9

Polacy lubią niebezpieczną jazdę samochodem – także w gościach. Dziennie powodują zagranicą ponad 200 szkód

Nie zawsze duże liczby zwiastują duży sukces -- a poniższe statystyki są tego doskonałym przykładem. Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych każdego roku podsumowuje statystyki związane ze szkodami powodowanymi przez polskich kierowców zagranicą. I co tu dużo mówić — jeżeli liczyliście na nieco bardziej łaskawe liczby niż rok temu, to będziecie zawiedzeni.

Polscy kierowcy sprawcami ok. 200 kolizji dziennie na zagranicznych drogach

75,2 tys. szkód — tyle w 2018 roku zostało spowodowanych szkód z winy kierujących pojazdami z polskimi tablicami rejestracyjnymi. To blisko 10 tysięcy więcej, niż rok wcześniej. Raczej dla nikogo nie będzie specjalnym zaskoczeniem gdzie miała miejsce większość z nich — bo zawsze są to te same kraje: Niemcy, Francja, Włochy oraz Wielka Brytania.

Kolejny raz obserwujemy niepokojący wzrost liczby zdarzeń powodowanych przez naszych zmotoryzowanych na zagranicznych drogach. Wjeżdżając na szosy innych państw należy wziąć pod uwagę, że często obowiązują na nich inne przepisy niż Polsce. Można odnieść wrażenie, że nasi zmotoryzowani niewiele sobie z tego robią. Daje o sobie znać przekonanie o własnych umiejętnościach i brak poczucia odpowiedzialności za bezpieczeństwo na drodze (Mariusz Wichtowski, prezes zarządu Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych)

Ponad połowa z nich (aż 51,7%) miała miejsce w Niemczech. Później długo, dłuuuugo, nic, a tam Francja (6,9%), Włochy (6,8%), Wielka Brytania (6,3%). Dalej zaś raport nie identyfikuje krajów i 28% wrzuconych zostało do jednego worka z plakietką pozostałe. Oczywiście warto mieć na uwadze, że mowa tu o pojazdach z polskimi tablicami rejestracyjnymi — a wielu pracujących na miejscu rodaków ma tam zarejestrowane samochody, co Poza stale rosnącą liczbą wypadków wyjątkowo niepokoi także wieść o tym, że coraz więcej pojazdów z polskimi tablicami rejestracyjnymi nie miało ważnego ubezpieczenia OC. PBUK informuje, że w 2018 było aż 18,8% więcej takich zgłoszeń niż w roku poprzednim — aż 493!

Jest on pochodną intensywnej migracji, nieumiejętności dostosowania się do odmiennych zasad i zachowań na zagranicznych drogach, jak i niskiej kultury prowadzenia pojazdów. Przekłada się to na sukcesywnie zwiększające się obciążenie finansowe polskiego rynku ubezpieczeniowego z tytułu szkód powodowanych poza granicami Polski przez kierujących pojazdami zaopatrzonymi w krajowe tablice rejestracyjne lub dla których wystawione zostały polisy ubezpieczeniowe przez zakłady ubezpieczeń działające na terenie kraju. W 2018 r. sięgnęło ono kwoty blisko 1,3 miliarda złotych.

Którzy zagraniczni kierowcy powodują najwięcej wypadków na polskich drogach?

Porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl zaprezentowała zestaw danych na temat tego jak sprawy mają się w Polsce w kwestii wypadków z udziałem zagranicznych kierowców. Nie są to jednak równie precyzyjne dane — pochodzą z rocznego raportu Policji. Uwzględniają wyłącznie te, w których ludzie odnieśli większe obrażenia lub ktoś poniósł śmierć. Warto jednak mieć na uwadze, że to liczba wypadków uwzględniająca kraj pochodzenia zagranicznych kierowców — i jak rozumiem, wina kolizji niekoniecznie leżała po ich stronie.

  • Ukraina – 596 wypadków
  • Niemcy – 108 wypadków
  • Białoruś – 67 wypadków
  • Litwa – 49 wypadków
  • Rosja – 45 wypadków
  • Czechy – 31 wypadków
  • Słowacja – 25 wypadków
  • Łotwa – 21 wypadków
  • Bułgaria – 16 wypadków
  • Rumunia – 16 wypadków
  • Mołdawia – 14 wypadków

Pierwsze miejsce raczej nie jest dla nikogo specjalnym zaskoczeniem — i nie mam tutaj na myśli umiejętności kierowców zza wschodniej granicy, a raczej związek z ilością imigrantów.

Polacy coraz chętniej jeżdżą na wakacje własnym autem?

Te statystyki jednak skądś się biorą — i jeżeli o mnie chodzi, to najbardziej naturalną odpowiedzią wydają się coraz częstsze zagraniczne wypady własnym samochodem. Magia road tripu, dbanie o planetę czy względy ekonomiczne? Przyznam szczerze że przy obecnym natłoku promocji lotniczych — raczej nie wyobrażam sobie siąść na tych kilkanaście godzin za kółkiem dla własnej przyjemności Ale nie wykluczam że jako miłośnik miejskiej dżungli najczęściej spędzam wolne chwile w dużych miastach, do których bardzo łatwo dostać się bez samochodu ;-).