3

Projekt Natick intryguje – Microsoft chce schować serwerownie pod powierzchnią wody

Podwodne serwerownie. Brzmi trochę, jak motyw z filmu SF albo intrygujący pomysł wypowiedziany w ramach TED. I nie mówimy tu o jednej testowej serwerowni, lecz o masowym przeniesieniu tych instalacji pod powierzchnię mórz. Automatycznie nasuwa się pytanie: po co ktoś miałby to robić? Okazuje się jednak, że powodów znajdzie się całkiem sporo, a temat nie musi być rozpatrywany w sposób czysto teoretyczny. Microsoft zamierza przyjrzeć się bliżej zagadnieniu.

Kiedyś już to chyba pisałem, ale powtórzę: lubię czytać o serwerowniach. Zwłaszcza o tych, które lokowane są w budynkach spełniających wcześniej inne role. To ciekawy przykład łączenia starego z nowym. Istniejące, lecz niepotrzebne budynki dostają nową szansę, dzięki temu nie muszą być wyburzane, nie są skazane na powolne niszczenie. W byłej fabryce czy tartaku powstaje symbol nowoczesnego świata, serce cyfrowej rzeczywistości. Czasem słysząc albo czytając o jakichś popadających w ruinę zakładach w Polsce zadaję sobie pytanie czy dałoby się to ponownie zaadaptować, np. tworząc serwerownię…

Pewnie w wielu przypadkach jest to niemożliwe albo bardzo nieopłacalne. Taka instalacja nie może powstać gdziekolwiek, wymaga spełnienia pewnych warunków. Potrzebne jest stabilne zasilanie, dobre systemy wentylacyjne, niewskazana jest wilgoć itd. Niedawno pisałem o lokowaniu serwerowni w biurowcach i wykorzystywaniu ich ciepła do ogrzewania budynków – ciekawy przykład podejścia do tematu w inny, niesztampowy sposób. Równie intrygująca jest wizja Microsoftu, w której wspomniane serce cyfrowego świata pakuje się do wody, zanurza w morzach i oceanach.

Projekt Natick przewiduje, że serwery w specjalnych tubach trafią pod powierzchnię wody, będą zasilane „zieloną energią” pozyskaną np. z fal czy pływów i chłodzone przez ciecz otaczająca taką instalację. To ograniczałoby pobory energii, obniżało koszty. Zaletą rozwiązania jest fakt, że takie tuby mogą być szybko montowane i lokowane bliżej dużych skupisk ludności – kilkadziesiąt procent populacji mieszka w strefie przybrzeżnej. W teorii firma mogłaby zatem zamówić/kupić pakiet takich serwerów i zaintabulować je we wcześniej upatrzonym miejscu. Trwałoby to krócej niż budowa wielkiej serwerowni, oznaczałoby też usprawnienie przepływu danych w Sieci.

To dzieło speców korporacji z Redmond, gracza, który z serwerowniami ma sporo wspólnego. W Internecie znaleźć można informacje, z których wynika, iż firma zarządza setką serwerowni, to one stanowią podstawę funkcjonowania wielu jej usług. Kilka dni temu pisałem o wynikach finansowych Microsoftu, spora część zysków pochodzi z produktów, które nie mogłyby funkcjonować, gdyby nie te data center. Ten biznes będzie się rozwijał, Microsoft (a szerzej cały świat) będzie potrzebował coraz więcej serwerowni. Im bardziej uda się usprawnić proces ich tworzenia, im mocniej obniży się koszty, tym większe szanse na sukces ma firma działająca w tym środowisku. Wspomniałem pod koniec tygodnia, że MS goni Amazon w rozwiązaniach chmurowych, gdyby za sprawą podwodnych data center udało się obniżyć koszty i uczynić ofertę bardziej atrakcyjną, to biznes Jeffa Bezosa (CEO Amazona) miałby problem.

Czy to jest rozwiązanie idealne? Z pewnością nie można napisać, że nie stwarza ono problemów. Przecież do takiej tuby trudno wysłać człowieka o każdej porze dnia i nocy, by naprawił niewielką usterkę. Sprzęt musiałby być bardzo odporny na uszkodzenia, długowieczny. Nie mógłby też poważnie wpływać na otaczające go środowisk: gdyby się okazało, że te serwerownie niszczą wszystko wokół, to szybko zyskałyby wielu przeciwników. Pojawiają się kwestie bezpieczeństwa (różnie pojmowanego), pozwoleń, rozwiązań technicznych… Jest nad czym pracować, niektórzy pewnie już teraz stwierdzą, że gra nie jest warta świeczki.

Microsoft w ubiegłym roku testował już instalację tego typu, ponoć efekty były bardzo zadowalające i pomysł ma być dalej rozwijany. Pojawiają się głosy, że nawet jeśli niewiele wyjdzie z podwodnych serwerowni, to prace pomogą korporacji usprawnić tworzenie data center na lądzie. Tym samym jakieś zyski pojawią się nawet wtedy, gdy sama idea Natick okaże się zbyt wydumana. Ale wierzę, że ten projekt może się doczekać realizacji na masową skalę. Zwłaszcza, gdy to naprawdę da spore oszczędności poważnie przyspieszy pewne procesy. W takim przypadku nad głowami ludzi będą krążyć drony dostarczające Internet, a informacje zostaną zapisane pod powierzchnią mórz. XXI wiek.

Więcej na ten temat przeczytacie pod tym adresem.