Logitech G PRO Wireless unboxing
7

Recenzja Logitech G PRO Wireless. Ta mysz mnie zepsuła

Lubię pisać o myszach komputerowych. To właściwie najważniejsze urządzenie, które decyduje o ergonomii pracy i zabawy. Dotąd jednak żaden gryzoń mnie nie rozbestwił tak, jak zrobił to Logitech G PRO Wireless. A wygląda tak niepozornie...

Esport sprawił, że takie marki, jak SteelSeries, Roccat czy Razer znalazły się ostatnio na świeczniku. Nie znaczy to jednak, że stara gwardia oddaje im pola. Portfolio gamingowych produktów Logitecha (seria G) jest bardzo mocne, a co i rusz dołączają do niego wyjątkowe urządzenia. Bez wątpienia do takich można zaliczyć G PRO Wireless.

rhdr

Mysz jest efektem trwających przeszło 2 lata konsultacji z 50 profesjonalnymi graczami esportowymi. To szczególnie wymowne, biorąc pod uwagę, że w esporcie raczej krzywo się dotąd patrzyło na bezprzewodowe akcesoria. A tymczasem Logitech zapewnia, że to jedyna bezprzewodowa mysz, która oferuje wydajność zadowalającą esportowców. Brzmi obiecująco!

Skromna, niepozorna i mała…

Logitech G PRO Wireless jest zaskakująco mała i lekka. Gryzoń waży zaledwie 80 gramów. Jest to efekt zastosowania ścianek o grubości zaledwie 1 mm. Wnętrz stanowi natomiast szkielet endoskopowy. A przynajmniej tak deklaruje producent, bo nie dobierałem się do środka. Wszystko po to, by ruchy myszy odbywały się w sposób możliwie najbardziej płynny.

Warto podkreślić, że niewielka waga nie idzie w parze z negatywnymi odczuciami dotyczącymi jakości wykonania. Widać jak na dłoni, że produkt został niezwykle dopracowany. Nie ma mowy o trzeszczących plastikach czy poluzowanych elementach. Od samego początku daje się wyczuć, że obcujemy z produktem klasy premium (po raz pierwszy poczujemy to w sklepie, gdy przyjdzie nam za niego zapłacić…).

Kształt myszy jest całkowicie symetryczny. Po obu stronach ulokowano po dwa dodatkowe przyciski. Domyślnie z prawej mamy zaślepki, ale ich zdjęcie nie stanowi większego problemu – producent zastosował tutaj bowiem magnetyczne zaczepy. W pudełku mamy natomiast aż cztery dodatkowe guziczki w różnych kształtach. Możemy zatem dostosować mysz do naszych preferencji, niezależnie od tego czy jesteśmy prawo- czy leworęczni.

Posiadacze mniejszych dłoni pewnie z powodzeniem będą tutaj używali chwytu palm, kładąc całą powierzchnię ręki na myszy. Moje ręce sprawiają wrażenie, jakby przez pół życia były na stałe przytwierdzone do łopaty, a więc zawsze preferowałem większe myszy. Mój chwyt zatem zmienia się nieco w kierunku clawa, co jest dość naturalne biorąc pod uwagę, jak mała jest G PRO Wireless.

PPM i LPM mają wyraźny i dość głośny skok. Ich brzmienie jest niemal identyczne jak w używanej przeze mnie na co dzień MX Master 2S. Strzelam zatem, że zastosowano tutaj identyczne przełączniki. To Omron D2FC-F-K, które mają wytrzymać przynajmniej 50 mln kliknięć.

Rolka pomiędzy działa nieco ciężej niż w innych myszkach. Wyraźnie wyczuwalne są też zapadki. Wszystko to przekłada się na wyższą dokładność podczas np. przełączania broni lub umiejętności. Zastosowany w tutaj trzeci przycisk, podobnie jak w innych myszach, aktywuje domyślnie tryb swobodnego przewijania i otwiera strony w nowej karcie – możemy jednak mu przypisać dowolną inną akcję.

Tuż za podstawowymi przyciskami, na grzbiecie myszy, mamy trzy diody LED informujące o stanie baterii oraz aktualnie ustawionej czułości DPI (w pamięci myszy możemy zapisać maksymalnie cztery profile). Za nimi ulokowano podświetlane logo gamingowej serii Logitech G. Może ono świecić jednostajnym kolorem, oddychać lub mienić się w 16 mln barw z palety RGB. Możliwości konfiguracji nie są tutaj jakoś szczególnie imponujące – możemy właściwie zmienić jedynie jasność i szybkość efektu. Kto jednak potrzebuje więcej?

Na spodzie idealna symetria zostaje nieco zaburzona. Przycisk przełączania DPI (dziwna lokalizacja, przyznam, ale ma to sens – trudno wcisnąć go przypadkowo) i suwak włączania/wyłączania mają bowiem nieco inny kształt. Cała reszta pozostaje jednak w harmonii. Pomiędzy umieszczono sensor optyczny, o którym więcej za chwilę. Otoczono go ślizgaczem. Oprócz niego mamy tutaj jeszcze cztery inne – jeden większy na froncie i trzy mniejsze w tylnej części. Wszystkie wymienne.

I tu negatywne zaskoczenie – ślizgacze prawdopodobnie nie zostały wykonane z PTFE, gdyż tarcie wydaje się nieco zbyt wysokie. Testowałem mysz na podkładce Roccat Kanga, która uchodzi za gamingową, zatem wychodzi na to, że problem leży po stronie G PRO Wireless. Szkoda – w myszce tej klasy warto było zastosować najlepsze możliwe ślizgacze (pomijam już fakt, że w pudełku nie mamy zapasowych). Pozostaje mieć nadzieję, że powstaną solidne zamienniki.

W oczy rzuca się tutaj też duży kapsel. Wciskając go z jednej strony (tej z wgłębieniem) i podwadzając z drugiej uzyskamy dostęp do schowka maleńki na nadajnik USB do łączności bezprzewodowej. Nie ma przy tym obawy, że mechanizm ten się wyrobi, bo zastosowano tutaj złącza magnetyczne.

Co potrafi Logitech G PRO Wireless?

W G PRO Wireless zastosowanie znalazł optyczny sensor HERO 16K. To następca uznawanego za najlepszy czujnik na rynku PMW3366. Zwykły HERO został zaprezentowany przed rokiem i charakteryzował się czułością 12 000 DPI, podobną wydajnością, co wspomniany PixArt oraz aż dziesięciokrotnie wyższą efektywnością energetyczną. Tutaj Logitech idzie jeszcze o krok dalej, bo mamy do dyspozycji maksymalną czułość 12 000 DPI przy maksymalnej szybkości 400 IPS i przyśpieszeniu 40 Gs. Wszystko to dzięki zastosowaniu nowszej soczewki i zaktualizowanym algorytmie śledzenia bez przyśpieszenia, wygładzania, filtrowania czy innych niekorzystnych dla graczy dodatków.

rhdr

Można zaryzykować tutaj stwierdzenie, że Logitech przeszedł samego siebie i stworzył technologię jeszcze lepszą od najlepszej na rynku. Obawiam się jednak, że nie sposób tego sprawdzić. Już PMW3366 wypadał przecież fenomenalnie w testach. Jak zatem ocenić HERO 16K? No właśnie.

Standardowe testy nie wykazały występowania interpolacji, predykcji, smoothingu, akceleracji ani jiteringu. A przynajmniej ja nie widzę tutaj żadnych odchyleń od ideału (bierzcie poprawkę na to, że żaden ze mnie profesjonalny gracz, a więc i moje wymagania są mniejsze). Nawet przy agresywnych ruchach ten czujnik się nie gubi i doskonale utrzymuje swoje parametry. Lift of distance (LOD) to zaledwie 1 mm.

Sprawdzałem mysz zarówno z podłączonym kabelkiem jak i bez niego – wyniki nie różniły się. Logitech nazywa swoją technologię Lightspeed i zapewnia, że opóźnienia podczas transmisji bezprzewodowej nie przekraczają 1 ms. Nie zapominajmy jednak, że łączność działa w paśmie 2,4 GHz, a to teoretycznie może wiązać się z pewnymi zakłóceniami. W domu tego na pewno nie odczujemy, ale kto wie czy na turnieju, gdzie tysiące ludzi używa WiFi, a wokół stoi tona elektroniki będzie podobnie.

Przyznam szczerze, że nie zdawałem sobie dotąd sprawy, jak ogromną rolę odgrywa waga myszy podczas grania. Nie miałem tak lekkiego urządzenia, jak G PRO Wireless, a więc początkowo czułem się bardzo nieswojo. Jednak mimowolnie moje reakcje stały się minimalnie szybsze. Byłem wrażliwszy – każdy ruch był dla mnie równie naturalny, jakbym nie trzymał w dłoni absolutnie niczego. Nie ukrywam, że to dość niesamowite doświadczenie. A wszystko to bez żadnych plączących się kabli.

Zastosowana wewnątrz bateria 240 mAh. Przy aktywnym podświetleniu i odświeżaniu 1000 Hz powinna wystarczyć na ok. 50 godzin. Oczywiście, jeżeli wyłączycie RGB, zmniejszycie parametry to uzyskacie wynik nawet dwukrotnie wyższy, ale chyba nie po to kupuje się high-endową mysz, prawda? W każdym razie akumulator spisuje się znakomicie – przy intensywnym graniu będziecie ładować mysz raz na 2-3 tygodnie (chociaż dla każdego pewnie słowo „intensywne” oznacza co innego).

Mysz konfigurujemy za pomocą oprogramowania Logitech Gaming Software. Nie będę się nad nim specjalnie rozwodził, bo jest po prostu zwyczajne. Poszczególnym przyciskom możemy przypisać dowolne akcje lub stworzone samodzielnie makra. Precyzyjnie skonfigurujemy też DPI, określając maksymalnie 5 różnych poziomów czułości.

Do tego dochodzą wspomniane wcześniej ustawienia oświetlenia oraz prosty mechanizm zbierania statystyk, który tworzy termiczną mapę naciśnięć przycisków. Wszystko to zapiszemy w jednym z pięciu profilów, które oczywiście możemy również przechowywać w pamięci myszy.

Najlepsza mysz gamingowa na rynku?

Okazuje się, że można jeszcze stworzyć niesamowitą mysz dla graczy. Logitech G PRO Wireless nie sprawia takiego wrażenia – wygląda dość skromnie i niepozornie. Wystarczy jednak chwila, żeby się w niej zakochać.

Wszystko tutaj właściwie ociera się o ideał. Kształt zadowoli zdecydowaną większość graczy. Tworzywo, z którego wykonano obudowę jest fantastyczne i przyjemne w dotyku. Przyciski i rolka działają znakomicie, a magnetyczne zaczepy dla dodatkowych guzików to fenomenalna sprawa. Sensor jest praktycznie bezbłędny i precyzyjny do granic możliwości. Czułość podczas łączności bezprzewodowej nie różni się praktycznie od tej uzyskiwanej na kablu. Bateria – bije bezprzewodową konkurencję na głowę. No i ta waga – tej myszy praktycznie nie czuć w dłoni.

Trudno mi właściwie w to uwierzyć, ale rozpływam się nad myszą komputerową… I to też w sumie najgorsze, bo G PRO Wireless zepsuł mnie do tego stopnia, że każda inna mysz (włącznie z moją MX Master 2S, która przecież tania nie była) wydaje się ciężka i nieporęczna.

W tym segmencie Logitech praktycznie konkuruje sam ze sobą, bo podobną wydajność mogą uzyskać jedynie inne gryzonie z serii G wyposażone w technologię Lightspeed i sensory HERO. Żadna z nich nie jest jednak tak lekka!

Można kusić graczy 9-strefowymi podświetleniami, fikuśnymi obudowami z 17 przyciskami, dziesiątkami funkcji w oprogramowaniu itd. Można też po prostu stworzyć prostego gryzonia, który roznosi konkurencję czasem pracy, ergonomią i wydajnością.

I wszystko byłoby idealne, gdyby nie cena – ta mysz kosztuje 650 złotych. To naprawdę dużo, nawet jak na segment gamingowy. I właściwie to jedyna poważna wada Logitech G PRO Wireless.

Ocena: 9/10

Plusy:

+ Konstrukcja i design

+ Lekka jak piórko

+ Wymienne przyciski

+ Rewelacyjny sensor

+ Wydajna łączność bezprzewodowa bez opóźnień

+ Długi czas pracy na baterii

Minusy:

Cena