Gry

Stare gry - czy w ogóle warto do nich wracać?

Kamil Świtalski
52

Dziś chciałbym oficjalnie rozpocząć nowy cykl wpisów na AntyWebie. Mimo że na co dzień serwis skupia się na nowinkach technologicznych, to nie da się ukryć, że wielu z nas targa ogromna nostalgia w kierunku sprzętów, które na topie były kiedyś. Z sentymentem przeglądamy gadżety z którymi spędzaliśmy czas przed laty oraz kupujemy figurki i resoraki, z którymi kiedyś się nie rozstawaliśmy na krok. No to co, odkurzamy kineskopowe telewizory/monitory, naprawiamy mikrostyki w dżojstikach i ruszamy dalej? Stare gry na Pegazusie, Amidze, GameBoyu i szarym PlayStation smakują najlepiej, ale wracanie do nich dziś nie jest łatwe.

Siła nostalgii

Kickstarterowe akcje w ramach których duchowi spadkobiercy czy też bezpośrednie kontynuacje hitów sprzed lat zbierają nawet po kilka milionów dolarów to standard. Mam wątpliwości czy na podobne sumy mogliby liczyć twórcy Assassin's Creed i innych popularnych w tej chwili marek — stare gry to duża moc nostalgii. Chcemy spędzać więcej czasu przy znanych i sprawdzonych recepturach. Chociaż — nie da się ukryć — pewne rzeczy powinny pozostać pieśnią przeszłości. Młodzieńcze/dziecięce wspomnienia automatycznie nakładają filtr, który naprawia wszystkie błędy tamtejszych gier i maskuje to, o czym wolelibyśmy jednak zapomnieć. Ilość powracających marek — czy to w formie pierwotniej (ewentualnie delikatnie usprawnionej), czy oryginalnej mówi sama za siebie: łakniemy klasyki.

Przecież jest emulacja!

Emulatory i możliwość odpalenia klasyków w przeglądarce rozleniwiają. Ale nie oszukujmy się — to już nie jest to samo. To nie ten sam klimat. Dodajmy do tego szybki dostęp do bazy kilkuset, a nawet kilku tysięcy... i nagle okazuje się, że żadnej nie poświęcimy dostatecznie dużo czasu — już nie mówiąc o legalności części z takich rozwiązań. Emulatory to jednak nie wcielone zło, o czym jeszcze niebawem podyskutujemy.

Archaiczność

Jednym z najczęstszych zarzutów w stosunku do starych gier jest to, że są... stare. I tyle. Bowiem pisząc o archaiczności, nie bardzo wiem, co tak naprawdę autorzy tych zarzutów mają na myśli. Owszem, pierwsze gry osadzone w trzech wymiarach potrafią frustrować i dać w kość. Jasne, niegdyś gry były bardziej wymagające. Ale czy to źle? Rosnące w siłę tytuły rogue-like, a także szacunek oddawany coraz trudniejszym grom (m.in. seria Dark Souls, Faster Than Light, czy nadchodzący Nioh) udowadniają, że niektórzy wciąż oczekują dużych wyzwań. I uwierzcie mi, że jeżeli coś jest dobrze zaprojektowane, to broni się nawet po tych wszystkich latach. Nie oznacza to oczywiście, że archaizmów nie ma. Są, ale uogólnianie nie ma tutaj większego sensu.

Mniej znaczy więcej

Niegdyś maszynki na których graliśmy miały wielokrotnie mniej mocy niż skrywane w naszych kieszeniach telefony. To automatycznie tworzyło ograniczenia, z którymi twórcy musieli sobie dawać radę. Ich kreatywność nie znała granic, a to jak prostymi środkami potrafili zadziwiać, szokować i — nierzadko — dawać w kość, wciąż robi ogromne wrażenie. Podobnie zresztą jak wpadające w ucho ścieżki dźwiękowe, które po latach wciąż mogą liczyć na pamięć i... świetne remiksy!

To nie są produkty idealne

Nie, stare gry nie są idealne. Nie łatano ich patchami które po włożeniu kartridża czy płyty, automatycznie pobierały zestaw usprawnień i naprawiały niedopatrzenia. To nie jest jednak jedyny powód. Medium dopiero raczkowało, twórcy uczyli się na błędach swoich i swoich kolegów. Tworzyli nowy rozdział w historii rozrywki, zaczynając zupełnie od zera. W przeciwieństwie do dzisiejszych studiów deweloperskich, nie bardzo mieli się zwrócić do kogo o pomoc — nie mieli też takiej bazy tytułów, aby podejrzeć jak z nurtujących ich problemów wybrnęła konkurencja. To rzecz o której należy pamiętać — nie zawsze to co stare, czy też uznawane powszechnie za kultowe, jest najlepsze!

Czy warto?

Uważam że tak. Chociażby dlatego, by zobaczyć / przypomnieć sobie, jak wyglądało granie przed laty. W czasach, kiedy mogliśmy zapisać grę co kilka plansz, nic nie działo się automatycznie, by odnowić energię musieliśmy uganiać się za apteczkami, istniał licznik żyć, a po którejś nieudanej próbie gra nie zmieniała automatycznie poziomu trudności. Poznanie świata gier wideo to nie tylko bycie na bieżąco, ale też świadomość zachodzących na przestrzeni lat zmian i nowości, które nadchodziły (albo i nie) wraz z każdą kolejną generacją sprzętu.

Od czego zacząć?

Od konsol czy od komputerów? PlayStation 2, GameBoy, komputer z Windowsem 95, a może jednak Pegazus — tudzież oryginalny NES — będzie najlepszym wyborem? To pytanie, na które odpowiedź udzielić musi sobie każdy... sam. Przede wszystkim zastanawiając się z jakimi starymi grami chce się zapoznać — bo nie gramy w platformy, a gry. Zastanówcie się od razu nad formą takiego poznania: bardziej współczesna, dostosowana choć trochę do współczesnych realiów, a może jednak podejmiecie się skoku na głęboką wodę i od razu ruszycie na zakupy?

Na AntyWeb będziemy starali się pomóc odpowiedzieć na te wszystkie pytania. Wskazać elementy na które warto zwrócić uwagę przy zakupach, podpowiemy czego unikać, a także w które tytuły zagrać po prostu wypada. Podpowiemy także co zrobić, kiedy znaleziony na strychu kartridż nie działa, albo jak przywrócić dawny blask pożółkniętym obudowom. Będziemy skakać między platformami i nie będziemy nikogo faworyzować, to już nie te czasy. W końcu nawet Sonic i Mario zostali już kumplami!

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

hot