21

Polska liderem Europy w najmniej ważnym rankingu dotyczącym Apple! [do kawy?]

Sprzedaż każdej firmy, a zwłaszcza takiej jak Apple, można analizować na wiele sposobów. Najprościej policzyć ile sprzedało się komputerów, odtwarzaczy mp3 czy tabletów i podstawowy ranking mamy z głowy. Później można zajmować się sprzedażą oprogramowania, ilością klientów, średnią kwotą wydawaną przez jednego nabywcę i tak dalej, i tak dalej. Ale jest jeszcze jeden ranking, z […]

Sprzedaż każdej firmy, a zwłaszcza takiej jak Apple, można analizować na wiele sposobów. Najprościej policzyć ile sprzedało się komputerów, odtwarzaczy mp3 czy tabletów i podstawowy ranking mamy z głowy. Później można zajmować się sprzedażą oprogramowania, ilością klientów, średnią kwotą wydawaną przez jednego nabywcę i tak dalej, i tak dalej. Ale jest jeszcze jeden ranking, z istnienia którego pewnie nie zdajecie sobie nawet sprawy. I nie dotyczy on wcale kradzieży ani importu, co mogliby zasugerować niektórzy kawalarze. Ale tam jesteśmy właśnie liderem! No to w czym w końcu?

Otóż jak donosi iMag powołując się na bliżej niesprecyzowane źródła („Ciekawa informacja do nas dotarła”), jesteśmy europejskim liderem w dziedzinie „attach rate” Office 2011 for Mac. Współczynnik ten oznacza ile sprzedało się kopii danego oprogramowania w stosunku do ilości sprzedanego sprzętu mogącego je odpalić. Jeśli każdy pójdzie i kupi w sklepie Xboxa z 2 grami, to jego attach rate gier wyniesie 2.

W przypadku Office’a i Maków w Polsce jest to 32%. Co trzeci posiadacz nowego komputera Apple kupionego, co nie jest zapisane w źródle, ale można to wywnioskować, z polskiej dystrybucji zakupił w zestawie Office 2011 for Mac. W Niemczech ten wskaźnik wynosi 24%, dwa punkty procentowe mniej w Wielkiej Brytanii. Inni są jeszcze niżej!

Zastanawiam się czy wynika to tylko z tego, że sporo osób kupuje Maka po raz pierwszy i przyzwyczajeni są do pakietu biurowego Microsoftu, czy też inne demony są tu czynne. Po wypróbowaniu pakietu iWork, szczególnie świetnego Keynote’a, raczej nie widzę przesiadki z powrotem. Tym bardziej, że pakiet od Apple jest całkiem nieźle zlokalizowany.

No dobra, jeden argument rozumiem. Niepełna kompatybilność czegokolwiek, wliczając to opensource’owe pakiety z Officem może powodować, że krew człowieka zaleje nie raz i nie dwa. Chociaż ostatnio korzystam w przypadku plików wordowskich etc. z Google Docsów i sprawdzają się świetnie.

I pytanie sine qua non – a czy TY masz swojego Office na Maka?