9

Recenzja Stranger Things 3 – jedni będą zachwyceni, inni mogą się wynudzić. Ale wszyscy będą oglądać

Po dłuższej przerwie wracamy do Hawkins i stajemy oczy w oczy z Dziwnymi Rzeczami. Głowna ekipa nam dorosła, poznajemy nowych bohaterów, nadal rządzą lata 80. i wciąż chłoniemy ten specyficzny, lepki klimat, który nie pozwala oderwać się od ekranu. Czy po spadku formy w 2. sezonie, nowe Stranger Things 3 powraca w pełni blasku?

Czym zachwycił nas Stranger Things? Serial okazał się strzałem w dziesiątkę, bo polegając na sentymencie, nostalgii i ciekawości widzów ukazał wszystko co najbardziej intrygujące i charakterystyczne w gatunku sci-fi oraz okresie lat 80. Powtórzono to w drugim sezonie, gdzie wyraźne można było poczuć delikatne zmęczenie materiału – Stranger Things 2 ukazało się w około rok od debiutu i choć trudno było sobie odmówić seansu każdego kolejnego odcinka, to o takim zachwycie, jak przy premierze mowy być nie mogło, głównie z powodu mało świeżej historii. Oprawa audiowizualna okazała się jednak wystarczającym wabikiem, by produkcja utrzymała tak wysoki poziom zaintersowania i oczekiwania wobec 3. sezonu były i są ogromne. Czy udało się je spełnić?

Fani Stranger Things będą zadowoleni. Tę historię naprawdę warto poznać

Stranger Things 3 to nadal Stranger Things – nie liczcie na wielkie niespodzianki

Stranger Things

Możemy sobie napisać wprost: debiutanckiej serii nie przebije już żaden kolejny sezon. Te można jednak ze sobą porównywać i wybierać ulubione, dlatego uważam, że kwestia wskazania lepszego sezonu wybierając pomiędzy drugim i trzecim, będzie niezwykle indywidualną sprawą. Stranger Things 3 to nadal Stranger Things. Wszystkie chwyty, które działały do tej pory, są obecne i tutaj. Czasem nieco przyćmione, innym razem mocno podkreślone. Bywa nawet, że aż do przesady. Takie jest zdecydowanie otwarcie 3. sezonu, w którym pierwszy odcinek to silna ekspozycja głównych bohaterów, przypomnienie ich miejsca w tym świecie i ponowne nakreślenie charakterystycznych cech. Są też nowe sytuacje, w których nasi bohaterowie muszą się odnaleźć i czasem to naprawdę intryguje i bawi, a czasem irytuje. Szczególnie, że aspekt humorystyczny serialu jest na tym etapie jednym z jego kluczowych elementów, co mi trochę przeszkadza, bo wcześniejsze delikatne dawki humoru potrafiły zachować odpowiedni balans, a tutaj czuję się, jakbym oglądał istną komedię.



To, co nie zawodzi, to oczywiście relacje i chemia pomiędzy głównymi postaciami, a także aktorami. Widać wyraźnie, że dobrze bawią się przed kamerami, a to tylko służy produkcji. Nie zawodzą też stroje, cała charakteryzacja, ścieżka dźwiękowa upakowana hitami z lat 80., a także historyczne tło, nadające wszystkim wydarzeniom nowe znaczenie. Kameralnemu charakterowi wydarzeń z niewielkiego Hawkins należy pomachać na do widzenia, bo gdy nasi chłopcy biorą się za szpiegowanie Związku Radzieckiego…

Seans mija szybko i przyjemnie, aż ma się ochotę na więcej

Stranger Things

Fani Stranger Things oraz ci, którzy po prostu polubili ten serial, będą świetnie bawić się przy 3. sezonie. Co do tego nie mam żadnej wątpliwości. Twórcy, czyli bracia Duffer dowieźli świetny materiał, który raczy oczy i uszy na każdym kroku, nie pozwalając nam się w ogóle nudzić. Odcinki mijają jeden za drugim niczym podzielony na kilka części naprawdę długi film. Czy jest tu odrobina świeżości? Owszem, odrobinę jej tutaj znajdziemy, ale daleko tu do postawienia wszystkiego na głowie i obawiam się, że scenarzyści nigdy tego nie zrobią, obawiając się, że to zrazi widzów, którzy odwrócą się od serialu. Cóż, sami ich do tego przyzwyczajają, utrzymując status quo tak długo. O końcówce Gry o tron można napisać wiele, ale na każdym etapie można było o tym serialu napisać, że potrafi zaskoczyć. Czy Stranger Things zaskakuje? A może nawet nie powinien, bo wcale nie na tym polega jego rola? Chciałbym, żeby mimo wszystko odwagi braciom Duffer nie zabrakło, a skoro w drodze są kolejne serie, to czasu na solidne zamieszaniem życiem w Hawkins nie zabraknie.

Stranger Things sezon 2 – recenzja. Bawiłem się świetnie, ale…

P.S. Użyte kawałki to jedno, a napisania przez Kyle’a Dixona i Michaela Steina muzyka to drugie – kompozycje ponownie nadają Stranger Things świetnego klimatu i niektórych z nich można słuchać bez końca jak zatytułowane Soldiers i Descent into the Rift utwory z drugiego sezonu.