25

Piraci kupują statystycznie więcej płyt niż pozostali konsumenci – łyso ci, RIAA?

Piractwo nie zabija przemysłu, nie powoduje strat, wręcz odwrotnie. Przemysł muzyczny ma się świetnie pomimo piractwa, bo to właśnie piractwo go napędza. Wyniki najnowszych badań, potwierdzone przez pracownika jednego z działów wydawcy EMI, mówią wyraźnie, że piraci to zaangażowane w odbiór kultury jednostki, które jedynie próbują danego tworu przed jego zakupem. I o to w […]

Piractwo nie zabija przemysłu, nie powoduje strat, wręcz odwrotnie. Przemysł muzyczny ma się świetnie pomimo piractwa, bo to właśnie piractwo go napędza. Wyniki najnowszych badań, potwierdzone przez pracownika jednego z działów wydawcy EMI, mówią wyraźnie, że piraci to zaangażowane w odbiór kultury jednostki, które jedynie próbują danego tworu przed jego zakupem. I o to w rzeczywistości wkurza się przemysł z RIAA na czele – z powodu piractwa konsumenci nie kupują już kota w worku. Dzięki sieciom p2p konsumentom nie da się wcisnąć byle bubla. Koncerny powinny skupić się na tworzeniu dobrych filmów, muzyki czy gier, a nie na walce z piratami.

GfK Group to firma zajmująca się badaniem rynku. Jest to największa tego typu firma, której dużą częścią zleceń są badania rynku pod kątem piractwa. Najnowsze badanie tej grupy wykazało, że duża część rzekomo złych piratów, to wymagający konsumenci, którzy jedynie sprawdzają dany film czy album przed jego zakupem. Są to osoby zaangażowane w odbiór kultury, na którą wydają bardzo duże kwoty – nie tylko na zakup filmu na DVD, ale także na przykład na wyjście do kina. Odnośnie samych płyt DVD, badanie wykazało, że piraci statystycznie kupują ich więcej niż ci, którzy działają „zgodnie z prawem”.

Wyniki tych badań nie zostały oczywiście oficjalnie opublikowane, gdyż najzwyczajniej w świecie nie spodobały się zleceniodawcy. Prawda boli. RIAA i przemysł znają prawdę, jednak wolą odstawiać swoje szopki i wmawiać wszystkim w około, że piractwo przynosi straty. Gdyby tego było mało, piraci wciąż są ścigani – i często są to przypadkowe osoby.

Fakt, iż większość piratów to osoby, które lubią sztukę, przy czym jednocześnie nie lubią kupować kota w worku mówią nie tylko wyniki badań, ale i autorytety branży. Douglas C Merrill były CIO Google, który rzucił pracę u giganta dla posady w EMI, stwierdził, że konsumenci rzeczywiście sprawdzają przed zakupem nie tylko urządzenia (np. recenzje w internecie, filmy wideo na temat produktu na YouTube czy macanie w sieciówkach z elektroniką), ale także i sztukę:

The RIAA said it isn’t that we are making bad music, but the ‘dirty file sharing guys’ are the problem. Going to sue customers for file sharing is like trying to sell soap by throwing dirt on your customers. That’s not theft, that’s try-before-you-buy marketing and we weren’t even paying for it… so it makes sense to sue them.
(…)For example, there’s a set of data that shows that file sharing is actually good for artists. Not bad for artists. So maybe we shouldn’t be stopping it all the time. I don’t know. Obviously, there is piracy that is quite destructive but again I think the data shows that in some cases file sharing might be okay. What we need to do is understand when is it good, when it is not good… Suing fans doesn’t feel like a winning strategy,

Stwierdził on także, że to artyści powinni po prostu tworzyć dobrą muzykę, a wtedy będzie się ona sprzedawać. W przypadku gdy muzyka czy film są kiepskie, nawet walka z piractwem nic nie pomoże.