24

Ta gra nie dorasta Wiedźminowi 3 do pięt. Recenzja The Technomancer

Twórcy Bound by Flame i Mars: War Logs zdecydowali się na kolejną produkcję. The Technomancer to RPG akcji, które chcąc nie chcąc staje w szranki z naszym rodzimym Wiedźminem 3. I niestety przegrywa z polską produkcją na każdej płaszczyźnie.

Studio Spiders nie ma szczęścia jeśli chodzi o sukces w branży gier. Wspomniane Bound by Flame, Mars: War Logs czy Of Orcs and Men nie były kiepskimi grami, czuć jednak było, że ekipa nie dysponuje odpowiednim budżetem, a i pomysły na zabawę nie wybijają się ponad przeciętność. I w pewnym sensie The Technomancer będzie dla Spiders tytułem bardzo ważnym, bowiem łatka przeciętniaków zostanie do nich przypięta już na zawsze.

W grze wcielamy się w postać technomanty o imieniu Zachariasz. To zmodyfikowany genetycznie jegomość, który nabył moc kontrolowania prądu – sama technomancja to natomiast połączenie technologii z magią i wokół tego kręci się cała opowieść. Niestety nie czuć ani jej ciężaru, przez co niespecjalnie miałem ochotę się w nią zagłębiać. Doskonale rozumiem, że produkcje RPG skupiają się przede wszystkim na eksploracji świata, masie misji pobocznych, ale jeśli gra nie serwuje mocnego „main story”, cieżko jest mnie przytrzymać przy ekranie. Owszem, z każdą kolejną godziną jest coraz lepiej, jednak pierwsze chwile z grą odrzucają i jestem wręcz pewien, że będą gracze którzy rzucą grę w kąt zaraz na początku.

Świat The Technomancer przypomina trochę świat Mass Effect i mam wrażenie, że w oczekiwaniu na nową część, gracze będą chcieli zrobić sobie jakiś przystanek w podobnym uniwersum. Natkną się wtedy niestety na drewnianych NPC-ów, którzy trącają archaizmami przy każdym spotkaniu. Totalnie leży voice acting, który w połączeniu z brakiem synchronizacji ust z dźwiękiem momentami wygląda wręcz komicznie. Jeśli Mars ma kiedyś być zaludniony takimi bohaterami, to ja jednak zostanę na Ziemi.

Zadań jednak nie brakuje, zarówno tych głównych jak i pobocznych. I tu wbrew pozorom nie jesteśmy tylko chłopcami na posyłki lub mięsem do bicia. Przyjdzie nam odnajdywać zaginione osoby, czy przepytywać świadków. Całkiem nieźle sprawdza się interakcja z drużyną (do dwóch towarzyszy), reagują oni na podjęte przez nas decyzje, czasem pozytywnie, czasem negatywnie. Wspomniane wybory mają też znaczenie w kontaktach z frakcjami – jeśli zbytnio opowiemy się po stronie jednej, druga będzie o tym wiedzieć i odpowiednio nas potraktuje. Szkoda tylko, że kuleje sztuczna inteligencja i nasi towarzysze, nawet nieźle uzbrojeni, będą ginąć jako pierwsi.

Generalnie ginięcie to nieodłączny element The Technomancer i niestety jest to zarzut. Niezależnie od tego w którym miejscu gry byłem, potrafił mnie położyć przypadkowo spotkany przeciwnik. Głównie dlatego, że kuleje system walki, opierający się na ciągłych unikach. Kompletnie nie czułem mocy modyfikacji ani ulepszania bohatera, miałem wrażenie, że przez całą grę chodzę mięczakiem, któremu straszny jest każdy napotkany wróg – niezależnie od tego jak dobrze dopakowane miałem drzewko umiejętności. A chyba nie tego można spodziewać się po oficerze eitarnego zakonu technomantów. To dziwne, bo sam system walki jest całkiem niezły i oferuje trzy odmienne style. Wyprowadzicie ataki obszarowe przy użyciu kostura, sztyletem powalczycie na krótszym dystansie, kluczami nasadowymi czy pałkami rozwiążecie natomiast problemy w bezpośrednim starciu – momentami przypominało mi to trochę walki rycerzy Jedi, choć podane w biedniejszej formie. Niezależnie od wybranego stylu walki użyjecie natomiast technomancji. Naładujecie broń prądem, czy też zrobicie też pole odbijające ciosy.

Gra wygląda nieźle, gorzej niestety sprawdza się w ruchu. O ile jeszcze główny bohater został jako tako dopracowany, napotykane postacie to festiwal drewna – i nie ma tu mowy o stylizacji na Knights of the Old Republic. Mamy 2016 rok, można to było zrobić 100x lepiej. Są pewne standardy, poniżej których nie powinno się po prostu schodzić.

Werdykt

The Technomancer cierpi z dwóch powodów – zbyt małego budżetu i najwyraźniej braku umiejętności zrobienia naprawdę dobrej gry. Sam nie wiem, która z tych dwóch rzeczy jest smutniejsza – mam wrażenie, że gdyby studio Spiders dostało naprawdę konkretne pieniądze na grę, i tak nic specjalnego by z tego nie wyszło. The Technomancer jest po prostu nijaki, nie wybija się ponad przeciętną w żadnym aspekcie. Ani fabularnym, ani pomysłami na zadania, ani systemem walki. Zwyczajnie się przy tej grze wynudziłem, co w produkcji przeznaczonej na mniej więcej 30 godzin naprawdę męczy. Może gdyby w świecie RPG nie pojawił się ostatni Wiedźmin, można byłoby spojrzeć na Technomancera mniej krytycznym okiem. Ale poprzeczka została podniesiona wysoko i jeśli coś jest od niej tak daleko, jak produkcja Spiders, to nie warto sobie takim tytułem zawracać głowy. No chyba że jesteście maniakami RPG, którzy potrafią mocno przymknąć oko na niedociągnięcia.

Ocena: 5/10

Kup The Technomancer w redcoon.pl na PC, PS4, Xbox One. Kliknij!