4

Prosta telewizyjna rozrywka w starym stylu. „Stewardesa” podzieli widzów

HBO zapowiadało zwiększenie liczby własnych produkcji i rzeczywiście prace nabrały tempa. Nie wszystko idzie jednak w dobrym kierunku, a serial "Stewardesa" jest tego dobrym przykładem, bo to prawdziwy powrót do przeszłości.

Niezwykle dynamiczny i pełen akcji zwiastun pozwalał sądzić, że nowy serial HBO (Max) będzie nadrabiał swoje braki właśnie szybkim tempem i wciągającą fabułą. Debiutujące dzisiaj trzy pierwsze odcinki mini-serii mogą Was zaciekawić, ale już na samym początku zauważycie, że całość bardzo dobrze wpasowuje się w trendy i formę produkcji telewizyjnych sprzed kilku lat. „Stewardesa” skupia się oczywiście na postaci granej przez Kaley Cuoco, którą znakomicie znamy z „Teorii wielkiego podrywu”.

Penny z Teorii wielkiego podrywu wraca w nowym serialu

To dzięki temu serialowi CBS aktorka stała się popularna, ale do tej pory raczej nie zabłysnęła na ekranie w żadnym innym tytule.  „The Flight Attendant” zbudowano właśnie na jej występie i śmiem twierdzić, że gdyby casting potoczył się nieco inaczej, to serial by na tym zyskał. To trochę przykre, wiem, ponieważ większość z nas darzy aktorkę sporą sympatią, ale w nowych okolicznościach nie do końca się sprawdza.

Kaley Cuoco potrafi nieco więcej, niż widzieliśmy do tej pory

Cassandra „Cassie” Bowden (Kaley Cuoco) jest stewardesą, która poza godzinami pracy korzysta z życia jak może. Ba, nawet na pokładzie samolotu zdarza jej się porwać chwili i nie zapanować nad emocjami, a ten brak profesjonalizmu zauważają oczywiście inni. Nie wiem, jak długo rzeczywista osoba byłaby w stanie ciągnąć takie życie – bawiąc się do rana, a później wsiadać do samolotu jak gdyby nigdy nic – ale pierwsze kilkanaście minut ma nam dobitnie pokazać, że Cassie żyje tak już od dawna. Ale do czasu.

Po zapoznaniu się z Alexem w trakcie jednego z lotów, główna bohaterka oddaje się nowemu romansowi bez reszty, by po niezwykłej nocy obudzić się obok martwego ciała nowo poznanego mężczyzny. Panikuje i nie zgłasza sprawy na policję, tuszuje śmierć Alexa, ale nie udaje jej się daleko uciec. Nie jest oczywiście w stanie przypomnieć sobie finału wieczoru, dręczą ją sumienie, powątpiewa we własną niewinność, a to wszystko starają się wykorzystać śledczy, którzy dość szybko do niej docierają.

„Stewardesa” to czysta, niezobowiązująca i prosta rozrywka

„Stewardesa” to czarna komedia, a nie thriller, co mogą sugerować niektóre serwisy z bazami filmów. Od początku zauważycie, że nie wszystko, co dzieje się na ekranie należy traktować na poważnie, ale odnoszę wrażenie, że twórcy oraz wcielająca się w główną postać aktorka nie do końca wiedzieli, gdzie tę granicę postawić. Miejscami jest zbyt poważnie, a w innych chwilach serial jest zbyt groteskowy. I niestety, nie pomaga mi w tym występ Kaley Cuoco, która mogłaby próbować nadać Cassie innego charakteru, ale raczej dostrzegam tu bardzo bliską siostrę Penny z „Teorii wielkiego podrywu”.

Jedni mogą uznać to za plus, ale mi to odrobinę przeszkadzało, bo choć aktorka robiła, co mogła, by pokazać się z innej strony, to w mojej ocenie nie do końca jej się to udało. Serial nie przynudza i momentami akcja pędzi na złamanie karku, więc nie przewiduję, by ktokolwiek przy nim zasnął. Jest to jednak prosta, wręcz ułożona z działających od lat schematów rozrywka, która ma nas trochę wkręcić w fabułę, ale pozwolić też się zrelaksować i dużo nie myśleć.

Taki klasyczny, telewizyjny serial to nic złego

Niektóre elementy serialu zostały też zrealizowane w drobinę oryginalny sposób. Ciekawe są bowiem wstawki z podzielonym ekranem i dwoma lub kilkoma ujęciami jednocześnie, ale można się poczuć, jakby wprowadzało to jeszcze większy nieporządek. Nie wszystkim będzie to odpowiadać. Mając w pamięci seriale telewizyjne sprzed kilku lat, „Stewardesa” wpisuje się w tamte ramy znakomicie. Nie jest przesadnie poważny ani zrealizowany z rozmachem, bo choć odwiedzamy kilka mniej lub bardziej egzotycznych miejsc, to one tylko przewijają nam się przed oczami. Serial może być dla kogoś grzeszną przyjemnością, jeśli zaintryguje Was rozwiązanie zagadkowej śmierci Alexa, ale trochę żałuję, że potencjał książki Chrisa Bohjaliana nie został wykorzystany lepiej.

„Stewardesa” od dzisiaj do obejrzenia na HBO GO.