the crew 2
9

Prawie tak dobre, jak Forza Horizon. Recenzja The Crew 2

Pierwsza część The Crew przypadła mi do gustu, ale nie miałem wobec debiutującego w 2014 roku tytułu zbyt dużych oczekiwań. Mówiąc szczerze wobec dwójki również nie miałem i choć o grze idealnej nie ma mowy, to kontynuacja wyszła lepiej niż pierwowzór.

W życiu liczą się tylko lajki

Kompletnie nie wiem po co w The Crew 2 znalazł się jakikolwiek wątek fabularny, równie dobrze moglibyśmy po prostu dostać ten duży otwarty świat, ponad 200 różnego rodzaju pojazdów i jeździć, latać oraz pływać.




Już seria Forza Horizon podchodziła do niej po macoszemu, tu zdecydowano się na wkurzające scenki przerywnikowe i bezsensowne komentarze mówiące o tym, jak ważna jest w naszym fachu liczba fanów. Serio. Zdobywamy ich zaliczając kolejne wyścigi czy robiąc naszymi pojazdami sztuczki. Robimy bowiem z siebie gwiazdę sieci, której przygody chcą śledzić kolejni obserwujący. Dla mnie bez sensu, ale może znajdzie się wśród Was jakaś niespełniona gwiazda social media, której zdobywanie fanów będzie sprawiać przyjemność.

Jeździj, lataj, pływaj

W The Crew 2 otrzymacie dostęp do kilku rodzajów sportowej aktywności. Pojeździcie szybkimi autami po ulicach miast, wyjedziecie specjalnymi pojazdami (w tym motocyklami) na bezdroża, zdobędziecie niebo wykonując ewolucje za sterami samolotów i poślizgacie się szybkimi motorówkami po wodzie. Sporo, szczególnie na początku gdy tak naprawdę dostęp do wszystkich tych aktywności jest prosty. Co więcej, kiedy już odblokujecie każdą z nic (a zajmie to moment i wymaga jedynie zaliczenia samouczkowych wyścigów) między poszczególnym pojazdami przełączycie się w locie – podobnie jak między postaciami w Grand Theft Auto V. Fajna spraw, szczególnie dla osób lubiących zwiedzać wirtualne światy.

The Crew 2

Bilet do USA

A jest co zwiedzać, choć oczywiście nie ma co liczyć na odwzorowanie Stanów 1:1. Klimat i ogólny feeling Las Vegas dało się przenieść do gry, podobnie jak dużą część kultowych dla tego miasta budowli, natomiast nie znalazłem na przykład wielu miejscówek, które odwiedziłem w prawdziwym LV. No cóż, rozumiem, choć trochę szkoda. Odległości między poszczególnymi miastami też są oczywiście odpowiednio zeskalowane, trudno byłoby oczekiwać, że w obrębie jednej gry będziemy pokonywać tak duże odległości. Jeśli chodzi o miasta, pojeździcie we wspomnianym wyżej Las Vegas, ale również Los Angeles, Nowym Yorku czy Miami. Pojeździcie swobodnie, ale również na z góry określonych trasach wyznaczonych na miejskich uliczkach. O świecie żyjącym na poziomie GTA nie ma nawet co marzyć i ewidentnie widać, że mieszkańcy to tylko ozdoba by ulice nie świeciły tak bardzo pustkami. Ale zarówno swobodnie jak i w wyścigach jeździ się naprawdę przyjemnie – choć najprzyjemniej jednak po bezdrożach lub samodzielnie pokonując trasy pomiędzy poszczególnymi miastami.

Podobało mi się latanie samolotem, choć początki nie były łatwe. Aby zdobywać punkty należy bowiem wykonywać ewolucje, a system nie jest zbyt łaskawy i chociażby krzywo wykonana świeca nie zostanie zaliczona. Podobnie lot koszący, który nie był przez grę łapany nad konarami drzew – było to o tyle irytujące, że czasem po prostu nie było w okolicy obszaru, na którym znalazłaby się tafla wody czy bezdroża.

Najmniej frajdy miałem z motorówek, jakoś nie przemówiły do mnie wyskocznie i fale, dodatkowo zwiedzanie świata za sterami takich pojazdów nie ma w The Crew 2 większego sensu.

Zaskoczył mnie natomiast poziom trudności – niestety negatywnie. Ale to nie jest tak, że The Crew 2 potrafi być za trudne. Były wyścigi, w których mimo bezbłędnej jazdy nie byłem w stanie dorównać konsolowym przeciwnikom, choć jechaliśmy bardzo podobnymi pojazdami. Ale już za drugim czy trzecim podejściem, jadąc praktycznie identycznie, kończyłem w pierwszej trójce. To irytuje, szczególnie na początku kiedy dopiero uczymy się systemu jazdy. Ten nie jest na szczęście tak dziwny jak w darmowym prologu, nie ma tak wielu skoków nad budynkami i bezsensownych ewolucji. Powiedziałbym raczej, że The Crew 2 stara się nawet co jakiś czas być choć odrobinę realistyczne.










Wizualnie nie będzie w świecie gier rewolucji, ale jest ładniej niż w części pierwszej. Grałem na PlayStation 4 i PlayStation 4 Pro – gra działała płynnie, nie zauważyłem jakichś większych problemów z animacją. Co innego ciągle pojawiające się animowane ekrany ładowania – za długo, za dużo. Generalnie wpisują się w cały „fabularny” koncept gry, choć jeśli ten do Was nie przemówi (jak do mnie), to będą jedynie wkurzać. Wszystko chce tu być super cool, jazzy i funky. Na szczęście animacje się kończą, wsiadamy za stery wybranego pojazdu i zwiedzamy USA – warto dla tych widoków trochę pocierpieć. Bo niektóre krajobrazy są naprawdę śliczne, nawet daje się poczuć rozmach i przestrzeń tego specyficznego, choć potrafiącego oczarować kraju. I za to dla Ivory Tower słowa uznania.

Wedykt

The Crew 2 jest lepsze, ładniejsze i bardziej dopracowane niż część pierwsza, jednak do serii Forza Horizon wciąż sporo brakuje. Sygnowana logo Ubisoftu produkcja Ivory Tower to jednak wciągająca piaskownica, której warto dać szansę – szczególnie, że z każdą kolejną godziną spędzoną na drogach i bezdrożach wirtualnego USA jest coraz lepiej. Niektórzy mówią, że to taki Far Cry, ale bez strzelania za to z pojazdami – i po części rozumiem to podejście. Świat The Crew 2 bardzo fajnie się zwiedza i choć gra ma błędy, model jazdy nie jest idealny, a fabuły mogłoby tak naprawdę nie być, to lubiłem zasiadać w kokpitach różnych pojazdów i po prostu jeździć. Tytułu gry 2018 roku na pewno nie zdobędzie, ale niejednemu fanowi sportów motorowych zapewni kilkadziesiąt godzin fajnej rozrywki.

Ocena 7/10