Dreame H15 Pro to nowa generacja odkurzacza z funkcją mopowania na mokro – urządzenia, które najbardziej docenią wszyscy posiadacze drewnianych podłóg i fani kafelków. Co się zmieniło i czy na lepsze?

Jeżeli chodzi o odkurzanie, jestem trochę staroświecki i o wiele bardziej niż nowe roboty sprzątające ekscytują mnie takie urządzenia jak Dreame H15 Pro. Jest to kolejna generacja odkurzacza mopującego (lub mopa z funkcją odkurzania – zależy, od której strony spojrzymy). Czy udana?
Wprowadzony na polski rynek w zeszłym roku model H14 występował w dwóch wariantach. Wersja Dual miała wyjmowany moduł z silnikiem, do którego mogliśmy następnie podłączyć zbiornik na kurz i tradycyjne końcówki, by otrzymać w ten sposób klasyczny odkurzacz pionowy. Dreame H14 Pro nie pozwalał na takie wygibasy i po prostu mopował odkurzając (odkurzał mopując?).
W H15 Pro otrzymujemy to samo… tylko, że więcej. Model ten debiutuje w zbliżonej cenie 2999 zł (2499 zł w promocji na premierę) i ma kilka funkcji, które mogą zaskoczyć.
Unboxing i szybki rzut oka na konstrukcję
Tradycyjnie sprzęt przyjeżdża „w kawałkach”. W tym wypadku na szczęście zaledwie trzech. Po rozpakowaniu musimy jedynie podłączyć rączkę do głównego modułu z silnikiem, zbiornikami i szczotką. Trzeci element to stacja dokująca. Producent dorzuca jeszcze szczotkę z wyciorem do czyszczenia zbiornika, butelkę detergentu oraz zapasowy filtr i wałek mopujący.
Dreame H15 Pro mocno przypomina swojego poprzednika. Pojawiło się jednak tutaj kilka znaczący zmian. Przede wszystkim przeniesiono zbiornik na czystą wodę – teraz ma on formę pokrywy nad końcówką z wałkiem czyszczącym. Jest to moim zdaniem pewien regres, bo przez to sam zbiornik ma mniejszą pojemność – 780 ml, a więc o 100 ml mniej niż dotąd. W dodatku zabrakło tutaj automatycznego dozowania detergentu znanego z serii H14 – teraz po prostu przy napełnianiu wody musimy wlać go samodzielnie.
Skoro jesteśmy przy samej szczotce, mamy tutaj największą nowość w H15 Pro - GapFree, a więc robotycznie podnoszoną i opuszczaną gumową sciągaczkę, która ma eliminować nadmiar wody pozostawiany przez urządzenie (co docenią najbardziej posiadacze drewnianych podłóg czy paneli z laminatu). Opuszczenie jej zajmuje zaledwie 0,2 sekundy i odbywa się za każdym razem, kiedy wykonujemy ruch odkurzacza do tyłu lub dojeżdżamy frontem do krawędzi. Gdy ruszamy wprzód – ściągaczka sama się unosi. W trakcie jednego sprzątania porusza się ona w górę i w dół zatem kilkaset razy. Mam pewne obawy o trwałość tego rozwiązania – mam nadzieję, że są one kompletnie nieuzasadnione. To jednak może zweryfikować jedynie czas.
Zbiornik na brudną wodę (700 ml, o 50 ml większy względem H14 Pro) pozostał w tym samym miejscu – tuż przed silnikiem. Wymienny filtr HA1 oraz stosowne zabezpieczenia zapobiegają jego zalaniu, a więc podobnie, jak w H14,0 mamy możliwość ustawienia odkurzacza w pozycji całkowicie poziomej, żeby posprzątać np. pod meblami i w trudno dostępnych miejscach. Końcówka ma wysokość 9,6 cm, a korpus 14 cm, co daje pod tym względem spore możliwości.
Elementy sterujące umieszczono na rączce. Mamy tutaj trzy przyciski. Dwa pod kciukiem służą do włączania i wyłączania, a także przełączania trybów. Tu raczej bez zaskoczeń, bo do dyspozycji oddano nam: smart, turbo, zasysanie (przydatne w przypadku rozlanych płynów) oraz custom. Na samej górze ulokowano guziczek aktywujący czyszczenie wałka. Informacje o aktywnym trybie, stanie naładowania oraz ewentualnych błędach są prezentowane na dużym, czytelnym wyświetlaczu. Mam wrażenie, że nie zmienił się on praktycznie w ogóle względem poprzedniej generacji.
Jest jeszcze czwarty przycisk – na samym korpusie H15 Pro – za jego pomocą możemy sparować urządzenie z aplikacją mobilną dzięki wbudowanej antenie WiFi 2,4 GHz. Wówczas możemy skonfigurować dodatkowy, niestandardowy, własny tryb czyszczenia (wspomniany custom), dostosować parametry pracy odkurzacza, a także zdalnie uruchamiać (i kończyć) tryby czyszczenia oraz suszenia wałka, o czym więcej za chwilę.
Możliwości i skuteczność
Dreame H15 Pro to przede wszystkim zwiększona moc ssania, która sięga tutaj nawet 21,000 Pa (H14 Pro miał 18 000 Pa). Rezultaty są bardzo zadowalające, bo sprzęt radzi sobie z nawet z większymi nieczystościami. Niezależnie od tego, czy jest to rozrzucony makaron, rozsypany cukier, rozlany kefir czy zaschnięte plamy sprzed kilku dni – H15 Pro tutaj stawał na wysokości zadania. Oczywiście w przypadku większych „kataklizmów” konieczne było przejechanie odkurzaczem więcej niż raz. I tutaj dużą rolę odgrywała wspomniana ściągaczka, która skutecznie zapobiegała rozmazywaniu płynów po podłodze i podczas ruchu w tył zagarniała je na wałek co skutkowało szybszym wciągnięciem.
Oczywiście przez większość czasu będziemy korzystać z trybu smart, w którym odkurzacz dostosowuje moc ssania oraz parametry pracy w oparciu o dane z czujnika zapylenia. Działa to zadowalająco dobrze. Czuć, że silnik pracuje bardziej intensywnie, kiedy jest to oczekiwane, oraz zwalnia na mniej zabrudzonych powierzchniach. Tryb turbo natomiast wydaje mi się trochę zbyt intensywny – mam wrażenie, że dotarliśmy już tutaj do momentu, w którym ta moc przekracza potrzeby przeciętnego użytkownika. Z drugiej strony zawsze dobrze jest mieć w zanadrzu jej zapas na czarną godzinę…
Podobnie jak w H14 mamy tutaj boczne kółka z dodatkowym wspomaganiem. Dreame nazywa tę technologię GlideWheel i ma ona po prostu sprawiać, że odkurzanie będzie wymagało mniej siły. I faktycznie sam sprzęt podczas pracy wydaje się przez to lekki jak piórko – mimo, że w praktyce swoje waży.
Dopełnieniem tych wszystkich technologii jest ulepszony system TangleCut – a więc po prostu umieszczony tuż za wałkiem specjalny grzebień z ostrzem, który ma ciąć włosy na mniejsze kawałki, zapobiegając tym samym splątywaniu się ich. Docenią to posiadacze bujnych fryzur oraz zwierząt. Niestety nie mam ani jednego, ani drugiego, aby przekonać się o tym w praktyce.
I tutaj docieramy do stacji dokującej, która również doczekała się szeregu usprawnień. Ogromną zaletą serii H14 była funkcja czyszczenia wałka, dzięki czemu przez długi czas był on zdolny do pracy, a przy tym zachowywał świeżość (a nie ma nic gorszego niż ten charakterystyczny zapach brudnego mopa…). W modelu H15 Pro ten mechanizm został ulepszony.
Teraz podczas czyszczenia wałek jest zanurzony w wodzie podgrzewanej do, jak deklaruje producent, aż 100 stopni Celsjusza. W trakcie tego procesu jest on wielokrotnie obracany w celu wypłukiwania wszelkich nieczystości, eliminowania tłuszczu itp. Po tym wszystkim następuje suszenie gorącym powietrzem (90°C, a więc o 30 stopni więcej niż w H14 Pro).
Co istotne, możemy dostosować sposób czyszczenia, wybierając jeden z trzech trybów: standardowy 5-minutowy, dogłębny 30-minutowy i inteligentny. Nie do końca rozumiem, jak działa ten ostatni. Dwa pierwsze różnią się jednak przede wszystkim czasem trwania, w trakcie którego jest płukany wałek. Oczywiście nie muszę dodawać, że cały proces do najcichszych nie należy, więc warto ustawić stację gdzieś w najdalszym kącie mieszkania, gdzie nie będzie nikomu przeszkadzała.
Producent zapewnia, że elementy czyszczące zostały wykonane z tworzyw, którym tak wysokie temperatury niestraszne. W związku z czym nie powinny im grozić żadne odkształcenia czy degradacja.
Stacja dokująca oczywiście ładuje również nasz odkurzacz. Ten proces zajmuje od 0 do 100% ok. 3 godzin. Z pełnym akumulatorem (5000 mAh) możemy sobie pozwolić na aż 60 minut mopowania. Trudno mi oszacować, jak dużą powierzchnię w ten sposób posprzątamy. W przypadku 70-metrowego mieszkania po jednorazowym odkurzaniu miałem jeszcze zazwyczaj 60-75% naładowania, co jest świetnym wynikiem.
Czy z tym sprzętem polubicie mycie podłóg?
Odkurzacze Wet & Dry to bardzo specyficzna kategoria urządzeń, która zapewne nie trafi w gusta każdego (i to oczywiście zrozumiałe – stąd mamy na rynku tak wiele różnych modeli odkurzaczy). Jednocześnie jednak są to wyjątkowe odkurzacze, bo eliminują odwieczny problem mycia podłóg, gdzie najpierw trzeba było odkurzyć na sucho, żeby potem pozmywać na mokro, a najlepiej jeszcze potem ponownie odkurzyć na sucho, aby uzyskać najlepsze efekty. Tu mamy jedno urządzenie, które robi to wszystko za jednym zamachem.
Dreame H15 Pro to udana ewolucja rozwijanej przez minione lata serii. Mamy tutaj większą moc ssania, lepszą baterię, bardziej efektywny system czyszczenia i tę magiczną, robotyczną ściągaczkę, która faktycznie robi różnicę. Niestety to wymagało od producenta pójścia na pewne kompromisy, więc na kilku polach seria H15 zaliczyła regres względem poprzedniczki – mam tutaj na myśli przede wszystkim mniejszy pojemnik na czystą wodę i brak dozowania detergentu. Szkoda też, że nie mamy wersji H15 Dual, która by łączyła w sobie jeszcze więcej funkcji (choć nigdzie nie jest powiedziane, że takowa się nie pojawi w przyszłości).
W cenie 2499 zł to naprawdę udany sprzęt (docelowo będzie kosztował 2999 zł, więc warto się śpieszyć, jeżeli planujecie zakup), który docenią wszyscy nieprzepadający za dużą liczbą dywanów w mieszkaniu, a także ludzie nienawidzący mycia podłóg. Raczej nie odważę się napisać, że z Dreame H15 Pro nagle polubicie tę czynność – na pewno jednak stanie się ona mniej czasochłonna.
- Zapasowy wałek i filtr w zestawie
- Moc i idąca za tym skuteczność czyszczenia
- Mechanicznie unoszona ściągaczka faktycznie robi różnicę
- Aż 60 minut pracy na baterii
- Bardzo skuteczne czyszczenie i suszenie wałka w stacji dokującej
- Brak automatycznego dozowania detergentu
- Zbiornik na czystą wodę mniejszy niż w H14
- Bardzo głośna stacja dokująca podczas czyszczenia
Odkurzacz na potrzeby recenzji dostarczyła firma Dreame.
Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu