6

Relacja z CeBIT 2011 i krytycznie o naszym stoisku

Autorem relacji jest Paweł Montwiłł – był redaktorem naczelnym magazynu Inkluz, obecnie prowadzi sharingmatters.com Miałem przyjemność być dwa dni na tegorocznych targach CeBIT w Hannoverze. Jak zwykle targe te fascynują swoim rozmachem – blisko 20 ogromnych hal targowych wypełnione po brzegi wystawcami. Zadbane trawniki pomiędzy halami, wspaniełe miejsce konferencyjne czy autobusy kursujące we wszystkie strony […]

Autorem relacji jest Paweł Montwiłł – był redaktorem naczelnym magazynu Inkluz, obecnie prowadzi sharingmatters.com

Miałem przyjemność być dwa dni na tegorocznych targach CeBIT w Hannoverze. Jak zwykle targe te fascynują swoim rozmachem – blisko 20 ogromnych hal targowych wypełnione po brzegi wystawcami. Zadbane trawniki pomiędzy halami, wspaniełe miejsce konferencyjne czy autobusy kursujące we wszystkie strony tylko dodawały uroku całej imprezie.

Niemcy jako naród dobrze zorganizowany świetnie zadbali o dojazd na targi. Dla przykładu oba kierunki wybranych autostrad skierowano tylko w stronę targów dzięki czemu można było poczuć się jak w Anglii. Znalezienie miejsca parkingowego było prostsze niż nie jeden taki manewr pod lokalnym hipermarketem. Ot „Ordnung muss sein”.

Na terenie targów znajduje się też ogromna knajpa „Munchener Halle”, którą opłaca się otwierać tylko dwa razy w roku – właśnie podczas CeBITu oraz podczas targów maszyn budowlanych. Na oko liczy ponad sto stolików i gwarantuje niepowtarzalny niemiecki klimat biesiadowy przy litrowych kuflach piwa i golonce rodem z Octoberfest.

Work and Life with the Cloud, temat przewodni targów

Stałym elementem targów była chmura (cloud computing) – wręcz należało kilkukrotnie wymienić to magiczne słowo klucz by pokazać, że się jest na czasie – czy to podczas prezenacji wszelkiej maści, konferencji czy na materiałach reklamowych. Rozwiązania idą w stronę chmury i nikt nie chce być posądzony, że nie należy do grona „green IT”, którzy są w stanie zapewnić klientowi swój najnowszy projekt w płynącym po informatycznym niebie obłoku.

Drugim nieodłącznym elementem były iPady – nosili je w modnych futerałach odwiedzający targi, prezenterzy na stanowiskach czy wreszcie osoby mające prelekcje bądź keynote’y. I tu znowu, aby być w czołówce trzeba było pokazać jak to nowa aplikacja internetowa czy nawet systemy CRM stawiane chociażby na, mocno nie lubianym przeze mnie, Lotusie mają swoją wersję na iPada, gdzie za pomocą zwinnych „touch’owań” można dokonywać istnych cudów. Mi osobiście do gustu przypadł bardzo „case” na iPada z wbudowaną klawiaturą na Bluetooth, która w prosty sposób pozwala wykorzystywać tablet jak laptopa.



Jak mawiano w Ulicy Sezamkowej, sponsorem tegorocznego CeBITu był iPad i chmura, a najlepiej – iPad w Chmurze (There is something in the Air!).

Intel postawił na graczy

Najbardziej spektakularna hala należała do Intela, który sprawił prawdziwy raj graczom wszelkiej maści. Ogromna przestrzeń dla widowni pozwalała śledzić zmagania turniejowe graczy w innej części hali, którzy na setkach komputerów zmagali się w Starcrafta II czy CounterStrike’a. Dla przeciętnych zjadaczy chleba dostępne były liczne stanowiska z Colinem DIRT 2 czy Guitar Hero, który mi bardzo przypadł do gustu. Po raz pierwszy miałem możliwość zagrać w ten sposób „Welcome to the Jungle” Guns’n’Roses. Polecam!

Brakowało jednak wielkich show jakie miałem możliwość zaobserwować kilka lat temu, gdzie szczególnie aktywne byli producenci telefonów komórkowych jak chociażby Sony Ericsson, który swego czasu na CeBICie bardzo rzucał się w oczy.

Stanowisko Nintendo Wii nie zachwycało w przeciwieństwie do standów z Nintendo 3DS czy Playstation 3 Move.

Polska na CeBIT

Z polskich firm najbardziej imponujące stoisko miał Comarch jeśli zaś chodzi o polskie oficjalne stanowisko to wystawiało się Ministerstwo Gospodarki wraz z wybranymi województwami w pięknych czerowno-białych barwach. Serwowano krówki ciągutki a dla  bardziej wnikliwych, którzy zajrzeli do środka były smaczne przekąski w barze.

Niby z zewnątrz wszystko jak należy, ale bliższe spojrzenie odsłania szereg niedociągnięć i to dość istotnych. Stoisko było na stosunkowo dużej przestrzeni mimo tego sprawiało wrażenie nieprzemyślanego – wszędzie były stoliki i właściwie nic poza tym.

Wiele było zakątków zaś główna salka do prezentacji była zbyt mała i gdzieś wciśnięta w całość, trudna do znalezienia i ledwo widoczna dla większości przechodzących. Doprowadziło to m.in. do sytuacji, że na prezentacjach poszczególnych firm albo nie było nikogo albo przychodziło 1-2 osoby i trzeba było robić sztuczny tłum.

Projekt stoiska

Tego problemu nie mieli przedstawiciele Ukrainy, których większą część stoiska stanowiła sala do prezentacji, która przyciągała licznych słuchaczy.

Niedociągnięcia koncepcyjne i ciągoty do design’u z lat 90-tych widać było też w zerach i jedynkach widocznych na ekspozycji oraz miejscami fatalnie dobranych czcionkach. Sytuacji nie polepszała kiepsko zaprojektowana ulotka.




Szkoda, że tak wyszło bo szereg ludzi tam obecnych z ramienia naszego ministerstwa sprawiała wrażenie zaangażowanych… Brakowało interakcji i nie było zbyt wiele do zaoferowania… oprócz krówek ciągutek, które schodziły na pieńku. Piszę to bo mam nadzieję, że w tej sferze zostanie podjęta dyskusja i kolejny rok naszej obecności na CeBIT będzie dużo lepiej wykorzystany. Może są osoby, które mogą podzielić się dużo lepszym doświadczeniem w tej sferze.

Konferencje

Konferencje na CeBICie zapowiadały się naprawdę ciekawie ze względu na wiele znamienitych firm, jak Dell, Yahoo czy Kaspersky. Dobór tematów i prezenterzy, którzy się na nich pojawili pokazał, że CeBITowi daleko do globalnej konferencji, na którą się kreują.

Co mi się podobało na konferencjach było to, że ludzie na widowni pisali na Twitterze swoje odczucia dotyczące prezentacji bądź też pytania do prelegentów, które pojawiały się na dużym ekranie na sali i mogły być wykorzystane przez prowadzących. Dodatkowo konferencje były na żywo streamingowane do sieci. Pełne wykorzystanie dostępnej technologii!

koniec części I