16

Sezon ogórkowy atakuje – „chcieli sprawdzić, jak się zabija w realu”

Sądziłem, że skoro akurat przed wakacjami media dostały taki wdzięczny temat jak afera podsłuchowa, to obejdzie się bez zapychaczy w postaci tłuczenia po raz kolejny o negatywnym wpływie gier wideo na psychikę młodych ludzi. Myliłem się, bo Wyborcza wczoraj wieczorem udostępniła „reportaż” zatytułowany „Chcieli sprawdzić, jak się zabija w realu”. Autor przytacza historię dwójki nastolatków […]

Sądziłem, że skoro akurat przed wakacjami media dostały taki wdzięczny temat jak afera podsłuchowa, to obejdzie się bez zapychaczy w postaci tłuczenia po raz kolejny o negatywnym wpływie gier wideo na psychikę młodych ludzi. Myliłem się, bo Wyborcza wczoraj wieczorem udostępniła „reportaż” zatytułowany „Chcieli sprawdzić, jak się zabija w realu”.

Autor przytacza historię dwójki nastolatków i historii, która wydarzyła się w Radomiu. Chłopak i dziewczyna postanowili zabić staruszkę, a złapani, tłumaczyli, że zabijali w grach komputerowych i chcieli „sprawdzić, jak to jest naprawdę”. Nieco na boczny tor schodzi fakt, że 17-latek opowiadał barwnie o swoich kontaktach z przestępcami i przechwalał się w sposób właściwy młodzieży maniakalno-zakompleksionej.

O co chodzi z tymi grami wideo? Dlaczego dziennikarze tak chętnie pastwią się nad tym właśnie sposobem spędzania wolnego czasu?

Prawdopodobnie wielu z Was zadziwię, ale tym razem… będę bronił dziennikarza. Bo to człowiek, jak każdy inny. Nie znam go, aczkolwiek rozumiem, że jak każdy z nas pozwala sobie na pewne skróty myślowe. Może być osobą starszej daty. Możliwe, że doszedł do pewnych wniosków, albo zwyczajnie o grach słyszał tyle, co wyczytał właśnie w podobnych artykułach. Ale wiecie co? To nie jedyny czynnik. Na samym wierzchu mojego zrozumienia dla twórcy oryginalnego tekstu, leży zaakceptowanie faktu, że gry wideo faktycznie wywołują negatywne emocje. Wywołują również emocje pozytywne. Dzięki swojej właściwości potrafią na nas wpłynąć bardziej, niż jakiekolwiek inne media – niesie to swoje zalety i wady.

Spójrzmy jednak na sprawę szerzej.

Negatywne emocje wywołuje też Facebook, albo dowolne inne portale społecznościowe. To wylęgarnia stalkerów i świetny grunt dla wyrośnięcia wszelkiego rodzaju socjopatii. Zły wpływ na człowieka ma też szeroki dostęp do pornografii, co jest poparte badaniami: masturbacja przed komputerem utrudnia nam tworzenie prawdziwych związków i tworzy nierealny obraz kontaktów intymnych. Zapewne można by znaleźć liczby wskazujące na to, że słuchanie hip-hopu statystycznie zwiększa szanse na wylądowanie w więzieniu. Istota tkwi tylko po części w tym, że ten rodzaj muzyki jest kierowany dla środowisk z dolnych warstw społeczeństwa (w znacznej mierze) – nie powiecie mi, że słuchanie takiej „Firmy” nie zrobi patologicznemu nastolatkowi w głowie jeszcze większego bajzlu, niż dostał w spadku po rodzicach.

Jednak nie do tego należy dążyć, żeby odcinać ludzi od bodźców negatywnych, a żeby potrafili sami się im oprzeć. Źródłem problemu nie jest fakt istnienia brutalnych, wzbudzających agresję gier, portali społecznościowych, technologii mobilnych (obwinianych za brak ruchu wśród młodzieży), pornografii czy innych „nowinek” społecznych. Źródłem jest złe wychowanie, brak uwagi, wreszcie czasami zwyczajnie nie ma winnych – socjopaci, psychopaci po prostu czasami się rodzą i takimi pozostają. Nie wszyscy mogą być idealnymi rodzicami, ale jeżeli już kogoś obwiniać, to nie „czynniki zewnętrzne”, a właśnie opiekunów.

„Świat realny z wirtualnym już dawno im się pomieszał” – taką wypowiedź Włodzimierza Wolskiego z radomskiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej i Towarzystwa Przyjaciół Dzieci przytacza się w artykule Wyborczej. Nie ma pan racji panie Włodzimierzu, albo w tekst wkradł się chochlik. „Świat realny z wirtualnym już dawno się pomieszał” powinno brzmieć to zdanie. I to jest fakt, ale zupełnie nie związany z tematem. Gry komputerowe są wytworem kultury, tudzież przemysłu rozrywkowego i mogą przedstawiać co tylko dusza zapragnie. Były i będą inspiracją, a nawet przyczynkiem dla wielu potwornych zachowań, podobnie jak książki czy filmy. Podnoszenie ręki na którekolwiek z nich tylko i wyłącznie z uwagi na chęć zablokowania możliwości dostarczania bodźców ludziom na nie podatnym stanowić będzie niebezpieczny precedens.

Na koniec ciekawostka: po premierze „Cierpień młodego Wertera” przez Europę przetoczyła się fala samobójstw, popełnianych przez młodzież, pragnącą się upodobnić do głównego bohatera powieści. Zastanawia mnie czy po tych wydarzeniach przez kontynent przetoczyła się kampania anty-książkowa.