36

Próbowałem dziś zaufać naszpikowanemu technologiami samochodowi

Dziś od rana byliśmy z Pawłem na jazdach testowych nowego Renault Talisman Grandtour. W trasie szybko okazało się, jak wiele potrafi on robić bez udziału kierowcy. A tymczasem mną ciągle targały wątpliwości...

Nie mam nowego samochodu. Moja Toyota liczy już kilkanaście lat. Udział elektroniki w niej ogranicza się do elektrycznych szyb, centralnego zamka, systemu ABS i kilku innych rozwiązań (nawet wspomaganie kierownicy mam hydrauliczne). To prosty samochód. Na jeszcze prostszych uczyłem się jeździć, choć prawo jazdy mam dopiero od 8 lat. Pisząc na AW o technologiach w motoryzacji, często piszę zatem przez pryzmat tego, co mogę zobaczyć w trakcie takich dni, jak dzisiejszy.

Jazdy testowe nowego Renault Talisman Grandtour nie były może tak emocjonujące jak premiera Renault Megane, na której byliśmy zimą (zdecydowanie zachęcam Was do obejrzenia naszej relacji). Wystartowaliśmy w Józefowie w hotelu Holiday Inn, skąd pojechaliśmy zrobić kilka zdjęć na zamku książąt mazowieckich w Czersku. Mnie przypadło prowadzenie samochodu w drodze powrotnej. Trafił się nam nie byle jaki model.

Talisman Grandtour to po prostu wersja kombi zwykłego Talismana, który od jakiegoś czasu jest oferowany jako sedan. Oba są przedstawicielami klasy D. Testowane dziś przez nas auto ma spore gabaryty: 4,86 m długości, 1,87 m szerokości, ale już tylko 1,46 m wysokości. Nadwozie zostało zaprojektowane bardzo starannie i naprawdę może przypaść do gustu. Talisman to, jak dla mnie, jeden z ładniejszych samochodów, jakie zadebiutowały w ostatnich latach. Poza standardowymi wersjami producent opracował też ekskluzywną – Initiale Paris. Różni się ona subtelnymi detalami, skórzanymi fotelami oraz grubszymi szybami, które skuteczniej tłumią dźwięki otoczenia. I to właśnie nim mieliśmy przyjemność jeździć – konkretnie w wersji 1.6 (200 KM, benzyna) z automatyczną skrzynią biegów.

Samo nadwozie, silnik i wykonanie odstawmy na bok. Na blogu technologicznym najważniejsze są te wszystkie gadżeciarskie rozwiązania, o które postarał się producent. Część z nich faktycznie jedynie uprzyjemnia prowadzenie i podnosi komfort jazdy. Mam tutaj na myśli m.in. zmianę kolorów podświetlenia kokpitu, masujące i wentylujące fotele czy cały system multimedialny, który zamknięto we wkomponowanym w deskę rozdzielczą pionowym, 8,7-calowym (w niższych wersjach 7-calowym) ekranie przypominającym tablet. Renault nazywa to rozwiązanie R-LINK 2. W jego ramach otrzymujemy również technologię MultiSense. I tu zaczęły się moje rozterki.

MultiSense opisywaliśmy już przy okazji Renault Megane, gdzie również znalazł on zastosowanie. Jest to mechanizm personalizacji zachowania samochodu. Otrzymujemy kilka predefiniowanych programów, jak Sport, Comfort, Neutral czy Eco. Różnią się one oporem działania kierownicy, pracą i symulowanym odgłosem silnika (z głośników rzecz jasna), miękkością zawieszenia, algorytmem zmiany biegów, wyświetlanymi informacjami na kokpicie (i ich kolorem) czy intensywnością działania klimatyzacji. Użytkownik może również sam stworzyć własny program, dostosowując każdy z tych elementów osobno. Różnice są zdecydowanie odczuwalne. W trybie sport samochód jest dynamiczniejszy, ma lepsze przyśpieszenie i agresywnie ryczy. Po przełączeniu na Comfort auto zaczęło płynąć – dziury na drogach były ledwie wyczuwalne, a silnik przyjemnie mruczał.

Oczywiście pierwszą myślą, jaka się tutaj nasuwa, jest awaryjność tego rozwiązania. Podczas jazdy rozmawialiśmy o tym, „co by było gdyby”. Całością zarządza jeden system. Może on ulec uszkodzeniu i zacząć niepoprawnie przełączać tryby – pytanie, w jakim zakresie wpływa on na moc czy zawieszenie. A jeśli odchylenia od normy w przypadku nieprawidłowego działania oprogramowania mogą być naprawdę groźne dla kierowcy i pasażerów? Pomijam już fakt, że mamy do czynienia z samochodem z pełnym systemem łączności, a to pozwala na nieautoryzowane uzyskanie dostępu do zastosowanego komputera. Już teraz jest na świecie kilka przypadków zhackowania aut.

To jedna strona medalu. Drugą są te wszystkie dodatkowe rozwiązania, które mają służyć naszemu bezpieczeństwu. Samochód ostrzega, gdy zbyt mocno zbliżymy się do auta przed nami (robi to za pomocą sprytnego panelu hud umieszczonego na wysokości wzroku kierowcy). Natomiast w czasie, gdy jest włączony tempomat, potrafi dostosowywać automatycznie prędkość do jadącego przed nami pojazdu. Samochód analizuje też pas ruchu i ostrzega nas przy nieomyślnym (czyli bez kierunkowskazu) opuszczaniu go. Wbudowana kamera analizuje znaki drogowe i informuje nas o dopuszczalnej prędkości. Natomiast w lusterkach mamy światełko informujące o samochodzie znajdującym się w martwym polu. W naszej wersji mieliśmy również do czynienia z systemem 4Control, który odpowiada za to, by tylne koła minimalnie skręcały w tym samym lub odwrotnym kierunku do skrętu kół przednich (w zależności od prędkości). Co więcej, kontakt auta z nawierzchnią jest kontrolowany sto razy na sekundę przez elektronicznie sterowane amortyzatory. To wszystko ma poprawiać przyjemność płynącą z prowadzenia i podnosić poziom bezpieczeństwa.

To wszystko jest naprawdę imponujące. Jako fan technologii powinienem być pełen podziwu – i faktycznie jestem. Prowadzenie takiego samochodu jest prawdziwą przyjemnością. Sęk w tym, że w przypadku motoryzacji kluczową rolę odgrywa zaufanie. Nie muszę ufać smartfonowi – jeżeli przestanie prawidłowo działać to moim jedynym problemem będzie brak dostępu do informacji/komunikacji. Nieprawidłowe działanie samochodu to natomiast często kwestia życia i bezpieczeństwa. To działa w dwie strony. Zbytnie zaufanie technologiom zastosowanym w takim nowoczesnym aucie może być jeszcze bardziej niebezpieczne niż ich wadliwe działanie.

Do czego oczywiście wcale nie musi dojść. Renault chwali się, że ich Talisman Grandtour otrzymał pięć gwiazdek w rygorystycznym teście Euro NCAP. Co więcej, poddany został intensywnym testom drogowym na dystansie ponad 250 tys. km, co ma odpowiadać (jak deklaruje producent) przebiegowi 750 tys. km w rzeczywistych warunkach użytkowania. Miało to na celu odtworzenie starzenia się pojazdu po wielu latach użytkowania.

Po kilkugodzinnej przejażdżce Talisman nieprzerwanie oczarowywał. Aż do momentu odstawienia go na parking. Po odejściu od auta na określoną odległość powinno się ono zamknąć (tak działa bezprzewodowy kluczyk hands-free). Ten jeden raz system najwyraźniej nie zadziałał – trzeba było użyć guzika. Cały czas prysł, a ja ciągle do końca nie ufam.

 

P.S. Jutro opublikujemy relację wideo z tego wydarzenia. Zaglądajcie na Antyweb!