28

Skąpa skarbnica wiedzy – podziel się bracie…

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co Nie wiem czy ten artykuł będzie apelem aby dzielić się wiedzą czy tylko krótką historyjką jak można osiwieć w projektach korporacyjnych. Czy mówi Wam coś termin „ciepły stołek”? Na nim ciężki typ, którego nawet koparką nie zepchniesz. Pytasz się go o coś a on burczy coś po nosem tak żeby […]

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co
Nie wiem czy ten artykuł będzie apelem aby dzielić się wiedzą czy tylko krótką historyjką jak można osiwieć w projektach korporacyjnych. Czy mówi Wam coś termin „ciepły stołek”? Na nim ciężki typ, którego nawet koparką nie zepchniesz. Pytasz się go o coś a on burczy coś po nosem tak żeby czasem czegoś nie zrozumieć. Każde spotkanie, każda prośba kończy się przykrym dialogiem, gdzie masz wrażenie, że jestem skończonym debilem, który niczego nie potrafi.

Mam na myśli tak zwane (przez mnie) Skarbnice wiedzy. To osoby, które w danym departamencie mają 90% wiedzy departamentowej we własnej głowie. Jeśli takie osoby się zwolnią to cały departament się rozpie… Skarbnice mają tego pełną świadomość. Najczęściej uczestniczyli we wczesnych etapach budowania firmy, ale nie są jej współwłaścicielami. Na początku raczej nie myśleli systemowo aby kiedyś łatwo transferować wiedzę do pozostałych pracowników lub skalować poszczególne rozwiązania do bardziej elastycznych. Wszystko jest zależne od nich i jak będziesz niemiły to nawet sam prezes Ci nie pomoże.

Skarbnice często są specjalistami i na menadżerów się nie nadają. Jednak wymuszając na zarządzie wyższą płacę, trafiają na HR-ową siatkę płac, która jasno mówi gdzie jest szklany sufit dla specjalisty. Więc aby Skarbnica nie odeszła i nie rozpie… kluczowego departamentu, ten introwertyczny typ wędruje po drabinie korporacyjnej do stanowiska dyrektora departamentu, bo wie najwięcej o dziedzinie (gdzie „najwięcej” jest akurat zbędne). „Zarządza” ludźmi, którzy nigdy nie rozwiną skrzydeł, chyba że uciekną.

Aby transferować ich wiedzę firmy zaczynają opisywać procesy. Oczywiście Skarbnica nigdy nie ma na to czasu i skutecznie straszy zarząd, że ok, opisze ale wtedy nie skończy jakiegoś tam raportu i to spowoduje III-cią Wojnę Światową. Również wspomniana skalowalność rozwiązań nie jest ich mocną stroną. To co zbudowali 5 lat temu można dzisiaj wyrzucić tylko do śmieci. I wcale nie gra tu roli szybki rozwój otoczenia rynkowego czy nowych standardów. Skarbnica albo celowo blokuje aby ktoś inny czegoś nie wyskalował i nie zebrał laur albo wynika to z jej małej skłonności do kooperacji, a wtedy bardzo trudno o genialne i elastyczne rozwiązania. W takiej sytuacji skupia się na mydleniu oczu, rzuca kosmicznymi terminami i kwituje… „po prostu tego nie da się zmienić”.

Piszę to nie jako podwładny Skarbnicy, ale jako były członek biura projektowego w dużej korporacji, w skrócie PM (Project Manager). Prowadziłem projekty, w których udział brało czasem nawet 30 osób. Każdy zajmował się czym innym i uważał swoją działkę za najważniejszą. Moją rolą było rozkruszenie lodów, co najczęściej się udawało i rozpoczęcie właściwych prac. Projekty miały za zadanie tworzenie rozwiązań (np. produktów finansowych), które miały być odpowiedzią na szybkie zmiany w otoczeniu biznesowym. Były także projekty obniżające koszty poprzez budowanie sprawnych aplikacji informatycznych, automatyzujących wiele działań.

Zawsze największym problemem a jednocześnie czynnikiem opóźniającym i podnoszącym koszty była niewłaściwa komunikacja w projekcie. Genezą problemu była oczywiście… Skarbnica. Taki interdyscyplinarny projekt jest jak łańcuszek. Jedno ogniwo nawala, wszystko stoi. No i właśnie Skarbnica albo nie przychodzi na spotkania projektowe, albo przychodzi i zabarykadowana za swoimi uprzedzeniami pyta co chwila „ale o co Wam chodzi, o co pytacie?”. I tak w kółko. Oczywiście najczęściej broni się przed zmianami w jej departamencie bo być może są niemożliwe i na jaw wyjdzie, że to stworzyła wcześniej to mega-nieelastyczna pomyłka.

Wszyscy w zespole po kilku spotkaniach zaczynają być sfrustrowani i oczekują ode mnie, że huknę w stół. Kiedy huknięcie następuje Skarbnica się obraża. Idzie na L4, odrabia urlop, albo siedzi całe dnie z wyłączoną komórką u kolegi w pokoju (nie można jej znaleźć) i ma wszystkich gdzieś. Na statusy projektu przychodzi zarząd i cedzi coś, że coś trzeba zrobić. Wszyscy wiedzą w czym problem, ale nikt nie odważy się wymienić imienia i nazwiska.

Teraz Skarbnicę trzeba przeprosić aby wróciła do prac. Jeśli się to udaje to zacznie testować co wiesz o jej działce. „No skoro mamy coś u nas zmieniać to chyba jako pm musisz wiedzieć co i jak?” (a skądże?!). Wtedy ponowna seria moich pytań typu – „co musimy u Was zmienić aby wdrożyć produkt X? Inne departamenty już odpowiedziały i zrobiły projekty zmian”. Wtedy Skarbnica dostaje palpitacji oraz napadu lęku. Projekt ponownie jest kończony w atmosferze mordobicia i oskarżeń. Kiedy po roku następuje koniec przedsięwzięcia to produkt jest już niepotrzebny i Skarbnica może powiedzieć „A nie mówiłem/am!”.

Dlaczego o tym piszę i co to ma wspólnego ze startupami. To firma i to firma. Podobne patologie zdarzają się wszędzie. Jeśli traficie w swoim biznesie na zbunkrowaną Skarbnicę to zwalniajcie od razu. Stare porzekadło się sprawdzi – „nie ma ludzi niezastąpionych”. Nastąpi odwilż i poczucie, że wszystko da się zrobić. Skończą się skurcze żołądka i wróci uśmiech na u ludzi spotkaniach.

Warto się dzielić wiedzą. Naprawdę. Wierzę w zasadę wzajemności i jak dotychczas się nie zawiodłem. Włącznie z pomysłami na startup. Trochę komiczne jest zjawisko gdzie ludzie pytają na forum „Mam pomysł. Jak go sprzedać i nie stracić praw?”. Do tego warto uczyć się jak uczyć innych. Jeśli ktoś nie potrafi przekazywać wiedzy lub robi to w sposób mało efektywny to jego notowania spadają, np. z pozycji pracodawcy. Ale jeśli są chęci to już dużo. W „korpo” strach, że ktoś mnie wygryzie jak się podzielę wiedzą, to pytanie czy będę szczurem czy człowiekiem. Każdy odpowiada sam.

Pozdrawiam moje byłe Skarbnice! Teraz męczcie innych :)

Zakneblowana buźka z myopera.com oraz Dilbert autorstwa Scotta Adamsa

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co
Maciej Oleksy