Rodzina aparatów NEX była bez wątpienia sukcesem Sony. Umiarkowana cena i dobra jakość zdjęć oferowały atrakcyjne połączenie. Użyłem określenia „była” bo Sony ujednolica nazewnictwo i zrezygnował z marki NEX na rzecz Alpha, która to nazwa dotyczy wszystkich sprzętów z wymienną optyką. Następcą NEX-6 i prawdopodobnie również NEX-7 jest model a6000. Z jednej strony nowy aparat […]

Rodzina aparatów NEX była bez wątpienia sukcesem Sony. Umiarkowana cena i dobra jakość zdjęć oferowały atrakcyjne połączenie. Użyłem określenia „była” bo Sony ujednolica nazewnictwo i zrezygnował z marki NEX na rzecz Alpha, która to nazwa dotyczy wszystkich sprzętów z wymienną optyką. Następcą NEX-6 i prawdopodobnie również NEX-7 jest model a6000. Z jednej strony nowy aparat zachował wygląd swoich poprzedników, z drugiej wprowadził kilka istotnych zmian. Nie przedłużając niepotrzebnie, zapraszam do recenzji Sony a6000.

Wygląd,budowa, obsługa – jak na NEXa przystało

Pod względem wyglądu i obsługi przypadku a6000 nie zmieniło się wiele. Zasadniczo kształt aparatu został poddany jedynie kosmetycznym zmianom w stosunku do NEX-6. Gabaryty i waga pozostały niemal identyczne. W praktyce oznacza to, że w torbie w której nie zmieszczę amatorskiej lustrzanki, mieści się a6000 i dodatkowy obiektyw do niej. To jedna z największych zalet bezlusterkowców – można je nosić przy sobie cały dzień i nie czuć z tego powodu żadnego dyskomfortu.

Ergonomia jest również podobna jak w poprzednim modelu, tym razem jest jednak więcej przycisków funkcyjnych. Obsługę aparatu można całkowicie przeprogramować pod swoje potrzeby, przypisując przyciskom inne funkcje i przeorganizowując podręczne menu. W tym miejscu należy wspomnieć, że aparat po pierwszym uruchomieniu stara się być tak przyjazny dla użytkownika, jak to tylko możliwe. Zmiana trybu na pokrętle wywołuje jego krótki opis na ekranie, a pod jednym z przycisków (dokładnie C2) można wywołać elektroniczną instrukcję, do przeczytania bezpośrednio z ekranu aparatu. Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zrobią bardziej zaawansowani użytkownicy, to wyłączenie tego typu pomocy i przypisanie klawiszowi C2 bardziej praktycznej funkcji. Należy jednak pamiętać, że wielu mniej obeznanym użytkownikom aparatu, taka pomoc może się przydać, zwłaszcza na wyjazdach, gdy nie ma instrukcji pod ręką.

Co do ergonomii, na obudowie aparatu znajdują się dwa pokrętła, oba obsługiwane kciukiem. Podobnie jak u poprzednika, zabrakło pokrętła obsługiwanego palcem wskazującym czy pokrętła korekty ekspozycji, które można znaleźć w wyższych modelach aparatów. Trochę szkoda, ale nie jest to coś, co psułoby wygodę fotografowania w normalnych warunkach.

W stosunku do NEX-6 wizjer ma mniejszą rozdzielczość, ale lepszą jakość optyczną. Nie miałem możliwości porównania jednego obok drugiego, ale zmiana nie była dla mnie wyraźnie odczuwalna. Ekran za to zmienił proporcje na 16:9, charakterystyczne dla trybu wideo. Nie sprawiało to większej różnicy. Moją uwagę zwróciło coś innego – ekran był znacznie mniej podatny na zbieranie odcisków palców, ale mam wrażenie, że przez to bardziej odbija światło. W efekcie podczas korzystania z niego w słoneczną pogodę, zwłaszcza gdy był odchylony prostopadle do korpusu, podczas ujęć „z biodra” i blisko ziemi, ekran był słabo czytelny. Być może na moją ocenę ma wpływ fakt, że wcześniejsze aparaty testowałem w bardziej zimową pogodę. Tak czy inaczej, po raz pierwszy zacząłem regularnie korzystać z wizjera, zamiast z ekranu, gdy robiłem zdjęcia w ostrym słońcu.






















Lampę błyskową można swobodnie odchylać do tyłu, w celu odbicia od sufitu, zachowana została gorąca stopka ze specjalnym interfejsem pomyślanym pod kątem akcesoriów dodatkowych, takich jak zewnętrzny mikrofon. Aparat w dalszym ciągu nie otrzymał gniazda mikrofonowego czy słuchawkowego, które znalazły się np. w RX10. Spowodowane jest to prawdopodobnie niewielkimi rozmiarami korpusu, którego wykonanie sprawia solidne wrażenie.

Obiektyw dostarczany w zestawie wiele się nie zmienił

Sony a6000 można nabyć albo w postaci samego korpusu, jeżeli posiadamy już zestaw obiektywów do mocowania typu E, wówczas cena wynosi 2695 złotych, w zestawie z obiektywem kitowym 16-50 mm w cenie 3315 złotych, lub w zestawie z dwoma obiektywami 16-50 mm i 55-210 mm w cenie 4349. Do testów trafił aparat w podstawowej, środkowej opcji.

Standardowy obiektyw 16-50 F/3.5-5.6 ma wysuwaną konstrukcję, co odrobinę wydłuża czas uruchomienia aparatu, ale znacząco zmniejsza jego gabaryty. Ogniskowa regulowana jest elektronicznie, w trybie domyślnym, na dwa sposoby – bocznym suwakiem, który zapewnia stałą, płynną szybkość działania, która jednocześnie nie jest bardzo wysoka, lub pierścieniem, wówczas prędkość regulacji jest w pełni zależna od prędkości obracania pierścieniem. Może być bardzo powolna lub wręcz błyskawiczna, przeskakując cały zakres w mniej niż sekundę. Takiej swobody regulacji zabrakło w RX10, dla którego taka szybkość jest nieosiągalna. Oczywiście w trybie manualnego ustawiania ostrości, pierścień przejmuje tę funkcję a jedynym sposobem regulacji ogniskowej pozostaje boczny suwak.

Co do jakości optycznej, reprezentuje ona poziom charakterystyczny dla obiektywów kitowych, czyli potrafi mocno winietować, gdy wyłączymy wszystkie automatyczne korekty, a ostrość w rogach nie powala. Nie znaczy to jednak, że nie warto posiadać tego obiektywu, bo zakres jego ogniskowych jest bardzo praktyczny. Pozbyć się go można mając na uwadze zastąpienie go innym, znacznie droższym i większym gabarytowo szkłem, ale to rozwiązanie dla entuzjastów z bardziej zasobnym portfelem. Co nie zmienia faktu, że dokupienie jakiejś jasnej stałki za niekoniecznie wysoką cenę jest mocno wskazane, aby móc w pełni wykorzystać potencjał aparatu.

Matryca – czy ktoś spodziewał się innej, niż bardzo dobrej jakości zdjęć?

Wszystko wskazuje na to, że Sony posiada obecnie jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze matryce na rynku. Nie będzie więc zaskoczeniem, że a6000 pod tym względem radzi sobie wyśmienicie. W stosunku do NEX-6 matryca uległa lekkiej poprawie, najwięcej zmieniło się pod kątem zmniejszenia szumów na wysokich czułościach ISO, co spowodowało skok w rankingu DXOmark z 78 na 82 punkty. Trochę zabawnie robi się, gdy zdamy sobie sprawę, że dokładnie tyle samo punktów zdobył Canon 1Dx, przeszło osiem i pół raza droższy, profesjonalny aparat Canona z pełną klatką, który owszem lepiej radzi sobie z szumami, ale gorzej wypada na wszystkich pozostałych parametrach.

Nie zrozumcie mnie źle, tych aparatów nie da się wprost porównać. Solidność wykonania, działanie jak i zestaw obiektywów powodują, że nikt rozsądny się z jedynki Canona nie przesiądzie na a6000, ale wciąż pokazuje to jak piekielnie dobre są matryce Sony. Połączenie dobrej matrycy wielkości APS-C z małym i lekkim korpusem jest bardzo atrakcyjne. Warto również podkreślić, że ilość szumu zmniejszyła się pomimo dość znacznego zwiększenia rozdzielczości z 16 do 24 megapikseli. Mam jednak wrażenie, że obiektyw kitowy nie pozwala w pełni rozwinąć skrzydeł matrycy. Oczywiście mam tu na myśli oglądanie zdjęć na 100% powiększeniu.

W praktyce oceniam ISO 6400 jako w pełni akceptowalne przy oglądaniu zdjęć na ekranie FullHD, ISO 12800 jest wciąż w porządku do wielu zastosowań, a ISO 25600 radze pozostawić na szczególne sytuacje, gdyż spadek jakości jest już bardzo wyraźny, nawet w stosunku do ISO 12800.

Autofokus – a6000 rozpoczyna nową erę bezlusterkowców

Najbardziej wyraźną zmianą w stosunku do NEX-6 i w zasadzie niemal każdego bezlusterkowca na rynku, jest autofokus nowej generacji, który posiada aż 179 punktów detekcji fazy i 25 punktów detekcji kontrastu, które pokrywają 92% kadru. Już NEX-6 bym pod względem ustawiania ostrości bardzo dobry, a oferował o połowę gorsze parametry. W efekcie a6000 potrafi zrobić 11 klatek na sekundę, cały czas śledząc ostrość w między czasie. Jak to wygląda w praktyce?

Różnicę czuć na każdym kroku, zwłaszcza jeżeli ktoś zwraca uwagę na ten parametr. Nawet w trybie pojedynczego zdjęcia aparat szybciej i pewniej radzi sobie z ustawieniem ostrości. Jest bardziej responsywny. Prawdziwą moc czuć jednak w momencie włączenia serii i śledzenia obiektu. Kiedy syn biegał po placu, goniąc gołębie, skręcając w różnych, nieprzewidywalnych kierunkach, aparat robił serię, w której niemal wszystkie poszczególne klatki były ostre. W serii 30 zdjęć w której syn biegnie wprost na aparat, 2 klatki były nieostre. Daje to 93% skuteczność dla szybko poruszającego się obiektu, przy zastosowaniu maksymalnie otwartej przysłony i obiektywu kitowego.

Gdyby nie było to jeszcze jasne, powiem wprost. Jeszcze parę lat temu taki poziom był nieosiągalny nawet dla półprofesjonalnych lustrzanek. Nawet dziś Sony a6000 oferuje pod tym względem zdecydowanie więcej niż amatorskie lustrzanki. Canon 70D robi 7 klatek na sekundę, 700D robi 5 klatek na sekundę. Oczywiście w zestawieniu z konkretnymi obiektywami lustrzanki wciąż się nieźle bronią, ale od czasu premiery a6000 minął okres, w którym bezlusterkowiec oznaczał zdecydowanie gorszy autofokus niż w przypadku pełnoprawnej lustrzanki. A gdy mówimy o korpusach porównywalnych cenowo, można zaryzykować stwierdzenie, że Sony a6000 oferuje po prostu więcej.

Jest jednak jeden dość mocno irytujący mnie problem – ustawianie punktu autofokusa w trybie pojedynczego zdjęcia. Ponieważ ekran aparatu nie jest dotykowy i nie ma dedykowanego joysticka służącego tylko temu, jak np. w wyższych modelach lustrzanek, szybkie przełączenie punktu ostrości jest praktycznie niewykonalne. Podczas gdy Panasonic rozwiązał to identycznie jak w smartfonach – dotknięcie ekranu powoduje ustawienie ramki ustawiania ostrości w tym właśnie miejscu, a cała operacja zajmuje ułamek sekundy. O ile zdecydowanie wolę obsługiwać aparat za pomocą przycisków i pokręteł, o tyle nie ma szybszego sposobu na ustawienie punktu ostrości, niż dotknięciem ekranu i tylko dla tej funkcji ekran mógłby być dotykowy. W efekcie korzystałem albo z punktu centralnego, albo z automatycznego śledzenia, nie przestawiając punktu ostrości w trybie pojedynczego zdjęcia niemal w ogóle.

Poprawione menu – tego mi było trzeba

Jedną z największych bolączek NEX-6 było dla mnie, jeśli nie tragiczne, to po prostu niedopracowane i pstrokate menu służące do obsługi aparatu. Duże kolorowe ikony i dziwaczna organizacja na długiej, przewijanej liście zabijały ergonomię. Ten problem został bezpowrotnie zażegany. Sony a6000 otrzymał system menu z aparatów Alpha i wyższych modeli RX1 czy RX10. Menu ma postać białych napisów na czarnym tle z pomarańczowym paskiem podświetlenia aktualnie wybranej opcji. Zostało podzielone na 6 logicznych segmentów, z czego większość z nich posiada 6 lub 7 podekranów, które można przełączać zamiast przewijać. Dzięki temu można zapamiętać, że opcja formatowania karty pamięci znajduje się na piątym ekranie ostatniej sekcji i przejść do niej dość szybko.

Liczba funkcji obejmuje praktycznie wszystko co może być w takim aparacie potrzebne, a czasem posiada funkcje, których próżno szukać w droższych aparatach innych firm. Nie mam się więc do czego przyczepić.

Filmowanie – poprawione względem poprzednika

Sony a6000 nie jest korpusem typowo do wideo, nie posiada gniazda słuchawkowego i mikrofonowego jak choćby Sony RX10 czy Panasonic GH3/GH4. Jedynym sposobem na podłączenie zewnętrznego mikrofonu jest skorzystanie z interfejsu w gorącej stopce i dedykowanych akcesoriów. Mimo to aparat potrafi zarejestrować materiał 1080p z 60 klatkami na sekundę o bardzo dobrej, jak na tego rodzaju sprzęt, jakości. Istotne jest, że aparat posiada takie udogodnienia jak zebra, focus peaking oraz obsługuje w pełni tryb manualnego filmowania, który daje pełną kontrolę nad parametrami ujęcia, dając kontrolę między innymi nad głębią ostrości.

Najistotniejszą nowością jest możliwość ustawienia szybkości działania automatycznego ustawiania ostrości w trzech zakresach, od wolniejszego niż standardowe, co zapewnia płynne przejścia podczas powolnej zmiany ujęcia, po zdecydowanie szybsze niż standardowe, co sprzyja utrzymaniu ostrości na obiekcie, który zbliża się wprost w kierunku aparatu. Jest to ciekawe rozwiązanie dla osób, które nie chcą ręcznie ustawiać ostrości, jednocześnie chciałby mieć większą kontrolę nad tym parametrem.

Funkcje znane z Sony oraz WiFi wreszcie z NFC

Jak w niemal każdym aparacie Sony, w a6000 znalazły się funkcje, które sa wygodne i praktyczne: automatyczne składanie panoramy o wysokiej rozdzielczości, inteligentne tryby automatyczne, które potrafią zrobić serię zdjęć o zmroku, żeby zredukować drganie aparatu oraz szumy, style kreatywne oraz style zdjęcia polegające np. na złożeniu czarno-białego ujęcia z trzech klatek, co poszerzy zakres tonalny. Chociaż po część tych funkcji nie sięgam w ogóle, to niektóre z nich używam całkiem często, z nie małą przyjemnością. Zdecydowanie nie chciałbym w zmian podejścia „jedynie czyste RAW i jpg”.

NEX-6 powstał w czasach sprzed NFC, a a6000 została uzupełniona o tą funkcjonalność. Możliwość przesłania jednego lub kilku zdjęć z aparatu prosto do telefonu, skąd zdjęcie można łatwo udostępnić, przesłać, czy nawet wyedytować, jest naprawdę wygodna i korzystam z niej względnie często. Nie korzystałem z bezprzewodowego przesyłania zdjęć to telewizora, która jest również możliwa, podobnie jak instalacja dodatkowych aplikacji, które umożliwiają dodanie nowych trybów fotografowania do tych już istniejących.

Bateria – w pełni satysfakcjonująca

Sony a6000 poprawiła także ten parametr w stosunku do NEX-6. Według norm liczba zdjęć na jednym ładowaniu wzrosła z 360 do 420. W praktyce oznacza to, że podczas wyjazdu turystycznego, a nie stricte fotograficznego, musiałoby minąć przynajmniej 3 – 4 dni, abym rozładował aparat, może nawet dłużej. Nawet podczas intensywnego fotografowania nie udało mi się rozładować aparatu więcej niż do połowy w ciągu jednego dnia. Jak na bezlusterkowca, który cały czas musi zasilać matrycę rejestrującą obraz oraz wyświetlacz bądź wizjer, to naprawdę niezły wynik. Jedyny lepszy, jaki przychodzi mi do głowy należy do Panasonic GH3/GH4, ale w tym aparacie zarówno korpus jak i bateria są znacznie większe.

Podsumowanie

Po serii aparatów NEX wiadomo było, że a6000 będzie aparatem udanym, jedyne pytanie brzmiało, jak bardzo udany i przełomowy będzie nowy model? Największe zmiany na lepsze dotyczą przede wszystkim znacznie poprawionego autofokusa, który radzi sobie nawet podczas serii 11 klatek na sekundę, oraz nowej, 24 megapikselowej matrycy.Poprawione zostało również menu aparatu. Wszystko razem powoduje, że nie widzę wyraźnych przewag amatorskich lustrzanek nad a6000, co jest istotnym osiągnięciem dla Sony. Nie bez znaczenia są zalety znane z poprzednich modeli, takie jak tryby automatyczne.

Jeśli natomiast miałbym wymienić co najbardziej mi przeszkadzało, to zdecydowanie brak dotykowego ekranu podczas ustawiania punktu ostrości oraz fakt, że ekran mocno odbijał światło. W drugiej kolejności, chętnie dołożyłbym jedno pokrętło i wyciągnął na nie korekcję ekspozycji. Miłym dodatkiem byłoby również standardowe gniazdo na mikrofon. Żaden z tych minusów nie dyskwalifikuje tego sprzętu, który łączy wysoką jakość w małym i lekkim opakowaniu, co w wielu przypadkach jest niezmiernie istotne. Ocena na górze artykułu wynosi 8, ale aparat zasługuje na mocne 8+. Jedna z najlepszych propozycji wśród bezlusterkowców nie przekraczających znacząco 3 tysięcy złotych.

*Zdjęcia z przysłoną poniżej 3.5 zostały wykonane obiektywem Zeiss Sonnar TE 24mm F/1.8 ZA, który nie jest częścią sprzedawanego zestawu.