3

Recenzja Godfall na PS5. No i mamy pierwsze rozczarowanie nowej generacji

Godfall
Mówi się, że PlayStation 5 stoi grami na wyłączność i sporo w tym prawdy. Nie każda jednak trzyma odpowiednio wysoki poziom, by się nią zachwycać. Świetny Spider-Man: Miles Morales to gra zdecydowanie warta Waszego czasu, Godfall (który notabene pozycjonował się swego czasu na pierwszą grę nowej generacji) już niekoniecznie.

Jaki jest przepis na dobrego slashera?

To bardzo trudne pytanie, na które nie znam konkretnej odpowiedzi. Z jednej strony bowiem uwielbiam dynamiczną, szaloną wręcz serię Devil May Cry, z drugiej zachwycałem się odnowionym God of War, w którego grało się zupełnie inaczej. Rewelacyjny był Astral Chain na Nintendo Switch – uwielbiam też serię Bayonetta, która najpierw zachwycała mnie na premierze, później w formie odświeżonego portu na Switcha. Tych kilka produkcji łączy tak samo dużo jak dzieli, ale wszystkie mogę wymienić w nocy o północy jednym tchem, pamięta nawet poszczególne fragmenty i czekam niecierpliwie na kolejne odsłony. Godfall natomiast zapomnę bardzo szybko, bo częściej się przy nim nudziłem niż świetnie bawiłem.

Slasher to moim zdaniem gra przygodowa, która oprócz kładzenia kolejnych przeciwników opowiada jakąś historię. Lepszą, gorszą, ale musi być na tyle wciągająca, by motywować gracza do wybijania kolejnych zastępów wrogów. Godfall ma historię i można ją było ciekawie poprowadzić – zamiast tego dostaliśmy fabułę z taniej, prostej kreskówki. Dwóch potężnych braci o mocach przypominających te boskie stanęło ze sobą w szranki. Jeden wygrał, drugi przegrał. Jeden chce zniszczyć świat, dugi musi go powstrzymać. Ot i cała opowieść, która nawet posypywana dodatkami jest prosta i naiwna od początku do końca. Niestety w połączeniu z drętwymi dialogami i niezbyt zapadającym w pamięć bohaterem (który dodatkowo ma głos jak lektor z banku głosów) sprawia, że zapomnicie o niej tak szybko, jak o nudnym serialu czy filmie.

To może projekt świata? Tu przyznaję – nie jest łatwo stworzyć coś nowego, zapadającego w pamięć. Czy uniwersum Godfall jest nowe? Tak. Czy kojarzy się z innymi grami i wieje trochę kiczem? Niestety też trochę tak – są zbroje, miecze, tarcze, wszystko mieni się promieniami światła. Są bazy, kolorowe kwiatki, ale brakuje gdzieś jednego spajającego wszystko (i sensownego) elementu, który krzyczałby do gracza – wracaj do mnie, eksploruj. Godfall jest mocno korytarzowy, ale nie zawsze prowadzi za rączkę. Czy raczej prowadzi jeśli będziecie śledzić zadania, daje jednak możliwość minimalnej eksploracji. Niestety przez swoje zamknięte drogi, tak naprawdę nie ma czego zwiedzać i jedyną motywacją może być zbieranie kolejnych broni (trochę takie lootowanie) oraz otwieranie skrzyń. Dla mnie to za mało.

Gears of War z mieczami

System walki budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jest bowiem nieco ciężki i bohater zdaje się poruszać podobnie jak herosi znani z Gears of War. Z drugiej strony walki są szybkie i dynamiczne, ale jednak jednopoziomowe bo…nasz bohater nie potrafi skakać. Żeby dostać się z platformy na platformę, potrzebny jest na przykład specjalny podświetlony element planszy zawieszony w powietrzu, by wojownik mógł się na nim podciągnąć. I to jeszcze pół biedy, traci na tym niestety sama walka i jej dynamika, która dzieje się cały czas blisko podłoża. Szkoda, bo mamy tu sporo fajnych, dodatkowych ataków, które odblokowujemy wraz ze wzrostem poziomu doświadczenia postaci. No i generalnie walczy się nieźle. Jest parowanie, jest blokowanie, może nie tak rozwinięte i potrzebne jak w Dark Souls, ale sprawia frajdę. Tylko obawiam się, że większość napotkanych przeciwników zapomnę bardzo szybko. Na szczęście trochę lepiej wypadają walki z bossami. Jeśli więc lubicie slashery, to system walki powinien przypaść Wam do gustu, o ile nie szukacie w nim akrobatyki. To jeden z mocniejszych elementów gry, który przypominał mi też nieco zapomniany już Ryse: Son of Rome, debiutujący wraz z Xbox One. Tyle tylko, że tam była i fabuła, i fajniejszy świat.

To nie jest brzydka gra, ale do pokazu mocy PlayStation 5 wciąż daleko

Wizualnie…no cóż. Z jednej strony bywa bardzo ładnie, ale mam wrażenie, że wiele lokacji jest wręcz przepakowanych szczegółami, które nie mają większego sensu. Zawsze wychodziłem z założenia, że budowanie lokacji musi mieć właśnie sens, w przeciwnym wypadku sprawia wrażenie automatu generującego kolejne poziomy. I tu niestety tego sensu nie widziałem, były to po prostu kolejne areny z kolejnymi przeciwnikami do pokonania. Momentami śliczne, ale praktycznie zawsze monotonne, nudne, stworzone bez finezji. Co nie znaczy, że Godfall wizualnie mi się nie podoba. To dopracowa gra, momentami naprawdę bardzo ładna. Ale na przykład nie zyskuje w ruchu, bo lokacje wydają się bardzo statyczne i jednowymiarowe, co psuje ogólny efekt.

Godfall ma dwa tryby wyświetlania obrazu – jeden stawia na wydajność i tu nie mam nic do zarzucenia. Jest 60 klatek, nie widziałem spadków, gra się naprawdę przyjemnie i płynnie. Drugi, nastawiony na aspekt wizualny, kompletnie nie wyszedł. Rozdzielczość faktycznie jest wyższa, wszystko wygląda nieco lepiej, ale gra działa jakby chciała, a nie mogła. Przycina, muli, rwie – nie wiem ile da się poprawić aktualizacjami, ale ewidentnie nie została zoptymalizowana odpowiednio dobrze. Jeśli to ma być pokaz mocy PS5, to na miejscu Sony byłbym wkurzony, bo efekt jest odwrotny. Wiem i wierzę, że konsolę stać na więcej, co pokazała w trybie wizualnym Spider-Man: Miles Morales, który obciążał sprzęt dużo bardziej z uwagi na swoje przestrzenie i mnogość elementów na ekranie. Przy korytarzach Godfall gra powinna po prostu działać lepiej. To dla mnie spore rozczarowanie.

To nie jest zła gra, ale na start nowej generacji powinna być lepsza

Nie zrozumcie mnie źle – Godfall nie jest ani tragiczne, ani złe. Jest po prostu przeciętne. Ładne, ale nie olśniewające. Walczy się całkiem przyjemnie, ale nie znalazłem tu niczego nowego i wciągającego – z miejsca mogę wymienić 3 lepsze slashery, w które grałem w przeciągu ostatnich trzech lat. Jeśli dołożyć do tego banalnie prostą i nudną opowieść oraz świat, który nie potrafi wciągnąć na długo i pozostawić po sobie wspomnień – dostajemy niebrzydkiego średniaka. Takiego na 10-12 godzin, ale może to i lepiej, bo chyba więcej bym nie wytrzymał. Niby tytuł daje do zrozumienia, że stawia na powtarzanie rozgrywki, ale jakoś nie mam na to ochoty. Marudzono, że The Order 1886 było krótkie, liniowe i korytarzowe – ale przeszedłem grę z wypiekami na twarzy, Godfall wielokrotnie wyłączałem i wracałem do monotonnego przecież często Destiny 2. Podobno jest też tryb sieciowej kooperacji, ale przed polską premierą konsoli nie miałem z kim go sprawdzić. I nie wiem czy na pewno bym chciał, bo trudno mi uwierzyć, że wtedy gra zaoferowałaby więcej zabawy.

To moim zdaniem za mało by startować wraz ze startem PlayStation 5. Bo gra ani nie pokazała mocy konsoli (dławi się na ustawieniach stawiających na wizualny aspekt), ani nie wprowadza niczego nowego do gatunku, ani nie wciąga odpowiednio mocno. Dla mnie taki tytuł na start to rozczarowanie, szczególnie że kosztuje 340 złotych. Jeśli pojawi się w w PS+, ściągnijcie i ograjcie, kiedy trafi do jakiejś fajnej promocji – również. Ale w premierowej cenie nie polecam.

Ocena: 6-/10