Felietony

Stanowski i Mazurek to lepsi (i obrotniejsi) poeci niż Kapela. "Kmioty Polskie" ze sprzedażą 11 tys. egzemplarzy

JS
Jakub Szczęsny
98

Robert Mazurek oraz Krzysztof Stanowski - popularni dziennikarze stworzyli tomik wierszy błyskawicznych o sugestywnej nazwie "Kmioty Polskie", która stanowi pokłosie głośnego wywiadu właściciela grupy mediowej Weszło z Kapelą, w którym ten drugi wypadł słabo. A może dokładniej: żenująco słabo.

Zacznijmy od początku. Jaś Kapela był gościem Krzysztofa Stanowskiego w Hejt Parku na Kanale Sportowym. Głównym tematem była opłata reprograficzna oraz "technikalia" poglądów - rzekomo - poety nowego pokolenia. Nie dość, że Jaś Kapela nie podał ani jednego dobrego argumentu za tym, by rozszerzyć opłatę reprograficzną na smartfony, tablety, komputery i inne podobne urządzenia, to w dodatku dokonał koncertowego samozaorania. Chociażby apetytem na pieniądze, które bezceremonialnie rzucił mu Krzysztof Stanowski - za wystąpienie w programie. Przyznam szczerze, że oglądało się to dobrze - jednak z nutką zażenowania osobą Kapeli.

Krzysztof Stanowski natomiast w tym wywiadzie wcielił się w rolę dręczyciela. Z Jasiem Kapelą zrobił dokładnie to samo, co zrobił z Marcinem Najmanem. Głośna ustawka, w której Stanowski "wystawił" popularnego artystę (nie, nie pomyliłem się) stała się hitem polskiego Internetu. Nie trzeba było zbyt długo czekać na to, aż Krzysztof Stanowski znajdzie sobie inną "ofiarę" i z pomocą zręcznych ripost ją rozszarpie.

Zacznijmy od początku. Jaś Kapela był gościem Krzysztofa Stanowskiego w Hejt Parku na Kanale Sportowym. Głównym tematem była opłata reprograficzna oraz "technikalia" poglądów - rzekomo - poety nowego pokolenia. Nie dość, że Jaś Kapela nie podał ani jednego dobrego argumentu za tym, by rozszerzyć opłatę reprograficzną na smartfony, tablety, komputery i inne podobne urządzenia, to w dodatku dokonał koncertowego samozaorania. Chociażby apetytem na pieniądze, które bezceremonialnie rzucił mu Krzysztof Stanowski - za wystąpienie w programie. Przyznam szczerze, że oglądało się to dobrze - jednak z nutką zażenowania osobą Kapeli.

Krzysztof Stanowski natomiast w tym wywiadzie wcielił się w rolę dręczyciela. Z Jasiem Kapelą zrobił dokładnie to samo, co zrobił z Marcinem Najmanem. Głośna ustawka, w której Stanowski "wystawił" popularnego artystę (nie, nie pomyliłem się) stała się hitem polskiego Internetu. Nie trzeba było zbyt długo czekać na to, aż Krzysztof Stanowski znajdzie sobie inną "ofiarę" i z pomocą zręcznych ripost ją rozszarpie.

Stanowskiego można nie lubić, można nie zgadzać się z jego poglądami. Trzeba jednak przyznać temu dziennikarzowi jedno: jest brutalnie szczery i nie bawi się w półśrodki. To po pierwsze. Po drugie natomiast, Stanowski swoje kontrowersyjne dla niektórych akcje potrafi przekuć w coś naprawdę dobrego. I trzeba przyznać, że "Kmioty Polskie" - wspomniany wyżej tomik poezji stworzony wespół z innym - również kontrowersyjnym - dziennikarzem, Robertem Mazurkiem to pomysł niesamowity. Sprzedaż zakończono, a cały zysk zostanie bowiem przeznaczony na cele charytatywne i tutaj należy wspomnieć o tym, że nie jest to pierwsza akcja pomocy potrzebującym - dzieciom oraz chorym w wykonaniu Stanowskiego.

Czytaj również: O tym właśnie mówiłem… Zobaczcie dlaczego Radio 357 wygrywa z Radiem Nowy Świat

Robert Mazurek i Krzysztof Stanowski - Kmioty Polskie. Geneza

Po głośnym wywiadzie w Hejt Parku, Jaś Kapela udał się (prawdopodobnie z płaczem) do Maliny Błańskiej, gdzie opowiedział o swojej tragedii. Ów materiał został zapowiedziany krótkim filmikiem, gdzie "poeta" nazywa Krzysztofa Stanowskiego "kmiotem". W mojej ocenie to jeszcze bardziej żenujące i wręcz rozpaczliwe. Jaś Kapela, osobnik o tak lewicowych poglądach że jego serce jest bardziej czerwone niż flaga ZSRR nie powinien używać takiego słownictwa: przecież to klasizm w czystej postaci, który jest przez skrajną lewicę często podnoszony. Tak nazywa się ludzi niewykształconych, zamieszkałych na terenie wiejskich. Jaś Kapela chciał mimo wszystko zaistnieć i zaistniał. Zainspirował Stanowskiego i Mazurka do zrobienia czegoś dobrego.

Tomik poezji "Kmioty Polskie" sprzedał się niesamowicie dobrze: do swoich nabywców trafi 11 019 egzemplarzy. Ponad 200 tysięcy złotych ostatecznie trafi na cele charytatywne, wspierając naprawdę potrzebujące osoby, a nie głodujących i niezdolnych do pracy wielkich artystów. Tym samym, z potyczki ze znanym głównie z tego, że jest znany - poetą, Krzysztof Stanowski zrobił coś naprawdę dobrego. I serio, z tym facetem można się absolutnie nie zgadzać, można go nawet nie lubić za sposób bycia. Ja tego człowieka naprawdę szanuję przede wszystkim za to, że w monetyzacji jego popularności partycypują organizacje charytatywne oraz "prywatni potrzebujący" - między innymi dzieci, których dotyczą zbiórki internetowe.

Krzysztof Stanowski użył określenia "kmiot" i na nim oparł gen popularności tomiku wierszy. Co więcej, jego powstanie bezpośrednio miało związek z tym, że dziennikarz sportowy otwarcie kpił w swoich programach z tego, jak wyglądają "dzieła" Jasia Kapeli. Zaczątkiem poetyckiej kariery Stanowskiego była odpowiedź wystosowana do Maliny Błańskiej oraz Kapeli na Twitterze - w formie wiersza.

Zaczęło się od opłaty reprograficznej i jej rozszerzenia na inne produkty

Krzysztof Stanowski jest absolutnie przeciwny opłacie reprograficznej w ogóle. Projekt ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego przewiduje utworzenie funduszu wsparcia tej grupy społecznej. Właściciel grupy Weszło oraz dziennikarz Kanału Sportowego zaprosił do rozmowy w Hejt Parku na temat opłaty reprograficznej Jasia Kapela oraz Sidneya Polaka i generalnie żaden z nich nie podał ani jednego argumentu, który przemawiałby na korzyść rozszerzenia daniny na takie produkty jak: smartfony, tablety, czytniki e-booków, pendrive'y. Artyści twierdzą, że tego typu urządzenia służą do kopiowania utworów.

Chwila, chwila. Opłacam abonamenty serwisów streamingowych, opłacam YouTube Premium (bo reklamy w YT nie dają człowiekowi żyć), gry opłacam w sklepie Xbox lub na Steamie, niczego nie piracę. Dlaczego artyści traktują mnie jak pirata "z urzędu"? Myśląc o opłacie reprograficznej od razu zastanawiam się, czy zasada domniemania niewinności jeszcze cokolwiek w obliczu durnowatych danin znaczy. Artyści bowiem uznają mnie za winnego (bo jak kupię smartfon, to zapłacę podatek siłą rzeczy), zanim jeszcze cokolwiek zrobiłem.

Ale skończmy już rozważania na temat opłaty reprograficznej. Robert Mazurek oraz Krzysztof Stanowski zbili na tym ogromny kapitał popularnościowy i finansowy. Ten pierwszy przyda im się do kolejnych, ciekawych projektów. Z tego drugiego skorzystają osoby potrzebujące - tomik "Kmioty Polskie" wygenerował solidny zysk, który z całą pewnością ulży tym, którym życie naprawdę poskąpiło szczęścia. Artystom natomiast - jak widzę - poskąpiło w niektórych przypadkach rozumu i chęci do uczciwej pracy w momencie, gdy ich "artyzm" jest niedoceniany.

Bo bycie artystą również jest biznesem, branżą. A jeżeli nie wychodzi Ci w konkretnej branży... po prostu ją zmień.

Stanowskiego można nie lubić, można nie zgadzać się z jego poglądami. Trzeba jednak przyznać temu dziennikarzowi jedno: jest brutalnie szczery i nie bawi się w półśrodki. To po pierwsze. Po drugie natomiast, Stanowski swoje kontrowersyjne dla niektórych akcje potrafi przekuć w coś naprawdę dobrego. I trzeba przyznać, że "Kmioty Polskie" - wspomniany wyżej tomik poezji stworzony wespół z innym - również kontrowersyjnym - dziennikarzem, Robertem Mazurkiem to pomysł niesamowity. Sprzedaż zakończono, a cały zysk zostanie bowiem przeznaczony na cele charytatywne i tutaj należy wspomnieć o tym, że nie jest to pierwsza akcja pomocy potrzebującym - dzieciom oraz chorym w wykonaniu Stanowskiego.

Czytaj również: O tym właśnie mówiłem… Zobaczcie dlaczego Radio 357 wygrywa z Radiem Nowy Świat

Robert Mazurek i Krzysztof Stanowski - Kmioty Polskie. Geneza

Po głośnym wywiadzie w Hejt Parku, Jaś Kapela udał się (prawdopodobnie z płaczem) do Maliny Błańskiej, gdzie opowiedział o swojej tragedii. Ów materiał został zapowiedziany krótkim filmikiem, gdzie "poeta" nazywa Krzysztofa Stanowskiego "kmiotem". W mojej ocenie to jeszcze bardziej żenujące i wręcz rozpaczliwe. Jaś Kapela, osobnik o tak lewicowych poglądach że jego serce jest bardziej czerwone niż flaga ZSRR nie powinien używać takiego słownictwa: przecież to klasizm w czystej postaci, który jest przez skrajną lewicę często podnoszony. Tak nazywa się ludzi niewykształconych, zamieszkałych na terenie wiejskich. Jaś Kapela chciał mimo wszystko zaistnieć i zaistniał. Zainspirował Stanowskiego i Mazurka do zrobienia czegoś dobrego.

Tomik poezji "Kmioty Polskie" sprzedał się niesamowicie dobrze: do swoich nabywców trafi 11 019 egzemplarzy. Ponad 200 tysięcy złotych ostatecznie trafi na cele charytatywne, wspierając naprawdę potrzebujące osoby, a nie głodujących i niezdolnych do pracy wielkich artystów. Tym samym, z potyczki ze znanym głównie z tego, że jest znany - poetą, Krzysztof Stanowski zrobił coś naprawdę dobrego. I serio, z tym facetem można się absolutnie nie zgadzać, można go nawet nie lubić za sposób bycia. Ja tego człowieka naprawdę szanuję przede wszystkim za to, że w monetyzacji jego popularności partycypują organizacje charytatywne oraz "prywatni potrzebujący" - między innymi dzieci, których dotyczą zbiórki internetowe.

Krzysztof Stanowski użył określenia "kmiot" i na nim oparł gen popularności tomiku wierszy. Co więcej, jego powstanie bezpośrednio miało związek z tym, że dziennikarz sportowy otwarcie kpił w swoich programach z tego, jak wyglądają "dzieła" Jasia Kapeli. Zaczątkiem poetyckiej kariery Stanowskiego była odpowiedź wystosowana do Maliny Błańskiej oraz Kapeli na Twitterze - w formie wiersza.

Zacznijmy od początku. Jaś Kapela był gościem Krzysztofa Stanowskiego w Hejt Parku na Kanale Sportowym. Głównym tematem była opłata reprograficzna oraz "technikalia" poglądów - rzekomo - poety nowego pokolenia. Nie dość, że Jaś Kapela nie podał ani jednego dobrego argumentu za tym, by rozszerzyć opłatę reprograficzną na smartfony, tablety, komputery i inne podobne urządzenia, to w dodatku dokonał koncertowego samozaorania. Chociażby apetytem na pieniądze, które bezceremonialnie rzucił mu Krzysztof Stanowski - za wystąpienie w programie. Przyznam szczerze, że oglądało się to dobrze - jednak z nutką zażenowania osobą Kapeli.

Krzysztof Stanowski natomiast w tym wywiadzie wcielił się w rolę dręczyciela. Z Jasiem Kapelą zrobił dokładnie to samo, co zrobił z Marcinem Najmanem. Głośna ustawka, w której Stanowski "wystawił" popularnego artystę (nie, nie pomyliłem się) stała się hitem polskiego Internetu. Nie trzeba było zbyt długo czekać na to, aż Krzysztof Stanowski znajdzie sobie inną "ofiarę" i z pomocą zręcznych ripost ją rozszarpie.

Stanowskiego można nie lubić, można nie zgadzać się z jego poglądami. Trzeba jednak przyznać temu dziennikarzowi jedno: jest brutalnie szczery i nie bawi się w półśrodki. To po pierwsze. Po drugie natomiast, Stanowski swoje kontrowersyjne dla niektórych akcje potrafi przekuć w coś naprawdę dobrego. I trzeba przyznać, że "Kmioty Polskie" - wspomniany wyżej tomik poezji stworzony wespół z innym - również kontrowersyjnym - dziennikarzem, Robertem Mazurkiem to pomysł niesamowity. Sprzedaż zakończono, a cały zysk zostanie bowiem przeznaczony na cele charytatywne i tutaj należy wspomnieć o tym, że nie jest to pierwsza akcja pomocy potrzebującym - dzieciom oraz chorym w wykonaniu Stanowskiego.

Czytaj również: O tym właśnie mówiłem… Zobaczcie dlaczego Radio 357 wygrywa z Radiem Nowy Świat

Robert Mazurek i Krzysztof Stanowski - Kmioty Polskie. Geneza

Po głośnym wywiadzie w Hejt Parku, Jaś Kapela udał się (prawdopodobnie z płaczem) do Maliny Błańskiej, gdzie opowiedział o swojej tragedii. Ów materiał został zapowiedziany krótkim filmikiem, gdzie "poeta" nazywa Krzysztofa Stanowskiego "kmiotem". W mojej ocenie to jeszcze bardziej żenujące i wręcz rozpaczliwe. Jaś Kapela, osobnik o tak lewicowych poglądach że jego serce jest bardziej czerwone niż flaga ZSRR nie powinien używać takiego słownictwa: przecież to klasizm w czystej postaci, który jest przez skrajną lewicę często podnoszony. Tak nazywa się ludzi niewykształconych, zamieszkałych na terenie wiejskich. Jaś Kapela chciał mimo wszystko zaistnieć i zaistniał. Zainspirował Stanowskiego i Mazurka do zrobienia czegoś dobrego.

Tomik poezji "Kmioty Polskie" sprzedał się niesamowicie dobrze: do swoich nabywców trafi 11 019 egzemplarzy. Ponad 200 tysięcy złotych ostatecznie trafi na cele charytatywne, wspierając naprawdę potrzebujące osoby, a nie głodujących i niezdolnych do pracy wielkich artystów. Tym samym, z potyczki ze znanym głównie z tego, że jest znany - poetą, Krzysztof Stanowski zrobił coś naprawdę dobrego. I serio, z tym facetem można się absolutnie nie zgadzać, można go nawet nie lubić za sposób bycia. Ja tego człowieka naprawdę szanuję przede wszystkim za to, że w monetyzacji jego popularności partycypują organizacje charytatywne oraz "prywatni potrzebujący" - między innymi dzieci, których dotyczą zbiórki internetowe.

Krzysztof Stanowski użył określenia "kmiot" i na nim oparł gen popularności tomiku wierszy. Co więcej, jego powstanie bezpośrednio miało związek z tym, że dziennikarz sportowy otwarcie kpił w swoich programach z tego, jak wyglądają "dzieła" Jasia Kapeli. Zaczątkiem poetyckiej kariery Stanowskiego była odpowiedź wystosowana do Maliny Błańskiej oraz Kapeli na Twitterze - w formie wiersza.

Zaczęło się od opłaty reprograficznej i jej rozszerzenia na inne produkty

Krzysztof Stanowski jest absolutnie przeciwny opłacie reprograficznej w ogóle. Projekt ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego przewiduje utworzenie funduszu wsparcia tej grupy społecznej. Właściciel grupy Weszło oraz dziennikarz Kanału Sportowego zaprosił do rozmowy w Hejt Parku na temat opłaty reprograficznej Jasia Kapela oraz Sidneya Polaka i generalnie żaden z nich nie podał ani jednego argumentu, który przemawiałby na korzyść rozszerzenia daniny na takie produkty jak: smartfony, tablety, czytniki e-booków, pendrive'y. Artyści twierdzą, że tego typu urządzenia służą do kopiowania utworów.

Chwila, chwila. Opłacam abonamenty serwisów streamingowych, opłacam YouTube Premium (bo reklamy w YT nie dają człowiekowi żyć), gry opłacam w sklepie Xbox lub na Steamie, niczego nie piracę. Dlaczego artyści traktują mnie jak pirata "z urzędu"? Myśląc o opłacie reprograficznej od razu zastanawiam się, czy zasada domniemania niewinności jeszcze cokolwiek w obliczu durnowatych danin znaczy. Artyści bowiem uznają mnie za winnego (bo jak kupię smartfon, to zapłacę podatek siłą rzeczy), zanim jeszcze cokolwiek zrobiłem.

Ale skończmy już rozważania na temat opłaty reprograficznej. Robert Mazurek oraz Krzysztof Stanowski zbili na tym ogromny kapitał popularnościowy i finansowy. Ten pierwszy przyda im się do kolejnych, ciekawych projektów. Z tego drugiego skorzystają osoby potrzebujące - tomik "Kmioty Polskie" wygenerował solidny zysk, który z całą pewnością ulży tym, którym życie naprawdę poskąpiło szczęścia. Artystom natomiast - jak widzę - poskąpiło w niektórych przypadkach rozumu i chęci do uczciwej pracy w momencie, gdy ich "artyzm" jest niedoceniany.

Bo bycie artystą również jest biznesem, branżą. A jeżeli nie wychodzi Ci w konkretnej branży... po prostu ją zmień.

Zaczęło się od opłaty reprograficznej i jej rozszerzenia na inne produkty

Krzysztof Stanowski jest absolutnie przeciwny opłacie reprograficznej w ogóle. Projekt ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego przewiduje utworzenie funduszu wsparcia tej grupy społecznej. Właściciel grupy Weszło oraz dziennikarz Kanału Sportowego zaprosił do rozmowy w Hejt Parku na temat opłaty reprograficznej Jasia Kapela oraz Sidneya Polaka i generalnie żaden z nich nie podał ani jednego argumentu, który przemawiałby na korzyść rozszerzenia daniny na takie produkty jak: smartfony, tablety, czytniki e-booków, pendrive'y. Artyści twierdzą, że tego typu urządzenia służą do kopiowania utworów.

Chwila, chwila. Opłacam abonamenty serwisów streamingowych, opłacam YouTube Premium (bo reklamy w YT nie dają człowiekowi żyć), gry opłacam w sklepie Xbox lub na Steamie, niczego nie piracę. Dlaczego artyści traktują mnie jak pirata "z urzędu"? Myśląc o opłacie reprograficznej od razu zastanawiam się, czy zasada domniemania niewinności jeszcze cokolwiek w obliczu durnowatych danin znaczy. Artyści bowiem uznają mnie za winnego (bo jak kupię smartfon, to zapłacę podatek siłą rzeczy), zanim jeszcze cokolwiek zrobiłem.

Ale skończmy już rozważania na temat opłaty reprograficznej. Robert Mazurek oraz Krzysztof Stanowski zbili na tym ogromny kapitał popularnościowy i finansowy. Ten pierwszy przyda im się do kolejnych, ciekawych projektów. Z tego drugiego skorzystają osoby potrzebujące - tomik "Kmioty Polskie" wygenerował solidny zysk, który z całą pewnością ulży tym, którym życie naprawdę poskąpiło szczęścia. Artystom natomiast - jak widzę - poskąpiło w niektórych przypadkach rozumu i chęci do uczciwej pracy w momencie, gdy ich "artyzm" jest niedoceniany.

Bo bycie artystą również jest biznesem, branżą. A jeżeli nie wychodzi Ci w konkretnej branży... po prostu ją zmień.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu