Moje przemyślenia

Startup Factory – gdybym był bogaty... czyli motywacja i inne

GM
Grzegorz Marczak
7

Autorem wpisu jest Maciej Oleksy, twórca Meegusto.com. Fascynat min. idei The Lean Startup, która jest przeciwieństwem siermiężnego podejścia do projektów w wielkich instytucjach Autor prowadzi blog - ProductLabs.pl Opisaliśmy framework modelu biznesowego, pogadaliśmy o mantrowaniu opisu produk...

Autorem wpisu jest Maciej Oleksy, twórca Meegusto.com. Fascynat min. idei The Lean Startup, która jest przeciwieństwem siermiężnego podejścia do projektów w wielkich instytucjach
Autor prowadzi blog - ProductLabs.pl

Opisaliśmy framework modelu biznesowego, pogadaliśmy o mantrowaniu opisu produktu/usługi. Jednak zdecydowałem się zrobić jeden krok wstecz, aby zastanowić się nad najważniejszym. Zanim wejdziemy w świat konkretów porozmawiajmy konkretnie o Tobie, czyli o pretendencie do zarządzania wirtualnym biznesem. Nie mnie rozstrzygać kto się nadaje, a kto nie do działań w tej branży, ale warto samemu się nad tym zastanowić i podjąć dobrą decyzję.

Kasa czy misja?

Myślę, że trzeba się po pierwsze zastanowić nad wewnętrzną genezą rozpoczynania nowej działalności, czyli nad motywacją. Według mnie świadomość co mnie motywuje jest ważnym elementem rozpoczynania wszelkiej działalności biznesowej. Podzieję ją po swojemu na dwa rodzaje:

  • chęć zarobienia pieniędzy,
  • chęć robienia czegoś interesującego i umilanie użytkownikom życia.

Oczywiście najczęściej oba typy współistnieją, ale zazwyczaj jeden mocno przeważa nad drugim. Pierwszy rodzaj motywacji nie wymaga chyba tłumaczenia - kasa. Dla niektórych zarabianie wiąże się z chęcią podniesienia statusu społecznego, wybudowania domku z basenem czy wyjazdu pod palmy na pół roku wraz z osiągnięciem ROI. Są też tacy, dla których samo gromadzenie gotówki to jak zdobywanie punktów w jakiejś lokalnej czy globalnej rozgrywce. Są osoby, które w takim podejściu czują się jak ryba w wodzie i tak naprawdę nie ma dla nich znaczenia branża. Najistotniejsze jest pakowanie się w kolejne obszary gdzie w miarę szybko i łatwo można zdobyć kolejne punkty. Moim zdaniem w tej kategorii mieszczą się też marzyciele, którzy na początku prezentują pomysł, ale po hektogodzinach pytań okazuje się, że brakuje im pary co pokazuje, że raczej nie są typem maratończyka, która pokona wszelkie przeciwności przez choćby najbliższy rok. Bardziej chcieliby szybko i bez wysiłku byc na topie. Mam nadzieję, że nie należę do tego typu, aczkolwiek go nie depreconuję. Jednak jeśli tylko kasa byłaby moją motywacją to już dawno bym założył płatną wideo ruletkę z zakontraktowanymi “profesjonalistkami” :). Ale nie gram tylko o punkty na koncie. Jednakże dążę do rentowności, w końcu robimy biznes.

Drugi typ, z którym bardziej się identyfikuję to zakręcone geek-i, którzy chcą zmieniać świat, czynić go prostym, dostępnym i bardziej atrakcyjnym. Radość, która płynie od masy userów, która używa i chwali Twój produkt nie zastąpi żadna suma na koncie. Kolejne zmiany, obserwowanie statystyk, ciągła nauka i doskonalenie własnych usług to moje główne motywatory. Wokół startup’ów wytworzyła się jakaś aura oczekiwań dla milionowych inwestycji i diametralnej zmiany własnego stylu życia dzięki pieniądzom. Przypomina to luszi jadących na saksy do Nowej Zelandii gdzie jedni jechali zarobić na dom w Polsce i żeby przez kolejne 10 lat nie pracować. Inni jechali po to aby zmienić otoczenie, pracę i żeby codziennie móc ze znajomymi pójść na plażę i przy zachodzie słońca zjeść coś dobrego przy tanim acz półwytrawnym winie.

Namawiam. Pomyślcie o startup’ie jak nie o czymś co zrobicie na chybcika i pchniecie naiwnego producentowi opon, który już nie wie w co pakować kasę. Ale o czymś co będzie po prostu dobre, zgodne także z Waszymi oczekiwaniami, da Wam radość, spowoduje, że każdego ranka będzie z ciekawością zaglądać na Wasz serwis i żyć z Waszymi userami. Oczywiście gonić rentowność trzeba także, ale jeśli nie będzie właściwej motywacji to będzie Wam bardzo trudno. Ja patrzę na swoją pracę tak... to 8h dziennie z mojego życia, przeżyj je fajnie.

Menago czy specjalista?

Każdy z nas wybiera jakąś ścieżkę kariery zawodowej. Często determinuje to szczupły rynek, ale wg mnie mnie warto się jak najwcześniej zastanowić co mnie kręci. Znowu uproszę i wyliczę dwie ściezki:

  • specjalista
  • biznesmen / menedżer

Pierwszy typ wg mnie jest niesprawiedliwie deprecjonowany na różne sposoby i przy różnych okazjach. Ludzie w korporacjach, w których pracowałem, patrzą jak na dyrektora jak na kogoś ulepionego z lepszej gliny, nie wspominając o zarządzie. Prawda jest taka, że przy dążeniu do spłaszczania struktury i uciekania od rozbuchanej hierarchii dobry specjalista np. od marketingu jest 100 razy ważniejszy niż słaby dyrektor. Na szczęście dobry zarząd widzi gdzie są skarby w jego firmie. Bycie dobrym specjalistą całe życie to nic gorszego. Takie osoby nie mają serca do rozporządzania innymi ludźmi, ale znam wiele przypadków gdzie zarabiali więcej niż ten słaby kierownik. Ktoś musi pracować, ktoś musi zarządzać, proste. Chmury marzeń krążące nad głowami dzisiejszych absolwentów pod tytułem “ścieżka kariery” zawsze muszą nieść obietnicę wskakiwania po kolejnych szczeblach drabiny korporacyjnej. Nic bardziej mylnego. Dobry specjalista umiejący się cenić będzie znał swoja wartość i firma także go doceni. Jego ścieżka kariery to wewnętrzna ścieżka coraz większych doświadczeń i wiedzy. Mogą zostać w przyszłości mentorami, ale rządzenie ich nie interesuje. Oczywiście są przypadki gdzie panuje zamordyzm (np. niektóre państwowe instytucje) gdzie logiki biznesowej w postępowaniu nie uświadczysz. Ale odpuszczę sobie opisywanie patologii. Pamiętaj, możesz zostać specjalistą i być cenionym przez całą firmę. Zapewniasz sobie mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia wrzodów na żołądku wywołanych stresem związanym z zarządzaniem trudną ekipą.

Dlatego, moim zdaniem, osoba zaczynająca przygodę ze startupem musi mieć żyłkę biznesmena. Sama umiejętność programowania czy też rysowania modeli to stanowczo za mało. To człowiek, który musi mieć odwagę do konfrontacji, troszkę grubszą skórę, ale przede wszystkim musi lubić kontakt z innymi. Leszek Czarnecki mówi, że biznesmen musi mieć mentalność handlowca. Musisz być otwarty na otwarty na potrzeby i uwagi innych. To podstawa. Bez tego nie “dogadasz” się z użytkownikami, a to oni płacą.

Oczywiście słowo handlowiec wywołuje u niektórych ciarki. Latanie po ulicach i wciskanie ludziom czegoś czego nie chcą nie kojarzy się najlepiej. Tak, praca handlowca jest ciężka, w ogóle sprzedaż. Ale sprzedaż to trzon operacyjny każdej firmy. Bez tego ani rusz. Śmiałość, odwaga, wiara w swój produkt są niezbedne.

To dlaczego nie jestem handlowcem w tradycyjnej firmie? Ano dlatego, że chcę sprzedawać produkty, które sam tworzę. Dodatkowo nowa gospodarka, której jednym z filarów często jest Internet pozwala implementować łagodniejsze formy perswazji na klienta, bardziej oparte na wolnym wyborze niż na wyłącznie technikach wpływu. Nie umywam rąk np. od neuromarketingu, ale jest granica, za którą jest Amway... granica płynna, ale jest. Z tymże każdy musi określić ją sam, czy wciska ciemnotę, czy sprzedaje coś fajnego za przyzwoite pieniądze.

Dodatkowo musisz zatrudnić ludzi, zarządzać nimi, zarządzać kosztami, relacjami z użytkownikami ale też partnerami. To wszystko część operacyjna, którą w zgrabny sposób opisuje project management. Prowadzenie startup jest jak projekt. Musisz stać się menadżerem takiego projektu lub dosłowniej dyrektorem operacyjnym.

Z drugiej strony stajesz się dyrektorem produktu, który będziemy meczyc na prawo i lewo. W małych przedsięwzięciach, na początku to zazwyczaj prezes. Czy jesteś gotowy na bycie menadżerem? Nie ważne czy w krawacie czy w krótkich spodenkach. Czy masz na tyle siły aby naparzać się z rzeczywistością. Odpowiedz sobie sam zanim zaczniesz działać.

Co mnie czeka?

Jeśli wybierasz menadżera to pamiętaj że oprócz świata bedziesz zmieniał także siebie. W telegraficznym skrócie co jest ważne w rozwoju menadżera aby stawał się coraz lepszy, chronologicznie:

  • wiedza - możesz poczytać jak to robią inni, każdy ma swojego guru
  • doświadczenie - sam musisz kilka razy upaść aż w końcu wstać (np. przy kolejnym pivocie)
  • osobowość - chcesz, weź sobie couch’a, ale wg mnie w tej części nie da się nauczyć wprost, to kwestia tego czy potrafisz się uczyć na podstawie własnego doświadczenia, np. skupiać zespół wokół celu. O pewnych rzeczach można przeczytać, niektóre trzeba organicznie doświadczyć aby sobie powiedzieć, ok, rzeczywiście tak jest...

Pamiętajcie, że każdy biznes robi się z innymi ludźmi, niektórzy mają naturalny dar do tego. Inni muszą zrozumieć, że dobre prowadzenie biznesu wiążę się ze zmianą samego siebie (ja w to nie wierzę) lub z zyskaniem świadomości, że nie zawsze mogę być do końca sobą aby zdobyć góry. Zdanie kontrowersyjne, ale subiektywne.

Jeszcze kilka zdań o zaangażowaniu. Znam wiele przypadków ludzi startujących ze startup jednocześnie mając pracę na etat. Według mnie tak się nie da. Trzeba podjąć męską decyzję, albo wchodzę do tej rzeki na 8h dziennie, albo pozostańmy przy komentarzach na forach IT. Pewnie znacie przypadki wyjątków. Ja nie znam żadnego. Sam zwolniłem się z korporacji i wszedłem na ten grząski grunt :).

Podsumowanie

Jeśli ktoś dostał zamulenia przysadki mózgowej po przeczytaniu mojego artykułu i nie wie co dalej może wybrać jakąś metodę zbadania swoich preferencji do startowania ze swoim biznesem. Np. Insights Discovery (obrazek obok). Mi wyszło pomiędzy czerwonym a niebieskim :)

Innym rozwiązaniem jest pominąć ten artykuł i działać, działać, działać... Wyjdzie w praniu. Powodzenia!

Autor prowadzi blog - ProductLabs.pl

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu