1

Wykrywanie nowotworu jeszcze mniej bolesne – czyli jak technologia idzie w parze z medycyną

O nowotworach nie lubi się mówić - usłyszenie takiej diagnozy u lekarza brzmi jak wyrok. W wielu przypadkach nowotwory są jak najbardziej do wyleczenia, choć istnieją typy, z którymi nawet współczesna medycyna nie daje sobie rady. Steve Jobs również zmarł z powodu nowotworu, choć warto zauważyć, iż były szanse na jego uratowanie. Tyle, że akurat ten człowiek uznał, że medycyna naturalna da sobie radę z jego przypadłością. W tym się pomylił.

Jedną z metod diagnozowania nowotworu jest również biopsja – a zatem w ogromnym uproszczeniu pobranie wycinka nieprawidłowej tkanki i poddanie jej ocenie przez specjalistę. Taka metoda daje stosunkowo wysoką pewność wyniku i obok innych form różnicowania nowotworów jest najbardziej popularną metodą, stanowi właściwie ostateczny dowód na to, że mamy do czynienia z rakiem. W większości przypadków jednak biopsja oznacza stosunkowo inwazyjne metody dostania się do zmienionej tkanki. Ważny jest również ból związany z pobraniem fragmentu. Z punktu widzenia ekonomicznego – biopsja przeprowadzana w ten sposób to również zabieg kosztowny.

Firmy farmaceutyczne rozglądają się za innymi metodami diagnozowania raka. Krew może nosić ze sobą tzw. markery nowotworowe, ale nie jest to absolutna reguła dla wszystkich typów tego schorzenia. Naukowcy myślą nad tym, jak wykluczyć przymus wykonywania biopsji dla niemal każdego typu nowotworu, by móc go odpowiednio oznaczyć. Okazuje się, że krew może być całkiem wdzięcznym materiałem diagnostycznym dla określenia, czy pacjent rzeczywiście ma raka, a jeśli ma – jakiego on jest typu.

rak

Roche otrzymało zgodę Agencji Leków i Żywności (USA) na wdrażanie testów na raka opartych o krew w kontekście oceny skuteczności leku na raka płuc – Tarceva. Opublikowano już raporty, które potwierdzają, iż standardowe biopsje są właściwie tak samo skuteczne, jak metoda opracowana przez Roche. Spostrzeżenia naukowców pozwalają zatem wierzyć, iż w ciągu najbliższych lat wiele może się zmienić na polu diagnozowania raka – w wielu przypadkach udałoby się ominąć konieczność wykonywania często inwazyjnego i bolesnego zabiegu.

Ale „biopsje” z krwi byłyby pomocne nie tylko w kwestii zapobieżenia bólowi po zabiegu. Jako, że cena takiej biopsji – ze względu na brak konieczności angażowania chirurgów, skomplikowanych maszyn byłaby odpowiednio niższa, mówi się o tym, że badania w kierunku raka mogłyby być śmiało elementem standardowych testów laboratoryjnych, takich, jakie wykonujemy okresowo. Dzięki temu można by było zdiagnozować raka we wczesnym stadium, gdzie można wdrożyć mniej obciążającą i skuteczniejszą kurację.

Warto jednak mówić o tym, że nie w każdym przypadku biopsja z krwi zdałaby egzamin. Wykrywanie nowotworów mózgu, szczególnie tych niecharakterystycznych często jest oparte o standardowe biopsje, a z krwi może nie wyjść nic, głównie z powodu istnienia bariery krew-mózg, która również w wielu przypadkach nie daje się rozprzestrzenić niektórym typom nowotworów. Zdarzały się przypadki białaczek limfoblastycznych ograniczonych tylko do mózgu, gdzie te nie mogły przebić się przez barierę krew – mózg, dlatego też różnicowanie niektórych nowotworów z krwi mogłoby po prostu nie zdać egzaminu.

Grafika: 1, 2