5

Cieszy mnie i napawa optymizmem wysoka jakość polskich aplikacji

Przed trzema dniami opublikowałem tekst poświęcony polskim aplikacjom mobilnym, które delikatnie mówiąc nie zachwyciły tym, co mają do zaproponowania. Wpis ten wywołał nie małą dyskusję, co było jednym z zamierzonych efektów. Pojawiło sie całe mnóstwo komentarzy zgodnymi z moją opinią, ale nie brakowało także tych mniej przychylnych. Oczekiwano ode mnie także przykładów aplikacji, które spełniają moje oczekiwania.

Nie zamierzam więc w żadnym wypadku ukrywać przed Wami nazw tych aplikacji, które niejako zdołały wtopić się w moją codzienność. Zrobiły to między innymi za sprawą udanego interfejsu czy przemyślanej nawigacji – krótko mówiąc stanęły na wysokości zadania i są w stanie spełniać swoją rolę na odpowiednim poziomie.

W tym miejscu chciałbym nawiązać do tytułu poprzedniego tekstu. Zaznaczam, że obydwie listy aplikacji zawierają jedynie te programy, z których korzystam codziennie, są zainstalowane na moim smartfonie. Nie jest to więc w żadnym razie przegląd polskiego rynku aplikacji, lecz spojrzenie na jego wycinek z mojej perspektywy.

Wypatrywanie okazji nierozerwalnie wiąże się w naszym kraju z co najmniej dwoma serwisami z ogłoszeniami i aukcjami internetowymi. Mowa naturalnie o OLX.pl (niegdyś Tablica.pl) oraz Allegro. Druga z aplikacji w momencie swojej premiery nie potrafiła do siebie przekonać, ale miesiące i lata ciągłych udoskonaleń spowodowały, że aktualnie nawet nie rozważam odwiedzania mobilnej wersji strony, ponieważ dzięki aplikacji wykonam wszystkie niezbędne do znalezienia produktu, jego zakupu oraz finalizacji transakcji czynności. Podobnie sprawa prezentuje się w sytuacji wymienionej wcześniej aplikacji OLX.

Kolejnym przykładem aplikacji, która po prostu działa jest Audioteka. Po zakupie audiobooka potrzebne jest tylko kilka sekund, by móc zacząć go odsłuchiwać, podczas gdy w tle pobierane będą pozostałe jego rozdziały. Wizualnie Audioteka wypada naprawde nieźle, a od jakiegoś czasu nie zanotowałem żadnych problemów ze stabilnością działania aplikacji, więc najwyraźniej twórcy uporali się ze wszystkimi występującymi problemami.

Co ciekawe, Agora paradokslanie potrafi też przygotować bardzo udane aplikacje do czytania. Jedna z nich, Wyborcza, umożliwia na przeglądanie artykułów ze strony internetowej, ale przede wszystkim na czytanie cyfrowych wydań dziennika na ekranie smartfona i tabletu. Pliki PDF są opcjonalne, a prym wiodą treści dostosowane do typowej „mobilnej konsumpcji” tekstu. Drugim z tytułów jest dość świeża aplikacja Clou, która regularnie otrzymuje aktualizacje wprowadzające zmiany, których oczekują czytelnicy. Jest ładnie, przejrzyście i zgodnie z najnowszymi standardami.

Na sam koniec pozostawiłem jednego z liderów mobilnej bankowości, czyli aplikację mBanku. W czasie wieloletniego użytkowania wersji na iOS czy Androida nie obyło się bez drobnych niemiłych niespodzianek, ale sytuacja przedstawia się analigocznie jak w przypadku Audioteki – aktualnie mobilny mBank pozwala na wygodne, szybkie i skuteczne zarządzenie finansami czy dokonywanie płatności BLIK. Interfejs mobilnego mBanku wciąż jest w mojej ocenie niedościgniony przez konkurencję.

Dlaczego w pierwszej kolejności poświęciłem swój czas na przygotowanie tekstu o aplikacjach, które nie spełniły moich oczekiwań? Dlaczego dopiero wtedy, gdy pojawiły się Wasze komentarze, publikowany jest wpis traktujący o aplikacjach, którym udało się osiągnąć satysfakcjonujący mnie poziom? Wytłumaczenie jest wręcz banalne – udane produkty bierzemy za pewnik i bardziej naturalne jest dla nas, że coś po prostu działa. Gdy jednak tak nie jest, pojawia się sporo negatywnych emocji. Tylko tyle i aż tyle.