20

Przed śmiercią chciał odwiedzić twórców swojej ulubionej serii gier. Deweloperzy go unieśmiertelnili

Pewien fan gier z serii Total War, tworzonych przez studio Creative Assembly umierał na raka wątroby, kiedy fundacja charytatywna „Willow” postanowiła spełnić jego przedśmiertne życzenie. Ten zechciał odwiedzić miejsce pracy deweloperów, którzy tworzyli jego ukochane gry. Latem 2012 roku pochodzący z Wielkiej Brytanii James odwiedził główną siedzibę Creative Assembly (dewelopera odpowiedzialnego za serię gier strategicznych […]

Pewien fan gier z serii Total War, tworzonych przez studio Creative Assembly umierał na raka wątroby, kiedy fundacja charytatywna „Willow” postanowiła spełnić jego przedśmiertne życzenie. Ten zechciał odwiedzić miejsce pracy deweloperów, którzy tworzyli jego ukochane gry.

Latem 2012 roku pochodzący z Wielkiej Brytanii James odwiedził główną siedzibę Creative Assembly (dewelopera odpowiedzialnego za serię gier strategicznych Total War) w mieście Horsham. Przyjrzał się wczesnej wersji alfa gry Total War: Rome 2, pograł w nią, porozmawiał z kilkoma pracownikami, zwiedził studio i podzielił się swoimi uwagami o nadchodzącym tytule. Niedługo potem zmarł.

Jeszcze przed przyjazdem Jamesa deweloperzy zatrudnieni w studiu chętnie zgłaszali się do pomocy przy organizowaniu wycieczki umierającego fana po siedzibie firmy. Po jego śmierci, poruszeni pracownicy Creative Assembly oddali hołd swojemu wielkiemu fanowi, w sposób właściwy twórcom gier wideo. Na podstawie zdjęć odtworzyli jego wizerunek w Total War: Rome 2. W ten sposób James został jednym z rzymskich żołnierzy.

Pracownicy Creative Assembly zachowali się pięknie, cała historia potrafi poruszyć. Jestem pewien, że niejednemu z Was kołacze się w tej chwili w głowie, że trzeba być lekko szurniętym, żeby mając możliwość zażyczenia czegokolwiek, wymarzyć sobie wizytę w studiu deweloperskim. Też mi to przyszło na myśl. Z drugiej strony – gdyby kinomaniak chciał polecieć do Hollywood, zobaczyć z bliska jak wyglądają prace nad filmem, to takich uwag by prawdopodobnie nie było. Stereotypy siedzą w nas głęboko.

Z upływem lat media głównego nurtu coraz delikatniej obchodzą się z grami wideo. Kiedy już pojawi się materiał sprowadzający wirtualną rozrywkę do poziomu durnej jatki, wykłuwającej nam oczy i zmuszającej nasze dzieci do popełniania niewyobrażalnych zbrodni, podnosi się śmiech. Przemieszany z oburzeniem, ale jednak głównie śmiech.

Ale żeby znaleźć na stronie internetowej TVN 24 ciekawostkę ze świata gier wideo, budującą obraz pozytywny? Bezcenne.