25

Zamów pizzę i obserwuj, jak do Ciebie… biegnie

Pizza w Londynie przez Periscope. Brzmi dziwnie/tajemniczo? Brzmi. Ale gdy zaczniemy się zagłębiać w temat, to zdziwienie ustąpi rozbawieniu - przynajmniej w moim przypadku tak było. W Londynie wymyślili, jak dostarczyć placek w zdrowy i ekologiczny sposób, a przy tym sprowokować klienta do ruszenia się z mieszkania i spalenia tego posiłku. Przy tym wysiadają drony (latające i jeżdżące), które miałyby zastąpić dostawców...

Pizzerie kombinują na różne sposoby

Niedawno głośno zrobiło się o pizzerii, która planuje dostarczać placki robotem poruszającym się po ziemi. Znowu zapewniano, że są pierwsi, że wcześniej nikt tego nie stosował, że to przyszłość. Może i przyszłość, ale póki co takie akcje bardziej służą promowaniu danej sieci czy pojedynczego lokalu. Już kilka razy czytałem o dostarczaniu pizzy dronem, za każdym razem powtarzano, że to pionierskie rozwiązanie. I tak od kilku lat. Czy to się przyjmuje i jest stosowane na stałe? Wątpię. Ale przez jakiś czas jest szum.

Trzeba przyznać pizzeriom, a szerzej całej branży fastfoodów, że potrafią wykorzystywać nowe rozwiązania w marketingu. Dotyczy to systemów zamawiania, dostarczania towaru, gadżetów. Przykładami klawiatura z KFC, kubełek z drukarką tej samej firmy czy gogle VR, które można stworzyć w pudełka po kanapce. Akurat ten segment rynku jest dość aktywny, gdy mowa o innowacjach – nawet, jeśli nie są wprowadzane na stałe i mają służyć jedynie promocji czy krótkiej zabawie. A tak należy rozpatrywać sytuację przywołaną we wstępie.

Pizza w Londynie przez Periscope, czyli biegiem do klienta

Firma ulokowana jest Londynie i podobno działa wedle zasad przyjaznych środowisku. Dotyczy to zarówno pozyskiwania produktów i tworzenia placków, jak i dostarczania ich klientom. W tym ostatnim przypadku efektem jest… brak opcji dostarczania zamówienia pod wskazany adres. Chcesz zjeść? To się do nas pofatyguj. Jakiś czas temu zrobiono jednak wyjątek, a stała za tym pewna agencja reklamowa. I klub biegaczy zaangażowany w akcję. Klient zamawiał pizzę i zaczynało się widowisko.

Biegacz ruszał z pudekiem przez miasto, a jego poczynania można było śledzić z pomocą aplikacji Periscope. Klient mógł zatem siedzieć wygodnie w fotelu i oglądać, jak biegnie do niego pizza. W wielkim skrócie. A skoro już o skrótach mowa – to rozwiązanie wprowadza elementy interakcji, klient mógł udzielać dostawcy wskazówek, by ten szybciej dotarł. Istnieją przecież skróty, które zna zazwyczaj lokalna społeczność, ludzie mieszkający w danym miejscu. Pojawiały się zatem wskazówki w stylu „lepiej przez park” czy „warto skręcić w lewo i minąć obiekt X”.

Dobra zabawa? Pomyślcie, że jesteście na imprezie i nagle ktoś rzuca hasło, że zaraz na ekranie będzie można oglądać, jak biegnie do Was pizza. Wszyscy ludzie zgromadzenie w mieszkaniu wpatrywaliby się pewnie w ekran, dopingowali, doradzali, komentowali. W tle pojawia się jeszcze jeden wątek: to zaproszenie do uprawiania sportu. „Pizza dotarła w zdrowy sposób, sam to widziałeś, może też pobiegasz?”. Przecież z relacji na Periscope wynika, że to może być niezła przygoda…

Będzie kontynuacja

Początkowo pizza w Londynie przez Periscope miała być jednorazowym wydarzeniem. Ale okazało się, że ludziom spodobała się ta zabawa i akcja ma być powtarzana przynajmniej raz w miesiącu. A gdy zrobi się o niej naprawdę głośno, to kto wie, czy nie stanie się częstym rozwiązaniem. Chociaż gdy spowszednieje, to nie będzie już tak przyciągać. Ludzie nie ruszą się, by pobiegać, a dostawcy padną z wycieńczenia. Na Periscope też nie będzie to śledzone z dużym zainteresowaniem, bo ileż można patrzeć na biegacza z pizzą?

Powtórzę: to zabawa i akcja marketingowa. Ale pokazuje, jak można łączyć ze sobą różne rzeczy, by powstało coś nowego i ciekawego. Niekoniecznie potrzebnego i praktycznego, lecz kto powiedział, że potrzebujemy jedynie praktycznych „wynalazków”?