46

E-sport to nie igrzyska w zabijanie, a porno to nie jest „fajny” biznes

ESL (organizacja e-sportowa) nie chce drużyn sponsorowanych przez serwisy porno. Właściwie nikt nie chce, ani porno sponsorów ani też porno reklam czy porno marketingu. To według kolegi Maćka Gajewskiego ze Spidersweb jest hipokryzja.

Na zaprzyjaźnionym Spidersweb.pl przeczytałem artykuł Maćka Gajewskiego, który jest oburzony hipokryzją jaka panuje.

„Niech mi ktoś jednak w końcu wytłumaczy dlaczego igrzyska w zabijanie i przemoc są fajne, a jakakolwiek wzmianka o seksie, nawet jeśli ordynarna, już nie?”

To ja wyjaśnię. Po pierwsze e-sport to nie są igrzyska w zabijanie. Gdyby taka definicja padła z ust 80-letniej babci słuchającej radia Maryja to pewnie bym się nie zdziwił. Owszem, można się e-sportem nie interesować, ale nie ma co się od razu popisywać ignorancją. Zabijanie naprawdę nie jest w e-sporcie elementem istotnym. W pewnym rodzaju gier jest to składowa zwycięstwa, ale w innych przypadkach nawet ten element nie występuje. Nie wspomnę już o tym, że e-sport to nie fantazja o zabijaniu, ale o wygrywaniu, współpracy zespołowej i pokonywaniu przeciwników. Nikt chyba przy zdrowych zmysłach nie zarzuci rozrywkom e-sportowym propagowania przemocy, prawda?

No, ale tę przemoc w e-sporcie Gajewski stawia na równi z cyckami i porno biznesem. Ręce mi opadają.

Skoro ludzie oglądają mecz w CS GO to czemu zabronić im „doznań” związanych z pornosami (bo przecież do tego prowadzą reklamy i sponsoring)? W końcu nie ma to jak po meczu CS GO puścić sobie dobry grupowy anal i oral. Lubią brutalność to mają – niech nie będą hipokrytami.

To, że e-sport w dużej mierze oglądają dzieciaki to właściwie nie ma znaczenia.

W ogóle porównywanie tych dwóch rzeczy jest to dla mnie jakimś kosmosem. Rozumiem, że amatorzy porno widzą w nim tylko chwilowe doznanie pozwalające im szybciej osiągnąć coś, czego na co dzień nie mają.

Ale na litość boską – porno to nie jest zabawa panów w białych rękawiczkach promująca zdrowy seks. To bardzo brudny biznes, w który wciągane jest bardzo wiele młodych kobiet, które nie są świadome tak naprawdę, co ich czeka. Porno to też dehumanizacja kobiet nie wspominając o całkowicie zniekształconym wizerunku seksu.

Nie róbmy więc z porno biznesu takiego „śmieszkowego” tematu, przy którym każdy puszcza do siebie oko. Chyba, że całkowicie akceptujemy zasady na jakich działa ten biznes.

Rozumiem, że można oceniać porno biznes przez pryzmat kolorowych stron internetowych, ale prawda o tym, co się dzieje na zapleczu jest zupełnie inna. Polecam tutaj serial dokumentalny produkcji Netflixa „Hot Girls Wanted” – choć i tak dość łagodnie tratujący temat. Może ludzie otworzą oczy i zobaczą w porno coś poza czubkiem własnego penisa.

Ps. Nie odbieram oczywiście nikomu pełnoletniemu prawa do oglądania pornografii. Dorośli ludzie mogą robić co im się żywnie podoba.