Sony

Sony w crowdfundingu. Serio?

MS
Maciej Sikorski
10

Pod koniec ubiegłego tygodnia Jakub pisał o produkcie Sony Qrio. Kilka dni temu nie zagłębiałem się w temat, ale dzisiaj do niego wróciłem i zrobiłem wielkie oczy. Crowdfunding? Serio? Wielka korporacja wykorzystuje narzędzie stworzone z myślą o "garażowych" twórcach? Od jakiegoś czasu piszę o patol...

Pod koniec ubiegłego tygodnia Jakub pisał o produkcie Sony Qrio. Kilka dni temu nie zagłębiałem się w temat, ale dzisiaj do niego wróciłem i zrobiłem wielkie oczy. Crowdfunding? Serio? Wielka korporacja wykorzystuje narzędzie stworzone z myślą o "garażowych" twórcach? Od jakiegoś czasu piszę o patologiach w finansowaniu społecznościowym, projekt japońskiego giganta potwierdza, że źle dzieje się w tym biznesie.

Nie będę opisywał tego, co proponuje Sony - polecam tekst Jakuba, dla szybkiego rozjaśnienia sprawy podrzucę jeden z fragmentów:

Chodzi tutaj o akcję crowdfundingową dotyczącą gadżetu, który pozwoli nam na otwieranie i zamykanie drzwi (i nie tylko) dzięki naszym urządzeniom mobilnym. Możliwe będzie także dzielenie się kluczami do tychże za pomocą komunikatorów – tak, by na przykład udostępnić prawa do otwierania tak zabezpieczonych pomieszczeń naszym znajomym, rodzinie.

Chodzi zatem o zamek do drzwi. Inteligentny zamek, bo dzisiaj wszystko musi być smart. Pomysł nie jest nowy, różne firmy wzięły już na warsztat tę ideę. Przyszedł czas i na Sony. Przyklasnąłbym japońskiej firmie, bo koncepcja inteligentnego domu zyskuje na popularności i zdecydowanie nie należy jej odpuszczać. Problem polega na tym, że Japończycy wykorzystują do realizacji pomysłu finansowanie społecznościowe. Co nimi kieruje? Powodów można wymienić kilka. Po pierwsze, ograniczają ryzyko i minimalizują koszty - to ważne dla firmy, która zmaga się z kryzysem. Po drugie, korzystają z modelu przedsprzedaży i badają rynek, po trzecie, zapewniają sobie darmową reklamę - temat staje się głośny m.in. za sprawą wykorzystania finansowania społecznościowego. Jest jeszcze motyw mody, być może najważniejszy: fajnie jest się teraz pokazać w crowdfundingu z czymś wzbudzającym zainteresowanie darczyńców.

Sony chce chyba pokazać, że nie jest starą, skostniałą firmą o bardzo zhierarchizowanej strukturze, próbuje ogrzać się w świetle słowa startup. Bo z takimi biznesami kojarzymy crowdfunding: młode, świeże, pełne energii i pomysłów. Grupa zdolnych twórców, zazwyczaj w kwiecie wieku, rozumiejących potrzeby klientów, bo sami nimi są. Nie stracili kontaktu z rzeczywistością siedząc w gabinetach wysokich biurowców. Pomysł Sony może na papierze wydaje się dobry, ale ja tego nie kupuję. Jeśli korporacja chce tak bardzo chwalić się świeżymi pomysłami nawiązującymi do idei startupów, to niech stworzy odpowiednią komórkę w firmie i ją promuje.

Pchanie się w finansowanie społecznościowe przez takich graczy jest niebezpieczne - za jakiś czas może się okazać, że 10 dużych firm oferuje nam swoje produkty w ramach crowdfundingu. Serwisy tego typu zamienią się w zwyczajne sklepy. I to z niepewnym towarem. Ryzyko będzie minimalizowane, przeniesie się je na klienta, zyski ulegną podkręceniu. Z punktu widzenia firmy fajna sprawa, ale niszczone jest zjawisko, które u podstaw miało wpisane pomaganie zdolnym i pomysłowym ludziom bez środków niezbędnych do realizacji planu. Niestety, zbiórka Sony zakończyła się sukcesem, a to może podziałać na innych gigantów niczym magnes. Źle się dzieje...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

SonyCrowdfunding