12

Polski YouTube przejęty przez Popka i Stracha. A podobno nikt nie interesuje się MMA

Na internetowych stereotypach trudno się zawieść. Każda kolejna gala KSW to wysyp specjalistów od mieszanych sztuk walki - znających się na stójce, jak i na parterze. Ale muszę przyznać, że sam jestem zaskoczony tym, co dzieje się w tej chwili na polskim YouTube. Serwis zdominowały materiały dotyczące starcia Popka i Stracha.

Z Tomasza „Stracha” Oświecińskiego aktor raczej słaby, w dodatku nie może się pochwalić zbyt wieloma rolami. Krążą natomiast plotki o jego przestępczej przeszłości. Mnie akurat jego występy w obu Pitbullach Vegi śmieszyły, ale ze mnie prosty chłopak, bawi mnie prosty dowcip. Mamy też wspomnianego w tytule Popka. Raper z niego średni (choć chyba nie jestem kompetentny do wypowiadania się na temat tego gatunku muzyki). Potrafił natomiast trafić w dość specyficzne muzyczne gusta polskiej młodzieży i kompletnie nie jestem zdziwiony sukcesem Gangu Albanii. Mamy wreszcie KSW, czyli polską federację mieszanych sztuk walki. Konfrontacja Sztuk Walki to bez wątpienia kolosalny komercyjny sukces, którego autorami są Martin Lewandowski i Maciej Kawulski. Obserwuję organizację od pierwszych chwil jej istnienia i rozmach, który dziś serwuje robi ogromne wrażenia. Zgadzam się jednak z opinią, że ważniejsze wydają się tam być tak zwane „freak fighty” niż normalne starcia zwykłych fighterów. Jednym z takich freak fightów było przedwigilijne starcie Popka i Starcha.

Nie znam się, to się wypowiem

Obserwuję Facebooka, Twittera, komentarze na YouTube. Mam wrażenie, że Polacy znają się już nie tylko na służbie zdrowie i polityce, ale również walkach w formule MMA. Tylu specjalistów od stójki i parteru nie widziałem jeszcze nigdy. Oczywiście widzę na własne oczy, że sporty walki w naszym kraju zyskują na popularności, kluby się rozwijają, regularne nabory przyciągają na matę i do ringu kolejnych zapaleńców. Nie jest to jednak skala, którą można zobaczyć na polskim YouTube. Ten obrazek mówi wszystko – zakładka „na czasie”. Filmiki kręcone komórką i kolejne nieśmieszne/śmieszne materiały dużych komediowych youtuberów zostały zepchnięte na dalszy plan. Przez kilka ostatnich dni dominuje Popek, Strachu i Artur Szpilka, który przyłożył Oświecińskiemu słaniającemu się po walce na taborecie.

A podobno #nikogo

Coś tam się na macie „kulam”, więc naturalnie interesują mnie starcia KSW. Moja wiedza na temat sportów walki jest jednak tam mała, że czytam jedynie opinie osób doświadczonych – sam się nie wypowiadam. Osoby walczące w turniejach lub trenujące zawodników zawsze mają coś ciekawego do powiedzenia, przeanalizują walkę – i co ciekawe w większości przypadków w ogóle nie poruszają tematu walki Popka ze Starchem. Oczywiście nie chciałbym się znaleźć na macie ani z jednym, ani z drugim – natomiast chyba każdy widzi jak ogromna przepaść dzieli „feak fighty” od klasycznych starć. I nawet jeśli którykolwiek z występujących w klatce celebrytów ma choć minimalne zaplecze techniczne, nie potrafi go pokazać. Najsmutniejsze niestety jest to, że KSW zamiast skupiać wokół siebie miłośników sportów walki zwabia internetowych specjalistów i hejterów. Zapewne świadomie – wiedząc, że to jest sposób na zarobienie jak największych pieniędzy (transmisje), a rozmach jawiącego się jako zdecydowanie bardziej nastawione na soczyste walki UFC jest poza zasięgiem.

Dziwi mnie natomiast dlaczego polski internet aż tak bardzo zainteresował się tematem. Przecież Popka jako muzyka nikt poza gimnazjalistami nie szanuje, nikt nie uważa Stracha za dobrego aktora. No i wszyscy gardzą KSW śmiejąc się z walczących tam „gladiatorów”. Ciągle słyszę, że to nie sport, że bandziory piorą się po mordach w klatkach – jak zwierzęta. Co więc wydarzyło się na tym całym polski YouTube, który podobno stoi świetnymi twórcami i światowej klasy materiałami? Czyżby wszyscy dali się wkręcić w podsycaną przez galą KSW 41 słowną walkę obu panów? Aż tak bardzo, że teraz nabijają miliony wyświetleń filmom traktującym o cały wydarzeniu z 23 grudnia? Niestety polski YouTube przegrał – wygrały natomiast dwie strony  – portale i kanały traktujące o sportach walki , takiego ruchu nie miały pewnie nigdy. Tylko szkoda, że pomiędzy tymi bezwartościowymi materiały giną naprawdę fajne rozmowy czy materiały traktujące o zawodnikach mieszanych sztuk walki. Drugim wygranym jest oczywiście samo KSW, którego włodarze potrafili genialnie wręcz rozgryźć Polaków i zarabiać na nich grube miliony. Szkoda tylko, że gdyby nie to całe zamieszanie, nie walki celebrytów, KSW byłoby pewnie o połowę mniej popularne. Tylko czy to dobry sposób na propagowanie MMA? Nie sądzę.

A podobno to w telewizji królują kiepskie materiały…