4

Smartfon Polaroida, czyli smartfon Oppo

O tym, że spory odsetek chińskich firm kopiuje rozwiązania producentów zachodnich wiemy nie od dzisiaj. Temat stary, wałkowany na sto sposobów, a przy tym cały czas pojawiają się nowe akty tego przedstawienia. A czy zastanawialiście się kiedyś nad tym problemem w wersji odwróconej? Mam na myśli przypadek zachodniej firmy kopiującej rozwiązania z Chin? Okazuje się, […]

O tym, że spory odsetek chińskich firm kopiuje rozwiązania producentów zachodnich wiemy nie od dzisiaj. Temat stary, wałkowany na sto sposobów, a przy tym cały czas pojawiają się nowe akty tego przedstawienia. A czy zastanawialiście się kiedyś nad tym problemem w wersji odwróconej? Mam na myśli przypadek zachodniej firmy kopiującej rozwiązania z Chin? Okazuje się, że nie trzeba sobie tego wyobrażać – w końcu doszło do zamiany kierunku przepływu innowacyjności.

Pisałem rano o stoiskach na CES, o tym, że na podstawie ich rozmiaru można wyciągnąć pewne wnioski dotyczące branży: w siłę rosną chińscy producenci, na znaczeniu tracą legendy typu Kodak czy Polaroid. W boksie tej ostatniej firmy zatrzymałem się na krótko i w oczy rzucił mi się tam smartfon z obracaną kamerą. Zdjęcia nie robiłem, nie bawiłem się też długo sprzętem, ale przez umysł przebiegła myśl, że ten model wygląda jak telefon pewnego chińskiego producenta. Tematu nie drążyłem, lecz teraz to zrobię – w Sieci trafiłem na informację, z której wynika, iż Oppo, bo to ten gracz stworzył smartfon z obracaną kamera, zamierza bronić swoich praw do wspomnianego rozwiązania. Mają patent, a Polaroid nie wykupił licencji.

Z pewnością trudno uznać podobieństwo obu produktów za przypadkowe – te modele są bardzo zbliżone pod względem designu. Jeżeli Oppo uda się do sądu, to ma spore szanse na wygranie tej batalii. Wyobrażacie to sobie? Chińska firma pozywa legendarnego producenta za kopiowanie ich urządzenia. I nie byłby to pozew bezpodstawny, czyste trollowanie i atak w ramach odwetu. Doszło do sytuacji, w której kopistą jest dawny innowator biznesu nowych technologii. Przestaje być zatem tak, że Europa, USA i niektóre kraje azjatyckie dostarczają pomysłów, a pozostali to kopiują – zaczyna się coś nowego.

Polaroid Oppo 2

Sytuacja, gdy czyta się w oświadczeniu chińskiej firmy o ich uszanowaniu dla własności intelektualnej, innowacyjności i komentuje to w kontekście naruszania praw autorskich przez Polaroida, jeszcze niedawno byłaby czymś abstrakcyjnym. W końcu jednak do tego doszło i nie można wykluczać, że nie będziemy mieli do czynienia z odosobnionym przypadkiem. Chińczycy czy Hindusi zaczną dokładać do worka z innowacjami i patentami swoje pomysły, a te zaczną kusić Zachód. Zachód, który może stwierdzić, że zrekompensuje sobie to, co mu ukradziono w poprzednich latach.

Zastanawiam się przy tym, jaki był tok myślenia w Polaroidzie, gdy podjęto decyzję o stworzeniu smartfonu Selfie? Zakładam oczywiście, że znali model Oppo N1. Chcieli wywołać burzę I zrobić szum wokół swojego produktu. Przecież to darmowa reklama, nim ruszy ewentualna batalia patentowa, Polaroid mógłby sprzedawać swój smartfon bez większych problemów. Co więcej, część osób uznałaby go za innowatora – poniżej wrzucam film z CES 2015, na którym autorka docenia rozwiązanie Polaroida. Wspomina o Oppo? Nie, pewnie nawet nie wie, że coś takiego już jest na rynku. Bo chociaż my piszemy o Oppo, Meizu czy Xiaomi, to dla wielu ludzi z branży są to całkowicie obce brandy. Dało się to zauważyć podczas imprezy w Las Vegas – jedna z prognoz na ten rok i kolejne lata dotyczyła wzrostu potęgi chińskich firm, o których goście prezentacji „mogli nie słyszeć”. Dla niektórych to pewnie faktycznie było coś nowego.

Zakładam, że przypadek Polaroida nie będzie długo samotny – czekam już na kolejne zapożyczenia z Chin…

PS Spotkałem się z wyjaśnieniem, w którym tłumaczy się Polaroida zamówieniem u chińskiego podwykonawcy smartfonu będącego po prostu klonem Oppo N1. Opcja wydaje się dość prawdopodobna, bo tańsza, a dla legendy pewnie liczy się każdy grosz. Nie zmienia to jednak ogólnego wydźwięku całej sprawy. Może nawet go wzmacnia – zachodni gracz nie wysila się, by skopiować, zwyczajnie kupuje kopię i dodaje swoje logo. Kto wie, czy w tym szaleństwie tkwi metoda…?

Źródło grafik: hi-tech.mail.ru