Z wypiekami na twarzy śledziłem historię Terran w Wings of Liberty. Przeżywałem ogromne rozczarowanie po tym, co stało się z Kerrigan w Hearst of the Swarm. Najbardziej jednak czekałem na historię moich ulubionych Protossów. I doczekałem się. Zamknięcie trylogii StarCrafta II jest dokładnie takie, jakie być powinno – epickie, przesiąknięte patosem i widowiskowe. StarCraft to tak […]

Z wypiekami na twarzy śledziłem historię Terran w Wings of Liberty. Przeżywałem ogromne rozczarowanie po tym, co stało się z Kerrigan w Hearst of the Swarm. Najbardziej jednak czekałem na historię moich ulubionych Protossów. I doczekałem się. Zamknięcie trylogii StarCrafta II jest dokładnie takie, jakie być powinno – epickie, przesiąknięte patosem i widowiskowe.

StarCraft to tak naprawdę dwa światy. Jeden to kampania, w której można się zakochać. Zapoczątkowana w pierwszej części gry historia konfliktu Terran, Zergów i Protossów może nie rzucała na kolana, ale wciągała i przykuwała do monitora na wiele dni. Jej rozwinięcie w Wings of Liberty spodobało mi się tak mocno, że grę przechodziłem dwukrotnie. Kampania dla pojedynczego gracza zawsze była dla mnie tutaj najważniejsza.

Ale jest też drugi świat – e-sportowy. StarCraft II to bardzo ważny element każdej imprezy tego typu. Finały na tegorocznym Intel Extreme Masters przyciągnęły ogromną liczbę graczy. Tutaj gra się zupełnie inaczej, co mnie osobiście zawsze odpychało. Jak zatem się pewnie domyślacie, nie jestem graczem, który w multiplayerze SCII spędził setki godzin. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jest to ważny (a może wręcz najważniejszy) element tej produkcji.

En taro Artanis!

Decyzja o rozbiciu StarCrafta II na trzy epizody, moim zdaniem, okazała się ostatecznie strzałem w dziesiątkę. Początkowo można było zarzucać Blizzardowi, że kieruje się wyłącznie chęcią zarobku. Ostatecznie jednak firma udowodniła, że jest w stanie wypełnić po brzegi treścią każdą z tych trzech odsłon, a przy okazji dość mocno odświeżyć tryb wieloosobowy.

legacy of the void recenzja (1)

Skupmy się jednak na kampanii. Jak sugerują nazwa i okładka, tym razem poznajemy historię Protossów. Mroczny bóg Amon, z którym toczyliśmy już walki w poprzednich kampaniach tym razem staje się głównym antagonistą. Cała historia skupia się zatem na wątku hybryd będących połączeniem Zergów i Protossów oraz zagładzie, jaką sprowadzą na świat. Początkowo przechodzimy prolog, w którym towarzyszymy Zeratulowi odkrywającemu mroczne plany naszego przeciwnika. Natomiast w pierwszych misjach głównej kampanii protoscy wojownicy uderzają na ojczystą planetę Aiur by odbić ją z rąk Zergów. Jak łatwo się domyślić, nie będzie to wcale takie proste. W miarę rozwoju wydarzeń naszym głównym bohaterem staje się hierarcha Artanis i towarzyszy nam do samego końca. Po zakończeniu kampanii Protossów rozegramy jeszcze epilog wszystkich ras, co daje nam w sumie 22 satysfakcjonujące misje.

legacy of the void recenzja (2)

Rozgrywka nie różni się od poprzednich części. Tym razem podróżujemy po galaktyce na pokładzie potężnego statku Włócznia Aduna, gdzie między poszczególnymi misjami ulepszamy nasze wojska i prowadzimy rozmowy z bohaterami pobocznymi. Statek odgrywa jednak też pewną rolę na polu bitwy, gdzie może przyzywać pylony lub jednostki, a nawet bombardować pozycje wroga. Sami decydujemy o kolejności rozgrywania map – czasem mamy ich do dyspozycji dwie, a czasem nawet trzy. Całości towarzyszą widowiskowe przerywniki filmowe, z których Blizzard jest znany.

legacy of the void recenzja (4)

Fabuła trzyma poziom, choć miejscami jest nieco infantylna, a w niektórych momentach wręcz naiwna. Ogółem jednak wciąga i angażuje gracza, serwując kilka niespodzianek i zwrotów akcji, a to najważniejsze. Poszczególne misje nie są jakoś szczególnie wymagające. Szczególnie na początku przechodzenie ich na normalnym poziomie trudności nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku. Z czasem zmienia się to tylko odrobinę. Prawdziwe szkolenie bojowe czeka nas zatem w trybie wieloosobowym. Cele stawiane przed nami są dość zróżnicowane, ale nie spodziewajmy się rewolucji. Najczęściej sprowadzają się one do zniszczenia kogoś lub czegoś lub przebicia się przez zastępy wrogów do określonego punktu. I tak jest jednak lepiej niż w nieco rozczarowującym pod tym względem Heart of Swarm. Każda misja to również cele dodatkowe oraz osiągnięcia, za które odblokowujemy m.in. nowe awatary.

Nowości w trybie wieloosobowym

Legacy of the Void jest również pewnym powiewem świeżości dla trybu multiplayer, gdzie zmieniono to i owo. Przede wszystkim lekko zmodyfikowano start. Gracze otrzymują teraz większą liczbę robotników, a surowce wokół pierwszej bazy są ograniczone. To wymusza szybszą ekspansję. Nie zabrakło też nowych jednostek. Terranie otrzymali szybkie i strzelające w trakcie ruchu Cyclone’y oraz ciężkie statki Libertador. Do Zergów wróciły Lurkery (Taak!!!) oraz powstałe przez mutację Karakanów Ravagery. Protossi dostali atakujące obszarowo Disruptory, a także atakujących na dystans piechurów – adeptów. Nowe formacje są dobrze zbalansowane, a jakby tego mało twórcy zadbali o to, by zmodyfikować również inne oddziały poszczególnych nacji. Ostateczny efekt wydaje się zadowalający, ale jak już wspomniałem – nie jestem hardkorowym graczem, jeśli chodzi o multiplayer w StarCrafcie.

legacy of the void recenzja (3)

Nowy StarCraft wprowadza również dwa dodatkowe tryby gry. Największą nowością jest prawdopodobnie Tryb Archonta, w którym dwóch graczy obejmuje kontrolę nad jedną armią. Zabawa nie jest raczej przeznaczona dla osób, które się zupełnie nie znają. Wymagana jest bowiem tutaj ścisła współpraca z partnerem i nieustanna komunikacja.

Druga z nowości to Sprzymierzeni Dowódcy, w którym rozgrywka również opiera się na kooperacji. Gracze jednak wybierają tutaj nie tyle frakcje co bohaterów (każda rasa ma dwóch), a to daje im dostęp do innych umiejętności oraz jednostek. Następnie muszą wykonywać różnego rodzaju misje polegające na eliminacji celów czy obronie bazy. W zamian otrzymują doświadczenie, które pozwala im awansować postaci i zdobywać nowe umiejętności.

To już jest koniec…

StarCraft II pewnie jeszcze długo będzie jedną z czołowych gier na turniejach e-sportowych. Blizzard nie zostawia swoich marek, więc będzie regularnie dostarczał aktualizacje i nowe treści. Mnie najbardziej cieszy, że wprowadzone w Legacy of the Void tryby wieloosobowe doskonale nadają się dla takich osób jak ja – zaprawionych w single’u i początkujących w multi. Dzięki Sprzymierzonym Dowódcom trochę na nowo odkryłem tryb wieloosobowy w StarCrafcie. Blizzard obniżył próg wejścia, otwierając swoją grę na nowe osoby.

Wszystkie trzy gry składające się na StarCrafta II to wspaniała trylogia, w którą musi koniecznie zagrać każdy fan gatunku. Jeżeli niegdyś zagrywaliście się w serie C&C, Age of Empires czy jakiekolwiek inne RTS-y tutaj poczujecie się doskonale (zakładając, że specyficzny klimat s gatunku, jakim jest space opera Was nie odrzuci). Blizzard z klasą domknął całą historię, ale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Już wiosną zobaczymy pierwszą z wielu mini kampanii, które opowiedzą o dalszych losach wybranych postaci. Na pierwszy ogień ma iść agentka specjalna Terran – Nova.

Kup Legacy of the Void w Empik.com. Kliknij1