12

Readability oddaje pieniądze i kończy z opłatami za treści. Co poszło nie tak?

Wczoraj pisałem o polskim startupie czytamonline.pl, który stara się przekonać użytkowników internetu do tego, że za treści warto płacić. O tym, jak trudne jest to zadanie nie trzeba chyba mówić. Szanse na powodzenie takiego modelu, moim zdaniem, najczęściej mają znane lub wyspecjalizowane w danej dziedzinie tytuły i autorzy. Tymczasem wczoraj okazało się, że również system […]

Wczoraj pisałem o polskim startupie czytamonline.pl, który stara się przekonać użytkowników internetu do tego, że za treści warto płacić. O tym, jak trudne jest to zadanie nie trzeba chyba mówić. Szanse na powodzenie takiego modelu, moim zdaniem, najczęściej mają znane lub wyspecjalizowane w danej dziedzinie tytuły i autorzy. Tymczasem wczoraj okazało się, że również system dobrowolnych opłat może okazać się nieefektywny w obliczu internetowego żywiołu.

Readability chyba nie trzeba Czytelnikom Antyweb przedstawiać. W ostatnim czasie firma ta dokonała ogromnego przemeblowania swojej usługi, rezygnując z obowiązkowych opłat od użytkowników oraz rozwijając własne aplikacje mobilne. Teraz nadszedł czas na ostateczne pożegnanie się z modelem opłat za treści.

Otóż na blogu Readability możemy przeczytać, że firma rezygnuje z dobrowolnych opłat od użytkowników (5 dolarów miesięcznie), które miały zasilać konta wydawców współpracujących z serwisem. Co się stało? Na tę decyzję wpływ miały dwa czynniki. Po pierwsze w systemie nie zarejestrowało się zbyt wielu wydawców (2 tysiące). Po drugie, chociaż użytkownicy dość chętnie płacili owe 5 dolarów, to i tak, przy tak skromnej bazie, wykorzystywali serwis do czytania treści z serwisów, które nigdy się w Readability nie zarejestrowały. W końcu, jak zauważają sami twórcy usługi, internauci nie czytają miesięcznie kilkudziesięciu, ale kilkaset, lub więcej, tekstów. Dlatego aż 90% pieniędzy zgromadzonych przez Readability od użytkowników nie znalazło swojego wydawcy. Firmie zostało 150 tysięcy dolarów, których nie ma komu wypłacić. Dlatego od 30 czerwca Readability rezygnuje z opłat, szykując dla wydawców inny model współpracy, a wszyscy Ci, którzy się nie zarejestrowali, a serwis korzystał z ich treści, mogą do 15 lipca to zrobić i wówczas otrzymają pieniądze (wypłacane do 31 lipca). Co zostanie, pójdzie na cele charytatywne.

To, co właśnie się stało, jest przykładem na to, jak trudno w dzisiejszych czasach i przy obecnym rozwoju internetu, objąć ramami opłat przepływające przezeń artykuły i posty. Choć Readability przygotowało system, w którym wypłacało wydawcom pieniądze, a część użytkowników płaciła, to jednak samo narzędzie było wykorzystywane do czytania treści ze znacznie większej ilości źródeł, niż te zarejestrowane w systemie. Pokazuje to tylko, jak wiele jest możliwych źródeł materiałów w sieci i jak nietrudno użytkownikom internetu znaleźć alternatywę dla płatnych treści. Wprawdzie model Readability opierał się na dobrowolności opłat, to jednak niewydolność tegoż obnaża na pewnym poziomie problem, z którym zmagają się ci wszyscy, którzy za artykuły umieszczane w internecie chcieliby uzyskiwać bezpośrednie opłaty. Wydaje się, że Readability pójdzie teraz w stronę reklam, który to model wydaje się być najbardziej efektywny, jeżeli chodzi o zarabianie w sieci na artykułach.