18

Potrzebny kreatywny pracownik od zaraz. Ale o co chodzi?

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co Słowo kreatywność przewija się bardzo często we wszelkich dyskusjach np. o tym co charakteryzuje profesjonalistę na rynku pracy. Według Wiki to proces myślowy wspierający powstawanie nowych idei i koncepcji. Szczególnie w kontekście startupu może być to kojarzone jako niezbędne aby sypać dziesięcioma pomysłami na sekundę w celu np. nieustannego „pivotowania”. […]

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co
Słowo kreatywność przewija się bardzo często we wszelkich dyskusjach np. o tym co charakteryzuje profesjonalistę na rynku pracy. Według Wiki to proces myślowy wspierający powstawanie nowych idei i koncepcji. Szczególnie w kontekście startupu może być to kojarzone jako niezbędne aby sypać dziesięcioma pomysłami na sekundę w celu np. nieustannego „pivotowania”. Ale to tylko jedna z definicji, jest ich podobno kilkadziesiąt. Śmiało więc można wymyślać swoją. Co to znaczy kreatywny pracownik, partner czy podwykonawca?

Kreatywność na co dzień

Czasami słysząc słowo kreatywność mam lekki skurcz żołądka… Jest spotkanie analityczne, piąte z kolei, ustalamy zakres projektu (np. startupu internetowego). Na spotkaniu jest kilkanaście osób w tym kilka bardzo kreatywnych. Co chwila pada cudowna koncepcja jak zrobić to i to. Ponad wszystkimi głowami pojawia się chmura niekończących się pomysłów. Ktoś nagle podejmuje wyzwanie aby spisać to i owo na tablicy. Ok, pierwszy zapisany pomysł – „X”. Kreatywni krzywią się, patrzą spode łba, nad ich głowami chmurki myśli – „jak można tak wspaniałą ideę wpakować w jeden równoważnik zdania, to nie takie proste…”. Nikt nie kwapi się zadać pytania „kto tego będzie używał i dlaczego, oraz czy są jakieś dowody na te górnolotne hipotezy?”. Po dwóch godzinach czas się kończy. Po paru kolejnych  spotkaniach (niekończących się burzach mózgu) spisaliśmy encyklopedię kreatywności i wróżb. Opisuje ona procesy myślowe twórców i prezentuje w ładny sposób ich światopogląd. Chcieliście papier to macie.

Projektanci i programiści zaczynają działać. Po pół roku powstaje coś co jest używane ale w 10%. Pomijając fakt takiego planowania zakresu, w który dawno już nie wierzę, straciliśmy masę czasu i energii. Poza projektami często się tez wymaga od pracowników kreatywnego działania w tzw. „bieżączce”. Pieniący się klient, który chce nas podać do sądu. To może wyskoczysz poza załącznik zakresu obowiązków do umowy o pracę, przejedziesz się do niego i pogłaszczesz po główce aby się uspokoił? Ciężka sprawa. To może jednak się spotkajmy i pogadajmy wewnątrz firmy? Ok, zarezerwuj od razu cykl spotkań dotyczących tego problemu, w końcu mamy dużo czasu.

Oczywiście są i jasne strony kreatywności. Rzadko ale zdarzają się spotkania gdzie panuje cisza. Trudno naprawdę coś wydusić. Ziściło się masakryczne ryzyko i sytuacja jest nieciekawa. Posiadanie wtedy takiego „zapalnika”, który sypnie ilomaś alternatywami jest bardzo pomocne. Sama kreatywność w kontekście produktowym też jest super o ile gość potrafi widzieć potrzeby klienta, nasze możliwości i szanse na zarobek. Inna kreatywność to tylko zabawa, choć niektórzy traktują ją śmiertelnie poważnie.

Kreatywnie przetwarzaj, nie ródź na siłę!

Moja definicja kreatywności to umiejętność przetwarzania rzeczywistości, szybkiego wnioskowania oraz myślenia systemowego. Przetwarzanie rzeczywistości to umiejętność obserwowania. Kreatywni zamknięci w swoim kokonie skąd sypią dziwolągami, są odrealnieni, bo tak się dzieje z samorodkami. Obserwacja głównie dotyczy użytkowników naszych produktów, jeśli dostrzeżesz istotną potrzebę, do której spełnienia dobudujemy odpowiednią funkcjonalność, to jesteś super obserwatorem.

Kolejna rzecz – szybkie wnioskowanie. Jest wielu, którzy są mistrzami w szukaniu problemów. To dla nich jak pojedynek. Każdy pomysł wymaga 10 problemów, wtedy czują się spokojni. To czasami też część rzekomej kreatywności. Wypowiedziałem na spotkaniu 1000 słów powiązanych z tematem, wow. Tylko 990 to rzępolenie – „nie da się”. Jasne, że wczesny brainstorm w projekcie wskazuje masę ryzyk i od tego jest, ale niektórzy robią to przez cały projekt. Ja wymagam od razu przychodzenia z propozycją rozwiązania. Wiadomo, że szef bierze ryzyko, ale wyłącznie narzekający pracownik to kicha. Co to ma wspólnego z wnioskowaniem? To znaczy, że było 10.000 słów, koncepcji, problemów i zagadnień. Świetny pracownik potrafi ociosać, wypolerować i zostawić 5 zdań tego co ustaliliśmy i co robimy dalej. Byłem świadkiem setek spotkań gdzie tylko tracono czas. Brak podsumowań, brak pilnowania czasu, brak szukania rezultatów spotkania. Bądź kreatywny, wejdź w te puzzle i streść o co chodzi!

Myślenie systemowe. Jak firma zaczyna przekraczać 50 pracowników to ludzie przestają znać wszystkich. Co za tym idzie zamykają się w swoich sekcjach i budują państwa w państwie. Jeśli coś chcesz od takiego silosa to czasami musisz nawet zapukać do prezesa.  Prawie wszystkie projekty organizacji mają charakter między-departamentowy, więc takie podejście skutecznie „zamula” wszelkie projekty. Te silosy to struktura funkcjonalna, warto zastanowić się czy nie zmienić na projektową lub macierzową (zapraszam na Google). Myślenie systemowe to umiejętność wyjścia poza swoje podwórko i pomyślenie trochę o innych. Jeśli pracuje w IT a marketing da mi zadanie, a ja w połowie zadania zobaczę, że zadanie jest bez sensu (w kontekście biznesowym) to albo im o tym powiem albo je skończę, umyję ręce i goodbye. To, że im powiem, wcale nie oznacza, że dodałem sobie roboty. Eskaluję problem i to Twój szef musi się zgodzić aby dać Ci więcej czasu na poprawki.

Pani Edzia

Ja wiem, że są firmy gdzie są patologie i niektóre z tych podejść traktowane jest jak frajerstwo, ale do młodszych powiem „warto czasem zapłacić frycowe” (cytat z magazynu Proseed). Pracownik, który się chociaż trochę zaangażuje i pomoże innym wiele się przy tym nauczy. W normalnej firmie dobry menadżer szybko go dojrzy. Cały artykuł jest jednak kierowany do nowych startupów. Jak dostaniecie kasę i przyjdzie czas rekrutacji budujcie kulturę, w której każdy coś robi. Jeśli ktoś z obsługi użytkownika ma „plażę” a w testach brakuje rąk do pracy to naturalnym jest, że się za to zabiera. Oczywiście nie mówię tu o nie wiadomo jakiej elastyczności każdego do jakiejkolwiek roboty. Bardziej sytuacje awaryjne, tylko bez okopywania się bo moje stanowisko nazywa się X. To zaprzeczenie kreatywności.

Kreatywność dla mnie to po prostu umiejętność myślenia i zadawania sobie pytań „po co to robię i w jakim celu?”. To nie szukanie dziury w całym, ale zdolność do dobierania najpotrzebniejszych klocków i budowania czegoś sensownego na daną chwilę. Co prawda przy większych firmach jest to trudne (nie mówiąc o ministerstwach które ze sobą w ogóle nie współpracują), wielu mądrzejszych już tam myślało jak skomponować strukturę organizacyjną aby stymulować kreatywność. Jeśli macie mniej niż 20 pracowników szukajcie ludzi pracowitych, mających parcie na robienie sensownych rzeczy (myślą o celu nadrzędnym) i tych którzy lubią pomagać. W samym startupie jest wiele technik budowania świadomości i pobudzania kreatywności, np. wysyłanie do wszystkich co tydzień jednostronicowego i łatwego do przyswojenia raportu statystyk użycia serwisu. Nagle się okazuje, że Pani Edzia z recepcji ma super trafne spostrzeżenia i po kilku miesiącach zostaje marketing managerem, bo interesują ją główne cele (po co tu wszyscy siedzimy) no i jest kreatywna :)

Zdjęcie z quickblogcast.com

Autor prowadzi blog – ProductLabs.co
Maciej Oleksy