jaki jest wtedy sens inwestycji w taką usługę? Coś za co płacimy jest oddalone od nas nawet o setki kilometrów, a my bardzo często nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Wcale nie próbuję negować w żaden sposób takiego rozwiązania, ponieważ sam korzystam z podstawowego pakietu w usłudze Deezer, dzięki czemu momentalnie otrzymuję dostęp do utworów, które już znam, ale także do tysięcy, które warto poznać i są one mi proponowane. Nie ograniczam się jednak tylko do tego sposobu słuchania muzyki. Często robię zakupy w sklepach cyfrowych jak Muzodajnia, iTunes czy 7digital. Jednak wtedy oprócz kolekcjonowania tych plików na dysku twardym, nagrywam na płyty CD pełne albumy lub robię tzw. składanki. W przypadku ulubionych artystów czy płyt, które są dla mnie w pewien sposób szczególne, kupuję w „normalnej” wersji na płycie CD. I wydaje mi się, że nie jestem jedynym, który tak robi.

Wiele mówi się o tym, że tradycyjne książki zostaną zastąpione przez e-czytniki i e-książki. Od wielu lat mówi się o rychłym końcu sprzedaży albumów muzycznych w tradycyjnej formie i nadejściu ery plików mp3. Myślę, że w przeciągu najbliższej dekady jeszcze do tego nie dojdzie. Rozwój tych dziedzin jest bardzo szybki, ale jeszcze przed nami długa droga, by na cyfrowym nośniku zamknąć naszą całą biblioteczkę książek, albumów czy filmów.

Źródło, 1, grafiki: 2.