Telewizja

Pogromcy mitów wracają na antenę z... nowymi prowadzącymi. Czy to ma sens?

MS
Maciej Sikorski
33

Liczy się format, rozpoznawalność samego programu czy tworząca go ekipa? To pytanie pada zazwyczaj wtedy, gdy z jakąś produkcją żegna się gwiazda, "twarz tytułu" i rozpatrywana jest kwestia kontynuowania projektu z nowym człowiekiem/nowymi ludźmi. Obecnie zagadnienie może powrócić za sprawą programu Pogromcy mitów: popularna seria wraca na antenę, ale starej ekipy nie zobaczymy. Będzie hit? Albo: program utrzyma się w ramówce?

Pogromcy mitów czy też MythBusters to bardzo rozpoznawalny program. Ekipa, której przewodzili Jamie Hyneman oraz Adam Savage tworzyła go przez kilkanaście lat. Zabawa polegała na weryfikowaniu tzw. miejskich legend czy scen z filmów: łączono naukę, inżynierię i... rozrywkę. Trudno nazwać ten program naukowym, ale słowo popularnonaukowy już pasuje. Pewnie inspirowało to wiele osób do majsterkowania w garażach czy piwnicach, eksperymentowania nawet z domieszką ryzyka. Wszystko jednak ma swój kres, program zakończono, ekipa się rozeszła i zajęła czymś innym - np. programem White Rabbit Project. Swego czasu pisałem nawet, że Kari Byron prowadzi program ze współzałożycielem Apple.

Przerwa w nadawaniu nie trwała długo - seria wraca na antenę. I chociaż zaplecze ma być podobne, zatrudniono nawet tego samego lektora, to zespól będzie inny. Nowi Pogromcy mitów nazywają się Jon Lung i Brian Louden. Ciekawostką jest to, że wybrano ich w oparciu o... program telewizyjny. Urządzono casting, z którego też uczyniono widowisko telewizyjne. Ta dwójka okazała się najlepsza. Niby wszystko jest ok: mają odpowiednie wykształcenie (uzupełniają się nawet), nie boją się kamery, twórcy programu przekonują, że nie brak im ikry do prowadzenia takiego show. Ale wciąż mnie zastanawia, czy to może się udać?

Sięgam pamięcią do Top Gear. BBC i trójka legendarnych prowadzących zapewnili światu prawdziwą operę mydlaną, gdy zaczęły się niesnaski, ostatecznie trio trafiło pod skrzydła Amazona, a brytyjska stacja znalazła nowych prowadzących. Efekt? Fala krytyki wymierzona w nadawcę i "świeżaków". Na tyle wysoka, że Chris Evans zrezygnował z programu. Fani starego zespołu i sam Clarkson byli ponoć zachwyceni takim obrotem spraw. Nie brakowało opinii, że to starcie wygrali prezenterzy, a BBC powinno dać sobie spokój z popularnym programem, bo tworzyli go ludzie. Konkretni ludzie. Siłą nie była zatem marka, sam pomysł, lecz ekipa, która przed telewizory ściągała miliony odbiorców w wielu krajach świata.

Ciekawe, czy Pogromcy mitów spotkają się z lepszym przyjęciem? Porównań oczywiście nie zabraknie, podejrzewam, ze boją się ich i nowi prowadzący, i producenci. Dlatego tak mocno podkreślają, że nie zamierzają robić identycznego show, a legendarnego duetu nikt nie zastąpi. Tylko czy to trafi do fanów? I czy widzowie czekają jeszcze na takie widowisko. Jasne, rzeczy do sprawdzenia, pomysłów na odcinki jest mnóstwo - to można pewnie ciągnąć się latami. Zwłaszcza, że zmienia się nasze otoczenie, nowe technologie coraz mocniej ingerują w życie i jest sporo pytań, na które sam chętnie poznałbym odpowiedź. Czy należy to jednak realizować w podobnym formacie i pod znaną marką? Szykuje się kolejny intrygujący test - tym razem sprawdzać będą odbiorcy.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: