20

Skubani też skubią, czyli o rodzimym przemyśle filmowym

Zapewne znacie biblijny motyw z winą i rzucaniem kamieniem. Przekaz jest w nim prosty: nie oskarżaj i nie domagaj się kary dla innych, jeśli sam nie jesteś lepszy. Niby oczywiste, ale nie dociera do każdego i trzeba to powtarzać. Zapoznać się z tą nauką powinni niektórzy przedstawiciel przemysłu filmowego. Bo pirata można ścigać, ale samemu […]

Zapewne znacie biblijny motyw z winą i rzucaniem kamieniem. Przekaz jest w nim prosty: nie oskarżaj i nie domagaj się kary dla innych, jeśli sam nie jesteś lepszy. Niby oczywiste, ale nie dociera do każdego i trzeba to powtarzać. Zapoznać się z tą nauką powinni niektórzy przedstawiciel przemysłu filmowego. Bo pirata można ścigać, ale samemu też trzeba być uczciwym.

Wątek odnosi się do branży filmowej, o czym już wspomniałem, ale nie widzę przeszkód, by wciągnąć do niego ludzi związanych z innymi dobrami kultury: muzyką, książką czy grami. W każdym z tych segmentów znajdziemy osoby przekonujące, że największym złem świata jest pirat: złodziej niszczący twórców i uczciwych ludzi. Mają rację? Cóż, kradzieży nie pochwalam i będę powtarzał, że jeśli jakiś towar jest dostępny legalnie, odpłatnie, to trzeba za niego zapłacić. I to właściwym ludziom.

Nie będę tu przywoływał wyników badań, z których wynika, że piractwo nie jest tak szkodliwe dla kultury, jak wskazują ludzie z tego środowiska. Powołam się na inną „ciekawostkę”. Otóż w mediach pojawił się artykuł zatytułowany Branża skubie instytut filmowy – kolejne serwisy go przyklejały, więc mogliście już trafić na te informacje. Z tekstu wynika, że producenci i dystrybutorzy nie grają fair z PISF, czyli z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej. Ci pierwsi podkręcają budżety, by zdobyć większą dotację dla swojego filmu, a potem nie chcą jej zwracać. Ci drudzy… Przywołam fragment tekstu:

PISF i filmowcy wskazują – winę za małe zyski filmowców, a więc i niskie zwroty do PISF, ponoszą dystrybutorzy. Zaniepokoił nas spadek kwot odprowadzanych przez dystrybutorów producentom od ceny biletu kinowego. Średni procent jest niższy niż w krajach Europy Zachodniej – mówi Agnieszka Odorowicz. [źródło]

Agnieszka Odorowicz to szefowa PISF. I to szefowa z problemem – Instytut przeznacza na kręcenie filmów grube miliony złotych, a zwroty są mizerne. Nawet wtedy, gdy film okaże się komercyjnym sukcesem. Wychodzi więc na to, że szeroko pojęta branża, która narzeka na skubiących ją piratów, sama nie może powiedzieć, że jest krystalicznie czysta. Zakładam oczywisćie, iż na pytanie o praktyki tego typu producenci i dystrybutorzy odpowiedzieliby, że muszą jakoś zadbać o swój interes – ludzie ich okradają, więc uczciwie się nie da. Oczywiście to przy założeniu, że ktoś przyznałby, iż opisany mechanizm jest mu znany.

Dystrybutor czy producent walczy o swoje, ale pirat to widzi. A świadomy pirat zdaje sobie sprawę z tego, skąd pochodzą pieniądze rozdysponowywane przez PISF: z kieszeni podatnika. Czyli pirata (PISF przekonuje, że jest inaczej, ale punkt widzenia zależy tu od księgowego). Każda strona może zatem powiedzieć, że odbiera to, co się jej należy. Trudno nawet napisać, że to absurd, bo sprawa wydaje się dość logiczna. I nie zamierzam dochodzić kto ma rację, bo ostatecznie okaże się, że obie strony ją mają. I jednocześnie obie jej nie mają.

Powtórzę myśl przewodnią: chcesz ściągać pirata i zwalczać zjawisko? Sam bądź uczciwy, bo inaczej możesz mieć problem z przekonaniem do swoich racji.

Źródło grafiki: pisf.pl