Moje przemyślenia

Smartfon z etui jak whisky z colą, czyli dlaczego nigdy tych dwóch ze sobą nie połączę

90

Jakiś mądry Szkot powiedział ponoć kiedyś: "Gdyby whisky miała być pita z colą i lodem, to tak byśmy ją produkowali". Zacytowaną zasadą kieruję się nie tylko podczas delektowania się tym pysznym trunkiem, lecz również podczas kontaktów z najróżniejszymi gadżetami. Najlepszym przykładem, który mam za...

Jakiś mądry Szkot powiedział ponoć kiedyś: "Gdyby whisky miała być pita z colą i lodem, to tak byśmy ją produkowali". Zacytowaną zasadą kieruję się nie tylko podczas delektowania się tym pysznym trunkiem, lecz również podczas kontaktów z najróżniejszymi gadżetami. Najlepszym przykładem, który mam zamiar nieco Wam przybliżyć, jest udoskonalanie smartfonów wbrew woli ich twórców. Nie mam jednak na myśli wgrywania modów, lecz zasłaniania jego obudowy mniej lub bardziej estetyczną lub użyteczną skorupą.

Nigdy przenigdy nie przyszło mi do głowy trzymać telefon w etui, pokrowcu, ochraniaczu - jak zwał tak zwał. Pamiętam jak dziesięć lat temu zdarzało mi się śmiać z kolegów i ludzi na ulicy (z reguły starszych panów-"biznesmenów") noszących swoją słuchawkę w przymocowanej do paska skórzanej, zamykanej na magnes skrytce. Część Czytelników może nie pamiętać czasów, w których tylko jeden kolega na osiedlu mógł się pochwalić stałym łączem w domu, zaś wszystkie telefony komórkowe mogły tylko pomarzyć o ekranach dotykowych. Minęło sporo czasu, lecz przyzwyczajenie niektórych młodszych i starszych wiekiem właścicieli telefonów nic kompletnie się nie zmieniły. Zmieniły się za to "futerały", w których je trzymają.

Niemal każdy smartfon ze średniej i wyższej półki doczekuje się w kilka dni lub tygodni po swojej premierze skrojonego na swój wymiar etui. Ich funkcje są różnorakie: niektóre poprawiają wygląd gadżetu, inne chronią go grubą, lub stworzoną z wyjątkowo odpornych materiałów skorupą, inne jeszcze umożliwiają właścicielowi słuchawki zamontować w niej pojemniejszy akumulator bądź skrytkę na kartę kredytową. Wszystkie one mają jedną cechę wspólną: ich twórcami nie są producenci samych smartfonów. Ci, podczas procesu projektowania nowego urządzenia, starają się stworzyć je nie tylko maksymalnie funkcjonalnymi, lecz również estetycznymi (przynajmniej taką mam taką nadzieję - efekt końcowy czasami temu przeczy). Dlaczego więc niektórzy starają się ukryć wart nieraz średnią krajową gadżet w nowej obudowie? Powody widzę dwa.

Pierwszym z nich jest chęć uczynienia telefonu niezniszczalnym. Na co komu wszystkoodporny smartfon za tysiąc (lub więcej) złotych, skoro na rynku jest co najmniej kilka telefonów mogącym pochwalić się ceną o połowę niższą i obudową posiadającą Certyfikat Armii Stanów Zjednoczonych spełniający normę szczelności IP67? Otóż są tacy, którzy kupując smartfon myślą nie o tym, jak bardzo ułatwi im on życie, lecz za ile sprzedadzą go za dwa lata, kiedy skończy im się umowa z operatorem. Z moich obserwacji wynika, że najczęściej trzymanym w ochraniaczu urządzeniem mobilnym jest... iPhone.

Drugim powodem, dla którego ludzie decydują się ukryć swój gadżet pod wartwą pstrokatej gumy, jest chęć uczynienia go ładniejszym. O ile byłbym w stanie to zrozumieć sto lat temu w przypadku telefonów komórkowych posiadających wyjątkowo nudne i mało wytrzymałe obudowy z plastiku, o tyle zasłanianie nimi dwurdzeniowych potworów z ogromnymi ekranami już nie. Zanim usiadłem do pisania tego artykułu, przeczesałem Internet w wzdłuż i szerz w poszukiwaniu ładniejszej obudowy lub etui dla mojego trójwymiarowego smartfona od LG (na zdjęciu po lewej). Nie znalazłem takiej. Pewnie pomyślicie, że się czepiam, ale znowu muszę stwierdzić, że najwięcej na korzystaniu z etui tracą użytkownicy iPhonów 4(s) - smartfonów będących na dobrą sprawę ikoną wzornictwa. Nie po to Sir Jonathan Paul "Jony" Ive spędził tyle czasu nad jego wyglądem, by teraz byle hipster ukrył go w "designerskim" pokrowcu za sto złotych.

Drogi Czytelniku, nie oszpecaj swojego smartfona "najfajniejszym" nawet etui, a jeśli koniecznie chcesz mieć panzerfon, to kup Nokię 3310. Ona się ani nie zniszczy, ani nie straci na wartości jeszcze przez kolejne dziesięć lat. Dla chcących brylować wśród kolegów w wełnianych czapkach i szalikach (właśnie rozpoczął się dla nich sezon) pozostaje John's Phone.

Zdjęcia pochodzą ze strony Case Mate

Aktualizacja: piszecie w komentarzach o używanych przez Was ochraniaczach - pokażcie (dosłownie!), że się mylę i oprócz tekstu wrzucajcie zdjęcia swoich zabawek. Dzięki!

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

etui