samsung galaxy note 5wygląd smartfona od Samsunga z rysikiem
125

Nigdy nie kupię smartfona za ponad 3000 złotych

Ceny smartfonów rosną z roku na rok. Mimo że różnice z generacji na generacji maleją, to jednak producenci uznali, że kwota, jaką są w stanie wydać ludzie stale wzrasta, więc bez większych wyrzutów, ku radości księgowych, podnoszą je. Jedni są zdania, że kupowanie flagowców za kilka tysięcy jest świetnym pomysłem. Drudzy natomiast wręcz potępiają takie zachowanie i nie rozumieją sensu bawienia się w kosztowne modele. Czy coś jednak przemawia właśnie za tymi najdroższymi konstrukcjami?

Genialny gadżet

Elektronika użytkowa to nie tylko praktyczne narzędzie do przeglądania sieci, bycia w kontakcie z innymi czy łatwiejszej pracy z dala od biura. To również swojego rodzaju zabawka. Z tego względu tak wiele osób jest zainteresowanych wymianą raz do roku lub nawet częściej swojego telefonu na nowy. Doskonale to rozumiem. Sam należę do takich osób, jednak nauczyłem się, że częste zmiany nie oznaczają odczuwalnej różnicy. Zresztą mam łatwiej. Jako że testuję wiele smartfonów, nie czuję szczególnej potrzeby wymiany swojego poczciwego Samsunga Galaxy Note 5 na nic nowszego, choć czasami wewnętrznie pojawiają się myśli, dotyczące zakupu jego następcy. Jednak kiedy popatrzę na cenę Note’a 8, od razu przechodzą. Za swój smartfon dałem niewiele ponad 2900 złotych niedługo po jego wejściu do sprzedaży. Tymczasem kolejny notes wiąże się ze znacznie większym wydatkiem.

Moim zdaniem przekroczenie bariery 3000 złotych trudno zaakceptować. Wiadome, że zastosowana technologia pochodzi z najwyższej półki, opracowanie wszystkich rozwiązań wymagało ogromu czasu oraz pieniędzy, a do tego trzeba doliczyć koszty promocji i transportu, jednak pewne kwoty trudno uznać za rozsądne. Szczególnie że teraz producenci uznali, że czas zacząć doliczać stawki za prestiż. To trochę jak w przypadku samochodów klasy premium – różnica względem mniej ekskluzywnych aut jest, ale czy warta dopłaty?

Flagowe możliwości

Teoretycznie high-end wiąże się z wachlarzem ogromnych możliwości, wielu funkcji i „rewolucyjnych” dodatków, których użyje się jedynie w celu sprawdzenia. Obecnie można śmiało powiedzieć, że modele z segmentu 1500 – 2000 złotych dojrzały na tyle, że mogą śmiało rywalizować z flagowcami. Jasne, że pod względem wydajności, wyświetlacza czy aparatów będą od nich gorsze, ale większość użytkowników i tak nie zauważy diametralnej różnicy. Jeżeli ktoś szuka szybkiego modelu z aktualizacjami, warto zainteresować się linią Android One. Nawet osoby chcące telefonu ze świetnym aparatem znajdą tu coś dla siebie.

W tym wszystkim nie sposób zapomnieć o chińskich firmach. Xiaomi, Honor, Oppo, OnePlus – to tylko kilka przykładów producentów specjalizujących się w przystępnych cenowo flagowcach. Udowadniają one, że w przypadku niektórych urządzeń, cena wynika właśnie nie tylko z samej specyfikacji.

Gdzie te zmiany?

W dodatku progres w smartfonach spada. Można uznać, że segment się ustabilizował i dopiero za sprawą ekranów o bardziej panoramicznych proporcjach czy podwójnych aparatach zaczęło się coś dziać ciekawszego. Kiedyś odczuwałem potrzebę zmiany. Przejście z dwurdzeniowych na czterordzeniowe procesory robiło wrażenie, podobnie jak aparaty z optyczną stabilizacją obrazu, jaśniejszymi obiektywami czy dodatkowymi trybami. Szczególnie przy używaniu jednego telefonu przez dwa lata i wymianie go na nowszy dało się to zauważyć. Teraz ten postęp jest mniejszy w przypadku flagowców. W niskiej i średniej półce akurat wiele się zmieniło na lepsze i firmy zadbały również o swoje tańsze modele.

W cenie laptopa

Na koniec została kwestia tego, ile rzeczy można mieć w cenie najdroższych smartfonów. Dysponując kwotą czterech, pięciu tysięcy złotych da się nabyć porządnego laptopa lub hybrydę, złożyć naprawdę komputer stacjonarny, kupić konsolę do gier z telewizorem czy wysokiej klasy kamerę 4K. Możliwości jest ogrom. Teoretycznie te wszystkie role może przejąć właśnie smartfon. Tylko pojawia się tu jedno, zasadnicze pytanie: czy rzeczywiście jedno urządzenie może zastąpić kilka? W pewnym stopniu tak, sam to zdołałem sprawdzić, ale mimo wszystko nie w pełni.

Producenci starają się rozwijać tą wielozadaniowość telefonów. Oferują specjalne docki, które pozwalają zamienić smartfon w komputer, dają do dyspozycji tryb pracy w dwóch oknach, aparaty z naprawdę imponującymi możliwościami, tylko wszystkie łączy jedno – mierny czas pracy przy dużym obciążeniu.

Smartfonowy szał

Obecnie mamy modę na smartfony. Jednak szybko nie minie, wystarczy spojrzeć na statystyki sprzedaży – najdroższe Samsungi, iPhone’y czy Huawei to znakomite konstrukcje, choć pełnię ich możliwości nie wykorzysta spore grono ich użytkowników. W końcu płaci się nie tylko za funkcjonalność, ale również wsparcie, prestiż, ładny wygląd oraz liczne dodatki. Bez tego, straciłyby wiele ze swojej wartości. Mnie jednak przeszedł szał na zakup topowego modelu – czasami odczekanie kilku miesięcy, aż cena się unormuje ma znacznie więcej sensu.

Ile Ty jesteś w stanie wydać na zakup nowego urządzenia mobilnego?