3

Zhackuj szkołę – zostań ninja. Bo dlaczego nie?

Doskonale pamiętam, jak któregoś pięknego dnia w gimnazjum nie poszliśmy całą klasą na lekcję rosyjskiego. Wyprowadzono nas spokojnie ze szkoły i poszliśmy w stronę lasu. Dopiero, gdy zadzwonił do mnie Tata, dowiedziałem się, że ktoś dowcipny zadzwonił do sekretariatu i ostrzegł o podłożonej bombie. Ależ to była sensacja w miejscowości!

Pamiętam też bombkę – śmierdziucha w toalecie, kiedy to jeden z wprawionych „spadochroniarzy” (czyli uczniów rok w rok zostających w tej samej klasie) odpalił coś, co po prostu mocno śmierdziało i wtedy też lekcje zostały przerwane. W wewnętrznej retrospekcji widzę doskonale również apel, na którym dowcipniś od bomby w szkole otrzymuje naganę dyrektora. Ten sam człowiek, nieco podrósłszy stał się podpalaczem w okolicy i ostatecznie wylądował w pierdelku.

Uczniowska inwencja w unikaniu obowiązków może być naprawdę pasjonująca. W dobie ultranowoczesnych technologii zmieniają się rzecz jasna metody. Wyobraźcie sobie, że sparaliżowanie wewnętrznej sieci WiFi daje podobne efekty – lekcje, sprawdziany, testy, klasówki się nie odbywają, bo… nie ma jak tego robić. Nie działa internetowy dziennik, ocenianie jest niemożliwe. Nie ma dostępu również do materiałów, które są bardzo istotne dla procesu ewaluacyjnego.

szkoła

Do takiej sytuacji doszło w New Jersey Secuacus High School, kiedy to dwóch uczniów dopuściło się ataku DoS na infrastrukturę sieciową należącą do szkoły. Z powodu zasymulowania nadmiernego wykorzystania jej zasobów doprowadzono do załamania się instalacji i czasowego jej unieruchomienia. Nie wiadomo dokładnie jak do tego doszło – czy za pomocą programu czy też za pomocą wyspecjalizowanego urządzenia. Wiadomo natomiast, że sprawcy wielokrotnie otrzymywali od innych uczniów propozycje czasowego wyłączenia sieci WiFi po to, aby nie można było dostać się do swoich prac.

Uczniowie wykazali się naprawdę ogromną pomysłowością

Złapano ich na tym przepytując uczniów, ci szybko wskazali możliwych sprawców, a ci po przyciśnięciu ich – przyznali się. Byli również znani z tego, że mają niemałe umiejętności w zakresie szeroko rozumianej informatyki.

Uczniowie wykorzystali fakt, iż szkoła bardzo mocno stawiała na nowoczesne formy nauczania. Jedną z manifestacji tego było prowadzenie lekcji przy okazji już nie tyle wspomagania, co ukierunkowania na dane dostępne za pomocą połączenia z siecią. Gdy był problem z tym, aby dołączyć do lokalnej infrastruktury, praca była absolutnie niemożliwa – podobnie jak i sprawdziany, klasówki: wszystkie te rzeczy, które kojarzą nam się z ewaluacją postępów uczniów.

Przypominają mi się ponownie czasy szkolne, gdy omijało się nauczycielskiego „Cenzora”, który blokował dostęp do niektórych stron. To zaś osiągało się albo dzięki trywialnie prostym hasłom, np. „zaq1@WSX”, albo dzięki ciągom zapisanym na kartkach samoprzylepnych… na monitorach. Czasy się zmieniają – intencje uczniów niekoniecznie.