37

Dla dobra nas wszystkich Netflix powinien przejść na cotygodniowe premiery

Jeśli oglądaliście seriale przed pojawieniem się Netfliksa, to doskonale wiecie o czym mówię - te całe tygodnie dyskusji i rozmów na temat zawartości ostatniego odcinka i rozpracowywanie zwiastunu następnego epizodu miało pewien urok. Dziś to zjawisko zanika i dla dobra Netfliksa i innych VOD nie powinniśmy z tego całkowicie rezygnować.

Wiele osób dziwi się, dlaczego mam taki sentyment do serialu Lost – Zagubieni, skoro fabuła od około 3. sezonu stała się na tyle zagmatwana i miejscami irracjonalna. Wszystko dlatego, że był to mój pierwszy serial, który z takim przejęciem śledziłem. To właśnie ocalali z lotu 815 linii Oceanic Airlines sprawili, że zacząłem przyglądać sie rynkowi seriali amerykańskich i nie tylko, a także dałem się wciągnąć w cały ten wir oglądania. Innym powodem, dla którego wciąż go wspominam, to blog pod adresem chaotic.blox.pl, na którym autor regularnie dostarczał newsów na temat Zagubionych, a komentarze liczono w setkach, bo każdy miał własną teorię i musiał nią podzielić się, a później przedyskutować z innymi. Dlaczego tak to wyglądało?

Tysiące dyskusji, setki teorii, miliony komentarzy

Głównym powodem były oczywiście powroty serialu na antenę z nowymi sezonami i emisja świeżych odcinków co tydzień. Niektórzy śledzili serial na TVP1, inni na AXN, a jeszcze inni byli na bieżaco, dzięki emisji w USA na ABC. Niezależnie od tego, do której grupy należeliście, zawsze można było znaleźć kompanów do konwersacji o właśnie mającym premierę odcinku, a później dokładnemu skomentowaniu zwiastunu odcinka. Dziś takie praktyki stosowane są tylko przy największych produkcjach, które emitowane są w klasycznym modelu, a ten stosowany jest między innymi przez HBO, będące jedną nogą na rynku VOD, ale pozostając drugą w tradycyjnej telewizji. Oczywiście tych seriali z nowymi odcinkami mającymi premierę co tydzień nie brakuje i można je nawet znaleźć na Netflix – debiuty kolejnych epizodów Riverdale czy Better Call Saul wzbudzają niemałe emocje, ale własne produkcje Netflix udostępnia jednego dnia. Uważam, że jednocześnie sobie szkodząc.

Włodarze Disney+, nowego serwisu VOD, który zadebiutuje tej jesieni, zapowiedzieli, że seriale oryginalne platformy będą emitowane w klasycznym stylu – nowy odcinek będzie pojawiał się co 7 dni. Jasne jest, że firma robi to głównie po to, by zachować widzów na jak najdłużej i podtrzymać zainteresowanie oraz szum medialny. Jednego i drugiego Netfliksowi nie brakuje, ale będąc przez cały czas w centrum tego całego zamieszania, nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że zbyt wiele premier przechodzi bez echa, właśnie dlatego, że wszystkie odcinki dodawane są do katalogu w ciągu sekundy, a widzowie potrafią w mgnieniu oka przekreślić taką produkcję.

Dysponując całymi sezonami wszystkich seriali bardzo łatwo się je odrzuca

Obserwując zachowanie swoje i (bliższych) znajomych, zauważyłem, że w przypadku seriali gotowych na binge-watching, prawdopodobieństwo odrzucenia danego tytułu jest wyższe. Mając przed soba perspektywę seansu wszystkich 6, 8, 10, czy 13 odcinków, zdarza się, że potrafię błyskawicznie się zniechęcić i porzucić serial. Gdyby odcinki pojawiały się co tydzień, byłbym gotowy zainwestować w daną produkcję więcej czasu, przekonując się, że te 40-50 minut co 7 dni to wcale nie tak dużo. Jednocześnie, na moją decyzję wpływa świadomość ogromnych szans na pojawienie się czegoś nowego już następnego dnia. Czegoś, co mnie od razu zainteresuje i wciągnie na kilka godzin.

Ponad 40 filmów zniknie z Netfliksa – oto, co powinniście nadrobić

W niektórych miejscach w Sieci wspomina się o możliwych rozważaniach szefostwa Netfliksa w związku ze zmianą modelu dystrybucji niektórych produkcji. Szanse na to są raczej minimalne, bo to kłóciłoby się z dotychczasową polityką, ale skoro po raz pierwszy w historii serwis stracił użytkowników na rynku amerykańskim i globalnie nie radzi sobie tak dobrze, jak prognozowano, a dodatkowo nad firmą wisi widmo debiutu nowych usług VOD, to czy Netflix zdoła się nie ugiąć i nie zmieni zdania?

Nie wszystkie, ale część seriali Netfliksa mogłaby/powinna mieć premiery odcinków co tydzień

Po części trzymam kciuki, by tak się jednak stało. Nie wiem, na jakiej podstawie dobierane byłyby tytuły, których daty premier oddzielałyby tygodnie, ale koniec końców widzowie by do tego przywykli. A jeśli ktoś miałby ochotę zobaczyć od razu całość, to może zastosować metodę, po którą siega się już dzisiaj – seans rozpoczyna się dopiero po dodaniu do oferty ostatniego odcinka. Po prostu.

Nie twierdzę, że Netflix powinien postawić na głowie dotychczasową strategię, ale przy niektórych serialach można by śmiało zmienić plan dystrybucji. HBO pokazuje, że to wcale nie oznacza katastrofy, a czasem wręcz przeciwnie – pomaga utrzymać zainteresowanie widowni. I nawet jeśli niektórzy będą narzekać, to ostatecznie każdy się z tym pogodzi.