131

Strony na tabelkach trzymają się mocno… w polskich szkołach

Dzieciak sąsiadów poprosił mnie parę dni temu o pomoc w przygotowaniu strony na informatykę. Uznając, że skoro mam mocny komputer, ale z mojej jaskini nie słychać nocami wrzasków o litość i wybuchów, to najwidoczniej muszę być właściwą osobą. Chwilę później, już oglądając zalecenia od prowadzącego zajęcia o wytrzeszcz oczu przyprawiła mnie informacja, że strony mają […]

Dzieciak sąsiadów poprosił mnie parę dni temu o pomoc w przygotowaniu strony na informatykę. Uznając, że skoro mam mocny komputer, ale z mojej jaskini nie słychać nocami wrzasków o litość i wybuchów, to najwidoczniej muszę być właściwą osobą. Chwilę później, już oglądając zalecenia od prowadzącego zajęcia o wytrzeszcz oczu przyprawiła mnie informacja, że strony mają być budowane na… tabelkach. Jak widać, przez ostatnie 10 lat nic się nie zmieniło w programie nauczania hist… znaczy się informatyki.

Nie zrozumcie mnie źle, trudno oczekiwać, że przeciętny 18 latek będzie siedział i z wypiekami zgłębiał alistapart.com oraz pisał sążniste elaboraty na temat zalet separacji treści od prezentacji dokumentu html. I nie o to chodzi. Jednak sytuacja w której program nauczania informatyki jaki pamiętam ze swoich szkolnych czasów nie zmienił się ani o jotę przez ostatnią dekadę jest patologiczna.

Nie zmieniła się również efektywność tego nauczania. Dużo się ostatnio mówiło, o „wykluczeniu cyfrowym” starszych ludzi, ale dziś rano to nie babcia zapukała do moich drzwi, tylko 25 letnia kuzynka – mając problemy ze sformatowaniem dokumentu w Wordzie. Podobne problemy, miewały regularnie też młode „Panie Mariolki”, jakie spotykałem regularnie w rozlicznych biurach.

Rozmawiając z Młodym i próbując mu wytłumaczyć, czym się różni znacznik bold od strong, zorientowałem się, że „informatyka” jest bardziej oderwana od rzeczywistości niż za moich cielęcych czasów. Zawodząc tak w przekazywaniu praktycznych umiejętności (formatowanie tekstu!), podstawowej wiedzy na temat funkcjonowania współczesnej sieci (po co oddzielono treść od prezentacji?), a nawet w przekazywaniu przestarzałej wiedzy (strony na tabelkach? o rly?).

Bardziej „techniczni” młodzi patrzą się na swoich nauczycieli z politowaniem i robią głupie dowcipy, mniej techniczni szukają sposobu, aby zwalić tą orkę na kogo innego i pójść do domu. A ja się zastanawiam, czy w pewnej szkole wciąż pracuje nauczycielka, która popłakała się, gdy ktoś ustawił zrzut ekranu z komunikatami o błędach jako tapetę pulpitu…