41

Stanowski dorwał hejtera. Smutny, wystraszony, potulny jak baranek

Oj, Panie Stanowski. Jak mnie Pan teraz zaimponował. Nie jestem szczególnie uważnym czytelnikiem twórczości oraz obserwatorem działalności Krzysztofa Stanowskiego, ale tego dziennikarza sportowego po prostu lubię. Nie ze względu na poglądy - bo każdy ma swoje. Głównie dlatego, że stworzył swój niepowtarzalny styl i na nim zbudował ponadto medialny biznes.

Krzysztof Stanowski zapewne niejednokrotnie zapoznał się z internetowym hejtem – jako właściciel i autor Weszło.com, a także twórca w innych miejscach na pewno musiał zetknąć się z patologią wprost wynikającą z błędnego rozumienia wolności słowa. Mam ogromną nadzieję, że dla czytelników Antyweba owa wolność to wcale nie możliwość zwyzywania drugiej strony dyskusji, czy też wystosowania wobec niej parszywych gróźb. Nie zgadzać się można – nawet trzeba. Ale róbmy to tak, jakbyśmy konwersację prowadzili w cywilizowanym miejscu, vis a vis.

„Stanowski za*****olę ci syna

Na czacie w trakcie transmisji programu „Stan futbolu” w taki sposób zwrócił się do Stanowskiego internauta – „Pan Ziemny”. Krzysztof Stanowski odebrał tę groźbę bardzo poważnie i uwierzcie mi, nie było w tym ani krzty przesady. W ostatnim czasie dziennikarz sportowy był bardzo mocno zaangażowany w głośną medialnie sprawę Wisły Kraków. Niektóre stwierdzenia Stanowskiego nie były zbyt dobrze odbierane przez zagorzałych kibiców tej drużyny. Taki człowiek jak Stanowski z tyłu głowy zapewne miał scenariusz, wedle którego ktoś bardzo zdeterminowany, niezadowolony z jego działalności postanawia dopuścić się zamachu na życie jego lub kogoś z rodziny. Tym bardziej, że nie tak dawno w trakcie ostatniego finału WOŚP zamordowany został prezydent Gdańska – Paweł Adamowicz. Jak donosiły media, politykowi, działaczowi społecznemu wcześniej w przeróżny sposób grożono ze względu na jego przynależność polityczną oraz poglądy.

Szybko okazało się, że sami internauci bardzo ochoczo zajęli się sprawą. Policja na Twitterze wyraziła zainteresowanie sprawą; niezbyt długo zajęło również namierzenie „Pana Ziemnego”: wszystko dzięki jego profilowi na YouTube. Po nitce do kłębka udało się dotrzeć do autora groźby karalnej, Krzysztof Stanowski skontaktował się z nim i zmusił do: wystosowania oficjalnych przeprosin w formie wideo z podaniem imienia i nazwiska oraz wpłacenia 1000 złotych na cele charytatywne. Ze względu na trudną sytuację finansową, „Pan Ziemny” będzie wpłacać pieniądze w ratach. W przeciwnym wypadku – jak sądzę – sprawa wyląduje w sądzie, który najpewniej wymierzyłby już hejterowi znacznie surowszą karę.

Smutny, wystraszony, potulny jak baranek

Chyba jedynie ze współczucia do człowieka, który napisał te słowa do Stanowskiego na czacie nie umieszczę nagrania na Antywebie – a mógłbym to zrobić. Jeżeli chcecie, znajdźcie sobie ten materiał, jest bardzo łatwo dostępny. W nim znajdziecie smutnego, wystraszonego, potulnego jak baranek człowieka, któremu trudno by było na pierwszy rzut oka przypisać takie słowa. Absolutnie przeciętny mężczyzna, którego nie wystraszylibyście się na chodniku. W sumie, bywali przecież ludzie, którzy mordowali – a zupełnie nikt ich o to nie podejrzewał.

A może Policja zrobiłaby to lepiej?

Gdyby sprawą od początku do końca zajęła się Policja, finał tej sprawy byłby znacznie smutniejszy dla hejtera, a może nieco mniej satysfakcjonujący dla samego Krzysztofa Stanowskiego, któremu sprawiedliwość, satysfakcja z powodu ujęcia i doprowadzenia do skruchy autora gróźb według mnie absolutnie się należały. Wielu internautów twierdzi, że Stanowski powinien powiadomić o wszystkim służby i absolutnie nie wymierzać samemu sprawiedliwości – od tego są bowiem sądy.

Spójrzmy jednak na wachlarz kar, jakie grożą za nienawistne komentarze w internecie / groźby karalne: (z tych artykułów najczęściej odbywa się ściganie za hejt w sieci)

Art. 190 KK

§ 1. Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Art. 212 KK:

§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.

§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

Art. 216 KK

§ 2. Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Art. 257 KK:

Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3

Umówmy się – te kary nie są szczególnie wysokie: to po pierwsze. Po drugie, rzadko słyszy się o ich egzekwowaniu w kontekście internetu. Po trzecie, wystarczy przespacerować się po internecie i dosłownie chwilę poszukać, by dowiedzieć się iż policjanci nierzadko traktują takie sprawy… po macoszemu.

Trudno jest oceniać postawę moralną Krzysztofa Stanowskiego w tej sprawie. Trudno jest w ogóle wczuć się w rolę ojca, który boi się o życie i zdrowie swojego dziecka widząc tak poważną i brutalną groźbę: tym bardziej, że Krzysztof bez wątpienia jest osobą publiczną. Mało tego, dyskurs społeczny stoi na bardzo niskim poziomie – ostatnie wydarzenia związane z osobą Pani Magdaleny Ogórek pokazały dobitnie, że nienawiść nie jest domeną jednego obozu ideowego. Obydwie zwalczające się grupy co jakiś czas podnoszą poprzeczkę w zezwierzęceniu, które toczy standardy funkcjonujące nie tylko w polityce, ale także w zwykłej wymianie poglądów.

W takiej sytuacji nie dziwię się dziennikarzowi, że podjął się rozwiązania sprawy w ten sposób. Mnie też udało się kiedyś „złapać” hejtera, w innym medium (ciekawi? sprawę opisywałem tutaj). Pana Ziemnego i zidentyfikowaną przeze mnie osobę łączy natomiast jedno: to były smutne, przestraszone i potulne jak baranki persony.