Lenovo chce wejść na rynek smartfonów i uszczknąć kawałek tego tortu dla siebie. Może to brzmieć trochę zabawnie pod koniec 2013 roku, kiedy cały tort został już podzielony, a weterani tacy jak Blackberry czy HTC maja problem z utrzymaniem się na rynku. Kiedy jednak weźmiemy do reki K900 od razu zrozumiemy, że Lenovo traktuje ten […]

Lenovo chce wejść na rynek smartfonów i uszczknąć kawałek tego tortu dla siebie. Może to brzmieć trochę zabawnie pod koniec 2013 roku, kiedy cały tort został już podzielony, a weterani tacy jak Blackberry czy HTC maja problem z utrzymaniem się na rynku. Kiedy jednak weźmiemy do reki K900 od razu zrozumiemy, że Lenovo traktuje ten plan całkiem serio i najwyraźniej ma możliwości, aby walkę o kawałek rynku podjąć. Przyjrzyjmy się K900 z bliska.

Wygląd, wykonanie

Tutaj Lenovo naprawdę zaskakuje, pozytywnie oczywiście. Od razu widać wysoką jakość wykonania, nie jest też nudno. Wszystkie elementy obudowy oprócz ekranu są wykonane z aluminiowych fragmentów. Nie jest to jednak wykonane z jednego kawała unibody, które jest eksploatowane na rynku od jakiegoś czasu. Obudowa składa się z dwóch elementów, czegoś na kształt klasycznej tylnej klapki, chociaż nie jest zdejmowana, przynajmniej nie przez użytkownika, oraz reszty obudowy, która obejmuje krawędzie urządzenia oraz górną i dolną część obudowy z tyłu urządzenia. Tego rodzaju design określiłbym mianem premium biznes, czyli jakość premium, która bardziej niż w innych telefonach kojarzy mi się biznesowo, jak np. Thinkpady. To bardzo ciekawa odmiana i tutaj Lenovo ma ode mnie dużego plusa.

Boczne ramki wokół wyświetlacza są bardzo wąskie, górna i dolna trochę szersze, ale w dolanej części znajdują się przyciski sensoryczne, które nie zajmują powierzchni wyświetlacza, a w górnej części jest oczywiście głośnik i przednia kamera. Dodatkowo telefon jest bardzo cieniutki – 6,9 mm. To zdecydowanie mniej niż Xperia Z i Z1 czy Note 3. Dzięki temu telefon, mimo swoich rozmiarów, stosunkowo łatwo nosić w kieszeni spodni, a w kieszeni marynarki czy koszuli go w ogóle nie czuć. Jak na swoją wielkość telefon wydaje się również bardzo lekki – 162 gramy.

Podsumowując, jest świeżo, jest oryginalnie i przede wszystkim lepiej, zwłaszcza pod kątem grubości, od większości konkurencji. Jedyny cieńszy telefon jaki kojarzę, to Sony Xperia Z Ultra o grubości 6,5 mm, jest to jednak jeszcze większy telefon, więc łatwiej rozmieścić w nim elementy.





















Ekran robi wrażenie

Ekran w przypadku K900 to druga najbardziej charakterystyczna cecha telefonu obok niewielkiej grubości i aluminiowej obudowy. Ma aż 5,5 cala, rozdzielczość Full HD i jak wspominałem wcześniej, klawisze obsługi systemu nie zajmują na nim miejsca, bo zostały umieszczone obok, na obudowie. Użytkownik ma więc pełno przestrzeni do dyspozycji. Warto również dodać, że jest to wysokiej jakości wyświetlacz IPS. Jest kontrastowy, a jego kolory są nasycone. Kąty widzenia może nie są najlepsze na rynku, ale zdecydowanie wystarczająco dobre. Mówiąc krótko, oglądanie obrazów, zarówno tych ruchomych jak i nieruchomych, jest na tym telefonie przyjemnością.

Chcę tutaj podkreślić, że wielkość ekranu naprawdę robi różnicę w użytkowaniu takiego urządzenia. Zarówno pod kątem ergonomii, o czym będę pisał w następnym akapicie, jak i pod względem komfortu konsumpcji treści. Na tej wielkości wyświetlaczu można dość komfortowo przeglądać nawet duży i skomplikowany dokument Excela i nie pogubić się, czy bez powiększania czytać dokument Word – wystarczy jedna strona na pełny ekran. Mniejsze wyświetlacze, bez względu na pozostałe parametry, nie dają takiego komfortu. Sam od kiedy zacząłem używać telefonu 5 calowego przestałem odczuwać potrzebę posiadania tabletu 7 calowego, który nosiłem czasem przy sobie. Od tej pory interesują mnie tylko 10 calowe urządzenia, które spełniają rolę bardziej kanapową niż mobilną. W przypadku ekranu 5,5 calowego to odczucie jest jeszcze mocniejsze. Na dużym ekranie można znacznie więcej. Zdarza mi się w domu, na telefonie oglądać YouTube, co nie zdarzało mi się wcześniej.

Z ergonomią jest problem

Z ergonomia jest pewien problem, ale to nie jest tak, jak pewnie część z czytelników sobie pomyśli – taka patelnia nie może być wygodna. Na co dzień używam 5 calową Xperię Z1 i po przesiadce na Lenovo nagle zauważyłem, że mimo gimnastyki nie mogę obsługiwać telefonu jedną ręką, chociaż robiłem to wcześniej. Czyżby pół cala spowodowało aż taką różnicę? Czy to możliwe, że 5 cali obsługuję w miarę wygodnie, a 5,5 nie mogę w ogóle obsłużyć jedną ręką? Jak zacząłem się nad tym głębiej zastanawiać okazało się, że nie tyle chodzi o rozmiar, co o rozmieszczenie przycisków i funkcji.

Najlepszy przykład dotyczy wybudzania telefonu. Przycisk zasilania który do tego służy znajduje się na samej góry wyjątkowo wysokiej obudowy. Nawet w sporo niższej Z1 guzik spełniający tą samą funkcję znajduje się niemalże w połowie wysokości telefonu. Być może nie byłby to aż taki problem, w końcu mogę łapać telefon od góry, a nie od dołu, ale dodatkowo ekranu nie da się odblokować przesuwając palcem gdziekolwiek, służą ku temu specjalne ikony… umieszczone u dołu ekranu. Zatem odblokowanie ekranu trzymając telefon w jednym ręku jest niemal całkowicie niemożliwe, a na pewno bardzo niewygodne. Wystarczyło umieścić przycisk zasilania niżej i umożliwić odblokowanie ekranu gdziekolwiek, a byłoby znacznie lepiej.

Można ten problem częściowo obejść. Można włączyć wybudzanie telefonu dwukrotnym puknięciem (chodzi o wstrząs nie o dotyk), co eliminuje konieczność sięgania do przycisku zasilania. Wciąż jednak ciężko pukać w telefon trzymając go w jednym ręku, chyba, że pukniemy telefonem np. w biurko. Widać więc wyraźnie, że nie rozmiar stanowi tu główną przeszkodę, lecz nie do końca przemyślany design i software. Skoro producent decyduje się zrobić duży telefon, powinien zrobić wszystko, aby zniwelować ewentualne trudności w jego obsłudze. Oczywiście, jeśli ktoś jest przyzwyczajony do obsługi telefonu dwoma rękoma, to nie będzie odczuwał żadnego dyskomfortu jako, że noszenie takiego telefonu przy sobie nie odbieram jako problematyczne, nawet podczas jazdy na rowerze. Tutaj na pewno wygoda dużego ekranu wygrywa ze wszelkimi drobnymi problemami.

Oprogramowanie – ciekawa nakładka, ale brakuje języka polskiego

Tak naprawdę oprogramowanie traktuję trochę obok głównej oceny. Powód jest taki, że telefon jeszcze nie jest przygotowany na rynek naszego kraju. Nie ma możliwości ustawienia polskiego języka w interfejsie. Sama konieczność obsługiwania telefonu po angielsku nie stanowi jeszcze większego problemu, ale jak wiadomo, jeżeli język nie jest w pełni obsługiwany będzie się to wiązało z rozmaitymi trudnościami przy posługiwaniu się językiem polskim w rożnych częściach systemu. Co prawda mogłem ustawić w opcjach polską klawiaturę czystego Androida, ale z autokorektą miałem już problem. Nie udało mi się jej uruchomić, by działała w naszym ojczystym języku. Być może da się to jakoś obejść, ale nie w tym rzecz. Wiadomo, że telefon w takim stanie nie może trafić na nasz rynek, więc nie ma sensu go pod tym kątem oceniać. Jeśli Lenovo go wprowadzi, zapewne zadba o spolszczenie systemu i wówczas będzie można zastanawiać się jakiej jest ono jakości. Na razie zostawmy to jako cechę poza konkurencją.

Sam system występuje w wersji 4.2.1 czyli dalekiej od najnowszej. Z resztą to i tak dopiero po aktualizacji zaraz po uruchomieniu urządzenia. Podstawowe pytanie brzmi, kiedy możemy spodziewać się kolejnych aktualizacji. Jeśli szybko, to nie ma problemu, jeśli nie, to będzie to poważny minus. Na razie nie znam odpowiedzi na to pytanie.

Ciekawa jest natomiast nakładka systemowa. Jest to własne rozwiązanie Lenovo i muszę przyznać, że przypadło mi do gustu. Podobają mi się ikony w opcjach, które składają się jedynie z czarnych linii na białym tle, podobnie jak same litery. Menu opcji zostało przeorganizowane. Pierwszy ekran to najczęstsze opcje, takie WiFi, Bluetooth, zmiana tapety czy motywu. Umożliwia nieskomplikowany dostęp do tego, do czego sięga się najczęściej. Drugi ekran to specjalne funkcje prowadzone przez Lenovo, takie jak wspomniane budzenie telefonu przez dwukrotne stuknięcie, wygaszanie przez potrząśnięcie, możliwość wybudzania klawiszami regulującymi głośność, automatyczne zwiększenie głośności dzwonka gdy schowamy telefon do kieszeni, czy ściszenie go gdy weźmiemy telefon do ręki.

Można też w łatwo w jednym miejscu ustawić, które aplikacje mogą przesyłać nam powiadomienia czy wybudzać system z uśpienia – bardzo brakowało mi tego w innych telefonach. Ostatni, trzeci ekran opcji to po prostu wszystkie ustawienia znane z Androida. Bardzo podoba mi się również interfejs aparatu fotograficznego.

Aparat jest po prostu bardzo dobry

Chyba w całym telefonie najbardziej zaskoczył mnie aparat fotograficzny. Wiedziałem od początku, że ma dość wysoką rozdzielczość 13 megapikseli, ale nie spodziewałem się, że będzie robił takie dobre zdjęcia. Nawet żona zaglądająca mi przez ramię, podczas przeglądania fotek zapytała ze zdziwieniem, czy to zdjęcia z tego telefonu. Ja przyzwyczaiłem się, że gdy telefon ma dobry aparat producent robi z niego główny punkt sprzedażowy jak w Nokii 1020, podczas gdy tutaj dobry aparat zaskoczył mnie jakby przy okazji i od niechcenia.

Zdjęcia mają bardzo miłe dla oka nasycone kolory, które jednocześnie nie są nienaturalne. Zdjęcia, jak na telefon, są zadziwiająco mało zaszumione i posiadają naprawdę dużo szczegółów. Są po prostu zaskakująco dobrej jakości pod każdym względem. Dodatkowo aparat posiada doświetlenie składające się z aż dwóch diod, które mogą spełniać również rolę zaskakująco mocno świecącej latarki.

Jakby tego było mało, obsługa aparatu jest po prostu bardzo przyjemna. Interfejs jest minimalistyczny w swoim projekcie, ale dostarcza bardzo dużo informacji, jak w aparacie fotograficznym – możemy mieć cały czas podgląd na najważniejsze funkcje, jakie jest ustawione ISO, balans bieli, program, tryb flesza czy wyzwalanie zdjęć za pomocą dotyku. Autofocus może nie jest najszybszy, za to gdy już się ustawi, możemy mieć pewność, ze zrobił to dobrze, albo, że definitywnie mu się to nie udało, bo np. jesteśmy za blisko fotografowanego obiektu. Szczerze mówiąc wolę taki układ, niż gdy ostrość jest ustawiana jak najszybciej, ale nigdy nie można być pewnym efektu, dopóki nie podejrzy się zdjęcia finalnego.

Mówiąc krótko, robienie zdjęć za pomocą K900 to prawdziwa przyjemność i sądzę, że ten aparat mógłby powalczyć z najlepszymi propozycjami na rynku. Nawet jeżeli nie ma najwyższej rozdzielczości, zyskuje na innym polu, chociażby samej jakości. Jest naprawdę bardzo udany.

Procesor i płynność działania

Lenovo działa na procesorze Intel Atom Z2580, który posiada dwa rdzenie taktowane zegarem 2 GHz oraz układ graficzny PowerVR SGX544, całość wspomagana przez 2 GB RAM. Jest to dość mocna obliczeniowo propozycja, nie najszybsza na rynku, ale zdecydowanie bliższa czołówki niż środka stawki. Tak naprawdę ciężko porównywać bezpośrednio procesor Intela z Procesorami ARM. W Antutu procesor zdobył mniej więcej tyle punktów co Xperia Z, czyli był na poziomie S4 Pro, i był szybszy od Galaxy S3. Nie jestem natomiast pewien czy benchmark tego rodzaju nadaje się do porównywania procesorów x86 z ARM. Dość powiedzieć, że w trakcie używania wszystkie czynności wymagające dużej mocy obliczeniowej były wykonywane szybko i sprawnie, jak przeglądanie zdjęć w wysokiej rozdzielczości oraz oglądanie filmów we wszystkich możliwych formatach w rozdzielczości 1080p, nie wyłączając MKV, który był obsługiwany akurat bez dźwięku. Ciężko więc przyczepić się do samego procesora.

Trzeba jednak nadmienić, że dość mocno grzeje się górna część obudowy, co z pewnością ma wiele wspólnego z lepszym przewodnictwem cieplnym metalowej obudowy, w stosunku do plastiku. Ciepło ulokowane jest w górnej części i praktycznie nie dochodzi do miejsca w którym normalnie trzymamy telefon. Gdy jednak sprawdzimy jak mocno się nagrzał, czuć wyraźnie, że procesor nie próżnował. Dodatkowo w systemie zdarzają się losowe przycięcia, niezbyt uciążliwe i raczej niezbyt częste. Jestem niemal pewien, że nie ma to wiele wspólnego z mocą obliczeniową, a z dopracowaniem samego systemu przez Lenovo. Sądzę, że z czasem Lenovo jest w stanie dopracować swoją nakładkę i swoją wersję Androida.

Podsumowanie

Jak widać K900 ma zarówno wybitne cechy, takie jak wysoka jakość wykonania aluminiowej obudowy, bardzo nieduża grubość urządzenia, wysokiej jakości wyświetlacz czy rewelacyjny aparat, jak i elementy jeszcze wyraźnie niedopracowane, jak ergonomia przycisków czy dopracowanie samego systemu. Procesor plasuje się wśród wydajniejszych jednostek, chociaż do ścisłej czołówki sporo mu jeszcze brakuje, co dla Intela, który w telefonach stara się zaistnieć od niedawna, to i tak nie małe osiągnięcie. Na pewno nie ma tutaj powodów do narzekań. Osobiście zabrakło mi jeszcze możliwości rozszerzenia pamieć za pomocą karty micro SD, którą bardzo sobie cenię. Jednak 16 GB, z czego dla użytkownika dostępne jest niecałe 10 GB, to trochę mało jak na dzisiejsze standardy. Musze jednak przyznać, że jak na firmę, która dopiero zaczyna poważnie myśleć o rynku smartfonów, to Lenovo ma bardzo obiecujący start i potencjał do stworzenia telefonów mogących konkurować z flagowcami Samsunga, LG czy Sony.

Ocenę wystawiam trochę na zachętę, bowiem gdybym uwzględnił brak języka polskiego w systemie, musiałaby być jednak o dwa oczka niższa. To jednak spory dyskomfort dla polskiego użytkownika. Zdaje sobie jednak sprawę, że telefon nie jest jeszcze gotowy, aby oceniać go z perspektywy polskiego rynku.