Google

Różnica pomiędzy Apple Watch a Pixel Watch? Wewnątrz jest kolosalna

Krzysztof Rojek
53

Pixel Watch nazywany jest odpowiedzią świata Androida na Apple Watch. Cóż, w środku na to nie wygląda.

Jeżeli chodzi o gadżety elektroniczne, większość z nas posiada dziś nie tylko smartfon, ale też i bardzo często smartwatch, słuchawki, tablet i wiele innych elementów, chociażby w kwestii wyposażenia smart home. Dlatego też producenci elektroniki konkurują na wielu różnych polach, tworząc własne ekosystemy produktowe. Jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej. Najmłodszym graczem na tym polu jest Google, które dopiero co wypuściło swój smartzegarek - Pixel Watch. Naturalnie, jako firma która zarządza rozwojem systemu Android, oczekuje się od Google by Pixel Watch ze swoim WatchOS był rywalem dla Apple Watcha, ponieważ podobnie jak firma z Cupertino, Google ma tu pełną kontrolę nad hardwarem i softwarem.

Opinie o tym, jak to wychodzi Google są mieszane. Użytkownicy szczególnie mocno zwracają uwagę chociażby na baterię, która dla wielu jest po prostu niewystarczająca i nie jest w stanie wytrzymać pełnych 24 godzin bez podładowywania w normalnym użytkowaniu. Kiedy iFixit otworzyło nowy zegarek od Google, okazało się, że różnic pomiędzy nim, a Apple Watchem, jest więcej.

Google Pixel to w środku wygląda jak tania, chińska podróbka

Wszyscy wiemy, jak dużą wagę Apple przykłada do tego, by urządzenia firmy ładnie wyglądały wewnątrz. Nawet jeżeli takie urządzenia jak Apple Watch tworzone są jako jednorazówki, których nie da się naprawić, wciąż otwierając je mamy pewność, że design w środku został przemyślany. Czegoś takiego nie można powiedzieć o Google Pixelu, ponieważ kiedy iFixit otworzyło swój model, zastali widok, którego z pewnością nie spodziewalibyście się po zegarku premium.

Oczywiście, standardowy użytkownik raczej nigdy nie będzie zaglądał do wnętrza smartwatcha, ale jeżeli nawet zespół, który otworzył dziesiątki podobnych urządzeń zwraca uwagę na takie rzeczy jak wykonanie elementów wewnątrz (a wciąż mówimy o urządzeniu z górnej półki, to zdecydowanie coś tu jest nie tak. Co więcej, byłoby to jeszcze w miarę zrozumiałe, gdyby Pixel bronił się byciem łatwym w naprawie, a tymczasem - jest odwrotnie. Urządzenie składa się z dziesiątek kompontentów które nie są dobrze oznaczone i wzajemnie zachodzą na siebie, więc samodzielna naprawa jest bardzo trudna, a Google podjęło też niezrozumiałą decyzję, by, aby odłączyć ekran, konieczne było usunięcie baterii, która z kolei jest oczywiście mocno przyklejona. Co więcej, części komponentów, jak korona, nie da się wymienić w ogóle.

Nie mówię, że od teraz wszyscy producenci mają zwracać uwagę na to, jak ich urządzenia wyglądają wewnątrz, ale w momencie, w którym firma sugeruje, że zależy jej na ekologii (a tak robi Google), to tworzenie gadżetów łatwych w naprawie i serwisowaniu jest podstawą w uznaniu, że tak faktycznie jest.

 

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu