Świat

Rozwinięty smartfon to nie wszystko - przydać może się serce do dzwonienia

MS
Maciej Sikorski
4

Na koniec dnia coś luźniejszego, motyw, który można postawić w opozycji do futurystycznych wizji Microsoftu (wcielanych już w życie) czy wyścigu zbrojeń obserwowanego od dłuższego czasu w segmencie elektroniki użytkowej, m.in. na rynku mobilnym. Mowa o telefonie Heart 401AB - prosta zabawka w kształ...

Na koniec dnia coś luźniejszego, motyw, który można postawić w opozycji do futurystycznych wizji Microsoftu (wcielanych już w życie) czy wyścigu zbrojeń obserwowanego od dłuższego czasu w segmencie elektroniki użytkowej, m.in. na rynku mobilnym. Mowa o telefonie Heart 401AB - prosta zabawka w kształcie serca. Skąd? Pewnie wielu z Was już się domyśla.

Tak, sprzęt pochodzi z Japonii, będzie tam oferowany przez jednego z operatorów, zapewne nigdy nie opuści Kraju Kwitnącej Wiśni. Przynajmniej nie na większą skalę. Chociaż z drugiej strony... Przyznam, że zacząłem się zastanawiać nad tym gadżetem, nad jego prostotą, bo to ona jest tu elementem kluczowym. W czasach, gdy telefon, a niedlugo też zegarek będą naszpikowane elektroniką, zapewnią mnóstwo funkcji, wyeliminują wiele produktów i staną się wszechstronnym asystentem, w człowieku może się pojawić potrzeba oderwania od tego świata nowych technologii, uproszczenia, przynajmniej na chwilę, niektórych czynności.

W założeniu nie jest to produkt, który miałby zastąpić smartfon. To nie stanowi alternatywy nawet dla zwykłego telefonu: ekran poniżej jednego cala, rozdzielczości 128x36 pikseli, nie ma dostępu do Sieci, nie ma nawet opcji pisania SMS. Jest ograniczona książka telefoniczna, którą można uzupełnić kontaktami ze smartfonu oraz bateria wytrzymująca dwie godziny rozmowy. Na tym koniec. Prosta zabawka do prowadzenia rozmowy telefonicznej. W kształcie serca, ale można zamienić w coś wygodniejszego na czas rozmowy. Lekkie (54 g) i w miarę poręczne. Świetnie sprawdzi się w torebce, gdy ktoś wybiera się na kolację czy imprezę - wystarczy, by potem wezwać taksówkę. Spełnia przy tym funkcje ozdoby. Dla nas może trochę dziwnej, ale w Japonii chyba atrakcyjnej wizualnie. Przynajmniej w przypadku pań. Wygląd jest tu jednak kwestią drugorzędną, bo można stworzyć kilkadziesiąt innych wzorów, znajdą się i takie, które w Europie miałyby szansę osiągnąć przyzwoity wynik sprzedaży.

Elektronika coraz częściej będzie się mieszać z modą, ten mariaż nie oznacza, że w ruch pójdą tylko drogie kamienie, złoto i skóra krokodyla - wykorzystane zostaną także proste materiały. Tak dzieje się i teraz z biżuterią oraz wszelkimi ozdobnikami. Powstaną zarówno rozwinięte technologicznie, wyróżniające się wyglądem produkty, jak i proste gadżety rodem z chińskiego targu. Na wszystko znajdą się pewnie kupcy. Obok doniesień na temat złotego smartwatcha z brylantami i masą funkcji pojawią się informacje o serduszkach do dzwonienia. Albo ogórkach czy myszach - liczę na inwencję twórców.

Zakładam, że ludzie będą to kupować. Właśnie jako dodatki do głównego sprzętu. Teraz inwestują w pokrowce czy futerały, potem zaczną też w takie proste telefony. A wpłyną na to m.in. zmęczenie sprzętem przeładowanym funkcjami oraz potrzeba szybkich zmian, do jakich zachęca teraz rynek. No i marketingowcy - trzeba będzie szukać nowych źródeł zysku, a to wspomniane może być jednym z nich.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

japoniatelefon