17

Sony ma ekran 4K z 3D, który nie wymaga okularów. Fajnie, ale po co?

Wydawało mi się, że technologia 3D w telewizorach przepadła w otchłaniach zapomnienia, a tymczasem Sony zaprezentowało swój nowy pomysł na trzeci wymiar. Tym razem bez okularów. Ma szansę się przyjąć? Nie sądzę.

Poznajcie ekran z 3D, który nie wymaga okularów

Sony nazwało swoją technologię ELF-SR1, choć rozsądniej jest zapamiętać Spartial Reality Display – wyświetlacz przestrzennej rzeczywistości. Urządzenie przypomina tradycyjny monitor do komputera, ustawiony jest on jednak w 45-stopniowym odchyleniu od oczu użytkownika. Łączy w sobie 15,6-calowy ekran z mikrooptyczną powłoką soczewki oraz kamerą śledzącą wzrok. Sam wyświetlacz ma rozdzielczość 4K, jednak obraz jest dzielony na dwa – 2K dla jednego i 2K dla drugiego oka. System śledzi na żywo źrenice oczu i precyzyjnie wyrównuje mikrosoczewki na pikselach by zapewnić ostry, realistyczny obraz 3D. Nie da się tego oczywiście pokazać na materiale wideo, ale finalny obraz to obiekty widziane w trójwymiarze, które niejako unoszą się przed ekranem i płynnie zmieniają perspektywę, gdy głowa użytkownika się rusza.

Brzmi to trochę nie jak obraz 3D, ale widok hologramu – chciałbym zobaczyć taki obraz na własne oczy i porównać go zarówno do trzeciego wymiaru znanego z telewizorów z okularami 3D oraz konsoli Nintendo 3DS. Może i w pierwszej edycji sprzętu nie działało to zbyt dobrze, ale 3D w ulepszonym n3DS sprawdzał się naprawdę nieźle, choć tam akurat trzeci wymiar mocno ograniczały słabe podzespoły sprzętu, a i niska rozdzielczość psuła efekt. Ale efekt był podobny jak w opisie Spartial Reality Display.

Jeśli kiedykolwiek korzystaliście z przenośnej konsoli Nintendo, które reklamowana była trzecim wymiarem – to zapewne pamiętacie, że nie dało się zbyt długo wytrzymać kiedy suwak 3D przesunięty był do maksymalnej pozycji. W pewnym momencie gracz zaczynał czuć się nieswojo, a niektórych zaczynała boleć głowa. Ciekawe, czy system śledzenia źrenic eliminuje podobne odczucia. Niestety, podobnie jak w 3DS-ie, trzeci wymiar zobaczy tylko jedna siedząca osoba siedząca bezpośrednio przed monitorem, w dodatku sama wielkość ekranu nie jest raczej imponująca.

No dobrze, ale ile jak mocny komputer jest potrzebny by wygenerować taki trójwymiarowy obraz?

System Sony śledzi oczy użytkownika niezależnie w trzech płaszczyznach – góra-dół, lewo-prawo, przód-tył, nie każdy sprzęt poradzi sobie z tyloma obliczeniami. Nie ujawniono dokładnej specyfikacji, ale mówi się o „bardzo mocnym” windowsowym PC oraz silniku Unity lub Unreal Engine. Wsparcie dla Maków ma się natomiast pojawić w przyszłości.

Sony kieruje swoją technologią do profesjonalistów takich, jak twórcy grafiki 3D, w tym oczywiście filmowych animatorów, projektanci samochodów, architektów oraz twórców VR/AR.

Firma jest pełna nadziei, że technologia zainteresuje również inne segmenty rynku, jak na przykład sprzedaż aut – klient mógłby wtedy dokładnie przyjrzeć się pojazdowi właśnie na ekranie. Nie do końca wiem jak miałoby to zastąpić normalne oględziny, ale zobaczymy.

Cena? 5 tysięcy dolarów za jeden monitor Spatial Reality Display, sprzedaż ma rozpocząć się już w listopadzie tego roku, a zamówienia będzie można składać przez stronę Sony.

Pamiętacie boom na 3D w telewizorach?

Powiedziałbym, że kupując kiedyś swoją plazmę, świadomie szukałem telewizora z 3D. Byłaby to jednak nieprawda, bowiem właśnie wtedy ciężko było kupić telewizor bez trzeciego wymiaru. Świat oszalał na jego punkcie zarówno w kinach, jak i jeśli chodzi o domowe ekrany i w zasadzie większość topowych ekranów telewizorów miała w zestawie okulary. Sprzętu już od jakiegoś czasu na mojej ścianie nie ma, a okulary większość swojego życia przeleżały w szufladzie – w zasadzie dwie pary okularów, bo aż tyle dodano ich do zestawu. Ile razy skorzystałem z trzeciego wymiaru na telewizorze? Myślę, że nie więcej niż 5 – a dodam, że kupiłem nawet tanie kino domowe z BD3D. Kompletnie mi ta technologia w domowym zaciszy nie „zaskoczyła”, ale też większość seansów w kinie wybierałem w 2D. Gdzieś zawsze wpadało boczne światło psując efekt, który i tak nie robił aż tak dużego wrażenia jak powinien. Później zacząłem nosić okulary, więc domowe 3D odpadło całkowicie. Chciałbym napisać, że świetnie wspominam tę technologię, ale mam wrażenie, że niepotrzebnie tylko podbijała cenę telewizora, a większość użytkowników, podobnie jak ja, zapominało o okularach tydzień po zakupie zestawu.

Sony dość rozważnie targetuje swoją technologię do profesjonalnych zastosowań, ale mając tak prężnie działający segment telewizorów, pewnie będzie chciało z czasem zaimplementować ten pomysł również w naszych domach. Czy ma to sens? Moim zdaniem nie – skoro za pierwszym razem trzeci wymiar się nie przyjął, raczej nie ma szans na sukces za drugim razem. Jestem natomiast bardzo ciekawy jak do tematu podejdą profesjonaliści, na przykład projektanci i czy faktycznie taka forma obrazu cokolwiek ułatwi.

źródło